Pobieranie prezentacji. Proszę czekać

Pobieranie prezentacji. Proszę czekać

Materiały pochodzą z Platformy Edukacyjnej Portalu www.szkolnictwo.pl Wszelkie treści i zasoby edukacyjne publikowane na łamach Portalu www.szkolnictwo.pl.

Podobne prezentacje


Prezentacja na temat: "Materiały pochodzą z Platformy Edukacyjnej Portalu www.szkolnictwo.pl Wszelkie treści i zasoby edukacyjne publikowane na łamach Portalu www.szkolnictwo.pl."— Zapis prezentacji:

1 Materiały pochodzą z Platformy Edukacyjnej Portalu Wszelkie treści i zasoby edukacyjne publikowane na łamach Portalu mogą być wykorzystywane przez jego Użytkowników wyłącznie w zakresie własnego użytku osobistego oraz do użytku w szkołach podczas zajęć dydaktycznych. Kopiowanie, wprowadzanie zmian, przesyłanie, publiczne odtwarzanie i wszelkie wykorzystywanie tych treści do celów komercyjnych jest niedozwolone. Plik można dowolnie modernizować na potrzeby własne oraz do wykorzystania w szkołach podczas zajęć dydaktycznych.

2 Mgr Agnieszka Rajch - Karpińska KAZIMIERZ PRZERWA - TETMAJER CZŁOWIEK GÓR Kazimierz Tetmajer ok r.

3 Kazimierz Przerwa-Tetmajer urodził się na Podhalu w roku 1865, w miejscowości Ludźmierz. Tatry były miejscem, gdzie się wychowywał, i które ukochał ponad wszystko. To były jego rodzinne strony. Pewnego dnia jego ojciec – Adolf Tetmajer, utracił majatek w Ludźmierzu. Młody Tetmajer, wraz z rodziną, przeprowadził się do miasta, w którym od tej pory było mu dane żyć. Wciąż powracał jednak w swe ukochane Tatry, z którymi nigdy nie mógł sie rozstać. Nawet wtedy, gdy musiał zaprzestać wycieczek wysokogórskich z powodu chorego serca, ich wizja powracała do niego w snach. Dopóki był zdrowy, a więc do roku 1896, pomieszkiwał w Zakopanem. Stąd często robił wypady w góry. Wędrówki te trwały zwykle po kilka dni. Tetmajer zazwyczaj przemierzał góry sam. Cenił swą samotność. Na trudne szlaki jednak zabierał zaprzyjaźnionych przewodników tatrzańskich, między innymi Klimka Bachledę. To właśnie z nim Tetmajer jako pierwszy zdobył szczyt Staroleśnej. Zdarzało się również, że autor Na Skalnym Podhalu, zabierał na te długie wycieczki swych przyjaciół oraz wielbicieli swej poezji, w celu pokazania im Tatr, które znał doskonale. Adolf i Julia z Grabowskich Tetmajerowie – rodzice Kazimierza.

4 Autor Legendy Tatr był znakomitym taternikiem. Julian Krzyżanowski we wstępie do Poezji wybranych Kazimierza Przerwy – Tetmajera pisze, iż w latach (...) przyszły, a później znany pisarz należał do nałogowych taterników, zwiedzających wszystkie szczyty, takie nawet, na których nie postała przed nim stopa ludzka. Tetmajer wspinał się po górach niezwykle sprawnie. Władysław Rabski w książce p.t.: Miałem kiedyś przyjaciół... Wspomnienia o Kazimierzu Tetmajerze, wspomina dzień, w którym wybrał się z poetą na polowanie na niedźwiedzie. Jechali w góry furą góralską. Rabskiemu wydawało się wtedy, że Tetmajer to człowiek znudzony, rozkapryszony i kobiecy. Z niedowierzaniem patrzył na broń, którą trzymał poeta. Gdy podjechali do miejsca, gdzie trzeba było zacząć piąć się pod górę, w Tetmajerze zaszła jakaś zmiana, którą Władysław Rabski ujmuje tak: Tatry zagadały do niego (...). Jakby urósł. Jakby w stal zamieniły się kości. A twarz miał niby Sobek Jaworcarz, co taki honor miał. I zbójniki tak musiały chodzić po górach. Tam, gdzie ja drżałem na śliskich pochyłościach (...), tam zdawało się, że skały i drzewa tulą się do niego, trzymają go, bronią. Kazimierz Tetmajer z synem w otoczeniu Górali w Zakopanem w 1911 r.

5 Kazimierz Przerwa – Tetmajer czuł się tak, jakby był zrośnięty z górami. Różni ludzie, którym dane było się zętknąć z wielkim twórcą, właśnie tak go postrzegali. Mieczysław Smolarski we Wspomnieniach o Kazimierzu Tetmajerze wspomina tego poetę, którego spotyka w drodze do Morskiego Oka: W pewnej chwili minął nas, zjeżdżający z gór, pojazd inny, a w nim jechał mężczyzna, jakby mocno w sobie osadzony, o twarzy pełnej śmiałości. Wracał widocznie z polowania, gdyż miał strzelbę na ramieniu. Wydał mi się zrosły z wyłaniającymi się szczytami. Kazimierz Tetmajer w 1894 r.

6 Tadeusz Boy – Żeleński tak opowiada o Tetmajerze jako o poecie gór: (...) Asystowałem czarnoksięskim operacjom, w których powszedniość przetapia się w sztukę. Byłem pod nieustającym urokiem. Tetmajer w górach był nie tylko najmilszym towarzyszem; był tym, czym jest medium na seansie: wabikiem dla świata zjaw. Przyszły autor Skalnego Podhala samą obecnością swoją dobywał tam ze wszystkiego poezję – och, wolną od wszelkiego poetyzowania – poezję in statu nascendi. Zresztą, urodzony i wychowany na Podhalu, maił tam przyjaciół po wszystkich szalasach, znał skomplikowane góralskie parantele, znał miejscową gwarę i etykietę, umiał zagadywać starych i przekomarzać się z młódkami, i ciągnąć bajarzy za język. W mieście nie zdradzający swej muzykalności, tutaj rozróżniał wszystkie odcienie i warianty trudnej nuty góralskiej i znał do nich najudańsze teksty. Wszystko przy nim stawało się interesujące: świstak, kozica, orzeł wiszący w powietrzu, niedźwiedź, którego nigdy zresztą nie raczył mi się pokazać, dziwaczne nazwy szczytów i przełęczy, noce przesiedziane w szałasie przed długo dopalającym się polanem, wyiskrzone niebo nad szałasem... W innym znowu fragmencie wspomnień o Tetmajerze, Boy – Żeleński pisze: Tetmajer był niezrównanym przewodnikiem wędrówek górskich. Znał szlaki niebanalne, przejścia dolinami o dziewiczej roślinności, zawalone pniami swobodnie próchniejących drzew. Był zresztą jednym z najśmielszych taterników, a ja...lazłem wszędzie za nim, choć nie mogę powiedzieć, abym się nie bał. Kiedy wieczorem, na noclegu, popatrzyłem na czarną prostopadłą ścianę i wyobraziłem sobie, że nazajutrz mamy piąć się na nią, ciarki chodziły mi po plecach, w nocy budziłem się zlany potem. Modliłem się w duchu o deszcz, który by uniemożliwił wyprawę. Ale kiedy już znalazłem się na turni, dotknięcie jej upajało mnie, doznawałem jakiegoś zmysłowego drżenia (wszędzie te zmysły!), owego mdławego łaskotania w piersiach, jakie się odczuwa, wisząc na rękach nad przepaścią.

7 Górska kraina dawała mu spokój, którego tak brakowało w pełnym zgiełku i ludzkich krzyków mieście. Tu wpatrywał sięw tatrzańską przyrodę i milczał. Wchłaniał piękno i ciszę płynące z gór. Panująca tu atmosfera pozwalała mu na tworzenie przepięknych liryków. Zuzanna Rabska - uczestniczka jednej z wypraw do Doliny Strążyskiej, w książce Moje życiez książką pisze własnie o momentach powstawania poezji: (...) Tetmajer milczał, wsłuchany w szum siklawy. Ach, to nie był ten znudzony, zblazowany Tetmajer, reagujący w sposób ostry, przykry, nieraz cyniczny na płyciznę warszawskiego towarzyskiego życia. To był Kazimierz Tetmajer rozmiłowany w samotności, czujący sie najlepiej sam na sam z górską przyrodą. (...) Każdy z nas wiedział, że tam przy szumie siklawy powstanie nowy wiersz o majestacie gór, o szumie spadającej wody, o ciszy lasów, o kolorze nieba, o wiecznej tęsknocie duszy człowieka (...). towarzyskiego życia. To był Kazimierz Tetmajer rozmiłowany w samotności, czujący sie najlepiej sam na sam z górską przyrodą. (...) Każdy z nas wiedział, że tam przy szumie siklawy powstanie nowy wiersz o majestacie gór, o szumie spadającej wody, o ciszy lasów, o kolorze nieba, o wiecznej tęsknocie duszy człowieka (...). Fragment zakładu dra Andrzeja Chramca – centrum zakopiańskiego życia towarzyskiego, wielokrotne miejsce pobytu Kazimierza Tetmajera.

8 Kazimierz Przerwa – Tetmajer uwielbiał podziwiać piękne widoki gór. Szczególnie uopdobał sobie widok Czerwonych Wierchów, które podziwiał podczas wycieczek saniami w zimie lub w trakcie wędrowania po dzikich skałach. Tatry podziwiał także z Zakopanego, siadając na werandach willi, w których mieszkał lub gościł. Helena Duninówna w Tragedii Tetmajera tak opisuje te chwile: Było to w Zakopanem, w ślicznej willi Schodnica, położonej na stoku Gubałówki i należącej wowczas do stryja mego, znanego lekarza, dr Teodora Dunina. Była w Schodnicy wielka, jak ogromny, głęboki pokój, weranda. Z tej werandy widziało się – w dole – wąwóz zakopiańskiej doliny, szeroki, olbrzymi płat zielonych, rozłożystych łąk, a potem daleki łańcuch gór, przecudna panorama Tatr z Giewontem, który wznosił się tuż, tuż, naprzeciwko naszych oczu. W pogodny, jasny dzień, podchodziły te góry tak jakoś blisko, ze miało się je dosłownie przed samymi oczyma: w dnie pochmurne i słotne cofały się, oddalały, szarzały, zasnute mgłą, dalekie, nieprzystepne i obce. Było na tej werandzie bardzo cicho. Tam, pod nami, w dole, zostawał cały zgiełk zakopiańskiego życia. Tutaj był tylko bezmiar powietrza, toń nieogarniona nieba, czuby drzew rosnacych poniżej, dachy przytulonych do siebie chat na Sobczakówce. Na tej werandzie siadywał czasem Tetmajer. Pamiętam dobrze jego dość wysoką, elegancką postawę, doskonały ubiór, przystojną twarz z pięknym ciemnym wąsem, jego pewną siebie uprzejmość, towarzyską gładkość i – zamyślone oczy. Pamietam, jak pewnego razu, patrząc w milczeniu na omgloną dalekość gór, przeslonił oczy ładną, dobrze utrzymaną dłonią. Wydawało mi się to wtedy trochę sztuczne, zakrawało na pozę. Bo przecież obok, na tej samej szerokiej ławie pod ścianą werandy, siedział Jan Kasprowicz i też patrzył na góry: zwyczajnie, po prostu, z widocznym, nie ukrywanym zachwytem. (...) Ci dwaj znakomici poeci, obaj wspaniali piewcy Tatr, siedzący na jednej ławie i patrzący na największe swoje ukochanie – góry, wydawali mi się przedstawicielami dwóch niepodobnych do siebie światów. (...).

9 Tatry były schronieniem Tetmajera. Byly dla niego miejscem, w które autor uciekał od ludzi i wszelkiego niepotrzebnego hałasu. Znajdował tu wolność od więzów swego czasu (...), od strachu przed potęgami zmysłów i śmierci. Tak to nazwał Jan Lechoń w utworze Kraj swobody. W górach Tetmajer znalazł odpoczynek od tłamszącej go cywilizacji, gdy w gwiaździste noce, spędzane w tatrzańskich dolinach, pod gołym niebem, górale rozpalali ogniska, a on siedział wpatrzony w Tatry, i w coś daleko poza nimi. Towarzysze tych wycieczek wspominają, że był w tych chwilach tak zamyślony, że często nie słyszał nawet, co się do niego mówiło. Kazimierz Tetmajer w 1902 r.

10 Autor Maryny z Hrubego najpierw przyglądał się górom, a następnie utrwalał je w swej poezji i prozie. Tworzył swoją wizję Tatr, poprzez kontakt z ich rzeczywistym pięknem. W opinii niektórych ludzi, Tetmajer dał niezwykle potężną wizję świata tatrzańskiego, i nikt nie będzie w stanie stworzyc potężniejszej. Pozostanie ona pod tym względem nienaruszalna. Tetmajer przedstawił w swej twórczości góry nieśmiertelne, piękne i pełne cudów. W świecie tatrzańskim wszystko jest możliwe, nawet to, że orzeł przemawia ludzkim głosem. Taką wizję był w stanie stworzyć jedynie człowiek, który w górach wzrastał i potrafił zrozumieć milczenie głazów. Tetmajer według Ludwika Hieronima Morstina (...) musiał (...) przejść wszystkie pustacie, drogi błędne i straszne, ślizgie, spiczaste kamienie, zdradne upłazy trawne, spadziste, utrudniające zbocza, turnie ziejące przepaściami, kąty lasów przepadłe, moczary skryte w gąszczu, spady wód szumiejace i koleby myśliwskie, leżące cicho i tajemnie. Musiał pokochać spojrzenie szukające oparcia, rozciągnięcie ciała na skale, zarzut ciupagi na konar, w nie chcącym puścić w górę gąszczu, wrąb w pole lodowe. Musiał być człowiekiem gór. Kazimierz Tetmajer wraz z synkiem Kazimierzem Stanisławem w 1907 r.

11 Tetmajer niewątpliwie był człowiekiem gór. Tatry poruszały jego duszę. Tak widzi to Władysław Orkan we Wspomnieniach o Kazimierzu Tetmajerze: (...) Przeogromne zwaliska Tatr padały grozą na wrażliwą duszę, to wyszarpywały z niej swym ku niebu krzykiem wolę potęgi...A kiedy zamgliło je słońce, iż stawały się snem, mityczną jawą, to znów wiodły duszę w baśń nie zamilknioną, w marzenie legendy, słuchiwane o bajecznym wnętrzu Tatr, opowieści o ludziach mocarnych, o górnym Skalnym Podhalu, ropalały wyobraźnię młodzieńca (...). Poruszona dusza Tetmajera tworzy opowieść Na Skalnym Podhalu. Ten kamienny grunt zamieszkują ludzie niezwykli. Postacie górali wyposazone są w nadludzkie cechy. Tworzą galerię zadziwiających typów ludzkich, o duszach przerażających, groźnych i walecznych. Stworzeni przez Tetmajera górale są otoczeni zmrożonymi górami, i do ich twardych warunków muszą sie dostosować. Przychodzi im to bez trudu, gdyż Tatry są dla nich całym światem. Historycy literatury nazywają to dzieło epopeją Podhala lub eposem gór zlodowaciałych. Kazimierz Tetmajer z okresu jubileuszu warszawskiego w 1912 r.

12 Liryki tatrzańskie, pisane niekiedy przez Tetmajera bezpośrednio na szlakach, tworzą rodzaj albumu tatrzańskiego. Poezje są postrzegane jako poetycki przewodnik po górach. Znajdują się w nich opisane przez pisarza różne zjawiska atmosferyczne, których był świadkiem, a także rośliny i zwierzęta, które podziwiał na własne oczy. Kazimierz Przerwa – Tetmajer namalował to wszystko przepięknymi barwami, a cudowna melodyjność jego wierszy pozwala poznać Tatry nawet człowiekowi, który nigdy ich nie widział. Kazimierz Tetmajer w czasie wieczornicy podczas Zjazdu Górali w Zakopanem w 1911 r.

13 W wierszach Tetmajera podmiotem lirycznym jest człowiek, który samotnie wędruje przez Tatry. Szuka tu pociechy, ponieważ jego życie jest nieszczęśliwe, a ludzie, którzy go na co dzień otaczają są dwulicowi. Doznaje on wielu rozczarowań, o których zapomina szybko, gdy wchodzi w kamienny świat Tatr. Osoba mowiąca w utworach bardzo przypomina samego Kazimierza Przerwę – Tetmajera. Wiele faktów z biografii poety zgadza się z tym, o czym można przeczytać w jego lirykach. Ja liryczne doznaje bolesnych zawodów miłosnych, które może ukoić jedynie pobyt w górach. W utworze List z Zakopanego Tetmajer wyjaśnia swą ucieczkę z gwarnej Warszawy do miejsca pełnego spokoju. Wypowiada się o ludziach w bardzo negatywny sposób, nieraz atakuje ich wady w bardzo ostrym tonie. Kazimierz Tetmajer ok r.

14 Tetmajer często uważany był za odludka, który wprost nie chętnie przebywał z ludźmi. Sądził, że żaden z nich nie chciał być naprawdę jego przyjacielem. Próbował się od nich izolować. Był skryty i małomówny oraz bardzo wrażliwy na ludzkie słowa. Ewa Dzieduszycka we Wspomnieniach o Kazimierzu Tetmajerze tak to opisuje: Zgorzkniały i zniechęcony do ludzi, nie był wesołym kompanem. Pełen ironii i złośliwości, każdego odsądzał od czci i wiary. Sąd jego o ludziach był nawet nieraz bardzo trafny i zaskakujący, ale pozostawiał jakby niesmak i musiałam go nieraz mitygować w jego zbyt drastycznych wypowiedziach o otaczającym go świecie. Edward Kozikowski w dziele wyżej cytowanym rownież wspomina Tetmajera w podobny sposób: (...) Gdy mu coś nie odpowiadało i nie dogadzało, cofał się jakby w siebie i jak żółw nakrywał sie skorupą milczenia, aby w ten sposób odgrodzić się od złych ludzi, a może od ludzi w ogóle.. Hotel Europejski w Warszawie z lat trzydziestych – ostatnie długoletnie miejsce zamieszkania Kazimierza Tetmajera

15 Jego powroty w ukochane Tatry dawały mu siłę i oczyszczały jego duszę. Były to nieomalże mistyczne spotkania, które wydobywały z jego duszy niewyobrażalne uczucia. Sam Tetmajer opisuje Tatry w szkicu Stara książka pochodzącego ze zbioru Wrażenia, a także w listach – felietonach drukowanych w Kurierze Warszawskim: Oto ogromny konfesjonał skalny, ogromna spowiedź duszy mojej, te Tatry. Kocham je. Patrzą na mnie zawsze jednakowe, zawsze jednako zimne i smutne – i zawsze wierne. Kocham je. Nauczyły mnie myśleć i czuć, słowa w rytmy układać i barwić, i zsyłają mi sny, lekkie palce kładą mi na oczy i przymykają mi powieki, a potem chylą mi głowę w tył, dotykają palcem mych ust i mówią cicho: milcz...Widzę wtenczas życie potęg i żywiołów natury, widzę, jak szmer liści bukowych i smrekowego boru przelata przez światło słoneczne, jak woń kwiatów górskich wnika w skały i wody, słyszę rozmowę chmur z odwiecznym gruzem szarych kotlin zapadłych. Mnie oderwane iglice, które leżą gdzieś w gąszczach i moczarach, skarżą się, że tam był wiatr i słońce, że tam były burze i noce miesięczne, noce o skrzydłach anielskich, tam, wysoko...Mnie się objawia jakiś Bóg tych gór, który wywraca lasy i pajęczyny srebrne rzuca po trawach, Bóg groźny, dumny i cichy jak toń. Ze mnie dusza wyrywa się ku tym potęgom i żywiołom natury, dusza, która poznała tragedię fizycznego istnienia. Kazimierz Tetmajer i Antoni Zachemski w Warszawie ok 1935 r.

16 Zachwyt nad uroczym światem Tatr Tetmajera można dojrzeć również w tym jego wyznaniu: Po halach pachną kwiaty, na niebie zawisają białe, puszyste obłoki, strumienie się srebrzą i krysztalą, wody w jeziorach mają dziwną, lśniącą przezroczość w głąb i tęczę świateł na szklanej powierzchni. W taki dzień na lasy schodzi jakaś szreżoga, jakaś gaza przejrzysta a złotawa, zaś niziny węgierskie wygladają ze szczytów jak sen, jak wizja. Uroku tego opisać niepodobna. W taką chwilę na szczycie zapada się w jakąś zadumę nieokreśloną i bezkresną; wszystko w człowieku milknie: pamięć, wiedza, myśl; piękno natury ogarnia go i topi w sobie, chłonie. Zdaje się, że sie przestaje istnieć, że dusza wymyka się z ciała, i wolna, lotna jak słoneczne światło, rozsnuwa się, rozściela po przestrzeni. Trudno jest podobne wrażenie zamykać w słowa; jest ono za silne, jest to czar, któremu równego nie znam. Nigdy morze, podczas najcudniejszej pogody, przy najwspanialszej grze barw na lazurach, nie upaja tak niezmiernie, nie rozwiewa tak po prostu duszy, jak wysoki szczyt górski w cichy, słoneczny dzień. Wszystko jest tak daleko, tak daleko! Zdaje się, że się weszło w jakiś inny świat, i że ten jest rzeczywistym, a tamten, tam w dole: sen. Wszak dusza jest tak stworzona d o t e g o świata! Jak ona może w innym żyć? Czyż nie jest jej naturą topić się w świetle, w bezkresie, w ciszy i wyżynach? Czyż nie jest jej naturą rozciągać swoje orle skrzydła i w niezmiernym błękicie trwać na nich nieruchomo, milcząco, pod milczącym słońcem? Budzi się cały jakiś nowy świat myśli, nowy świat uczuć, innych, odmiennych jak tam, na dole. Myśli zataczają się na niebo jak tęcze, uczucia lśnią jak obłoki w zorzy słonecznej, cud upaja nas, oszołamia, obezwładnia.

17 W ostatnich latach swego życia Kazimierz Przerwa -Tetmajer był już człowiekiem schorowanym i zniszczonym. We wczesnych latach chorował na syfilis. Potem zapadł na raka mózgu, do końca życia męczyła go również mania prześladowcza, która była niezwykle uciążliwa dla przebywających z nim osób. Antoni Zachemski we Wspomnieniach o Kazimierzu Przerwie – Tetmajerze wyjawia swoje odczucia na widok zauważonego na warszawskiej ulicy starego już wtedy poety: Przedziwne myśli nachodzą mnie zawsze, ile razy widzę w Warszawie Kazimierza Tetmajera. Z daleka można poznać te charakterystyczną postać, snującą się po ulicach wolnym krokiem, z laską, w rękawiczkach, ze schyloną głową, w kapeluszu mocno na czoło nasuniętym. Przystaję nieraz na jego widok i pytam sam siebie: czy to ten sam nieśmiertelny mocarz słowa, tworca tatrzańskiego eposu i bohaterskich rapsodów Janosikowych? Czy to ten Kazimierz Tetmajer, któremu i granitowe turnie, i siwe stawy, i stare, hrube lasy, i kozice, i orły wyśpiewywały tajemnice swoje? Czy to ten, który znał najskrytsze zbójników komory, raubszyców chodniki, który przy Sabałowym graniu zdołał dziesięć razy okrążyć ognisko w przysiadach zbójnickiego? Ten sam to jest Tetmajer, choć jakże inny po latach. W wielkomiejskim rozgwarze prowadzi żywot samotnika, a towarzyszą mu nieustannie tajemnicza zaduma i jakieś skryte cierpienie. Nie wolno mu tej zadumy przerywać, daremnie usiłowałby ktoś to skryte cierpienie koić. Tetmajer ma dziś swoisty świat i nim żyje, nie dzieląc się już prawie z nikim wrażeniami, jakie ten świat daje (...). Kazimierz Tetmajer ok 1925 r.

18 Góry fascynowały poetę do końca, aż do jego śmierci. Nigdy nie mógł pogodzić się z tym, iż musiał przerwać wędrówki po ukochanych turniach ze względów zdrowotnych. Tęsknił za nimi nieustannie, powracając do nich myślami, wspominając ludzi, którzy go tam otaczali. Nie raz przywoływał sobie w myślach postać Sabały, którego granie na skrzypcach ukochał nad życie, i które towarzyszyło taternikom podczas wypraw w góry. Jarosław Miciński w dziele poprzednio cytowanym opisuje ten etap życia samotnego Tetmajera w Warszawie jako okres tetmajerowskiej próżni psychicznej, w której pojawiały się w jego podświadomości zrywy mysli, futurystyczne zygzaki piorunów, które błyskały jedynie na chwilę. Wtedy zdarzyło się coś, co pozwoliło Micińskiemu przypuszczać, iż w Tetmajerze narastała (...) uparta, nieustępliwa chęć ucieczki w bajecznie kolorowy świat tatrzańskich wierchów i turni. Wkrótce mieli sie o tym przekonać przyjaciele Micińskiego – Państwo Rzepeccy, u których poeta wynajmował pokój. Opisywali go oni jako człowieka spokojnego, małomównego, zamkniętego w skorupie własnych spraw, który nie przeszkadzał nikomu. Często odbywał długie, samotne wędrówki. Po powrocie z przechadzki zamykał sie natychmiast w swoim niewielkim pokoju, stając się dla otoczenia przysłowiową czapką niewidką. Miciński tak relacjonuje pewno zdarzenie, którego świadkiem była pani Jadwiga Rzepecka: (...) ogarnięta złym przeczuciem, wbiegła do saloniku, dostrzegając równocześnie, że przez nieszczelne drzwi pokoju sublokatora wydobywa się na zewnątrz czerwony odblask. Szarpnęła drzwi zamknięte na słabo trzymający się haczyk i zobaczyła...rozpalone w pokoju ognisko. W pobliżu tego żarowiska siedział na pieńku służącym do rąbania drzewa, a przyniesionym z kuchni, kontemplacyjnie zamyślony Tetmajer. Wsparty na swej masywnej, dębowej lasce wpatrywał się w strzelające pod sufit płomienie, mimo że tliła się już na nim odzież, że ogarniał go ze wszystkich stron ogień. Nieomylnie w ostatniej chwili udało się zlokalizować szczęśliwie tę koszmarną wizję nowej powieści, którą tworzył zamglony tetmajerowski umysł.

19 Kazimierz Przerwa - Tetmajer ur. 12 lutego 1865 w Ludźmierzu zm. 18 stycznia 1940 w Warszawie Kazimierz Tetmajer w latach I wojny.

20 BIBLIOGRAFIA 1. Miałem kiedyś przyjaciół. Portrety wielokrotne. Wspomnienia o Kazimierzu Tetmajerze, oprac. Krystyna Jabłońska, Wydawnictwo Literackie, Kraków Artur Hutnikiewicz, Młoda Polska, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa Julian Krzyżanowski, Wstęp [w:] Kazimierz Przerwa – Tetmajer, Poezje wybrane, wyd. 2 zmienione, Wrocław 1968.


Pobierz ppt "Materiały pochodzą z Platformy Edukacyjnej Portalu www.szkolnictwo.pl Wszelkie treści i zasoby edukacyjne publikowane na łamach Portalu www.szkolnictwo.pl."

Podobne prezentacje


Reklamy Google