Pobieranie prezentacji. Proszę czekać

Pobieranie prezentacji. Proszę czekać

ŚLADAMI BOHATERÓW „KAMIENI NA SZANIEC ” A. KAMIŃSKIEGO (RODZINA/SZKOŁA)

Podobne prezentacje


Prezentacja na temat: "ŚLADAMI BOHATERÓW „KAMIENI NA SZANIEC ” A. KAMIŃSKIEGO (RODZINA/SZKOŁA)"— Zapis prezentacji:

1 ŚLADAMI BOHATERÓW „KAMIENI NA SZANIEC ” A. KAMIŃSKIEGO (RODZINA/SZKOŁA)

2 „Kamienie na szaniec ” to dzieło, które narodziło się nie tylko z osobistych doświadczeń i obserwacji samego autora, jak również uczestników wydarzeń, i co najciekawsze, z relacji pamiętnikarskiej jednego z bohaterów -Tadeusza Zawadzkiego, a powstałej za namową ojca. Wspomnienia o Alku i Rudym, którzy zginęli tego samego dnia, miały stać się formą „duchowej rehabilitacji” Zośki. Opowieść dokumentalna sięga czasów II wojny światowej. Wielu młodych ludzi, świadomych powinności wobec kraju, odważnie stawiało opór niemieckiemu okupantowi, przyłączając się do zbrojnej walki w obronie ojczyzny. Aleksander Kamiński, współorganizator Szarych Szeregów, wykazujący się aktywnością w gronie młodzieży harcerskiej, podejmującej różne formy działania w czasie II wojny światowej, znał osobiście tych, których losy ukształtował czas historyczny.

3 „ Kamienie na szaniec” to nie tylko książka o „prawdziwej” przyjaźni, której nawet śmierć nie pokona, bohaterstwie w służbie wartościom, ale także dzieło o historii, dojrzałości, prawdzie i sprawiedliwości.

4 „ POSŁUCHAJCIE OPOWIADANIA O ALKU, RUDYM, ZOŚCE(…). KTÓRZY W ŻYCIE WCIELIĆ POTRAFILI DWA WSPANIAŁE IDEAŁY BRATERSTWO I SŁUŻBĘ ”

5

6

7 O rodzicach Alka wiemy najmniej. Oboje pochodzili z kresów, rodziny – szlachta herbowa, zamożna – miały majątki ziemskie, nieopodal Berdyczowa, dziś na Ukrainie. Ojciec kończył studia inżynierskie w Petersburgu, matka – studiowała chemię w Kijowie, jako jedna z nielicznych wielce na owe czasy odważnych panien.... „Alek do matki przywiązany był bardzo silnie i starał się usunąć sprzed jej rąk każdy kłopot” - czytamy w „Kamieniach na szaniec”. Imię drugie – Aleksy – otrzymał po ojcu. Aleksy Dawidowski, inżynier, był dyrektorem Warszawskiej Fabryki Karabinów na Woli. Jak wynika z informacji zamieszczonych w książce „Bohaterowie »Kamieni na szaniec« w świetle dokumentów”, opracowanej przez Tomasza Strzembosza, męża Maryli z Dawidowskich, siostry Alka – ich ojciec był chlebodawcą wzorowym. Stworzył swym pracownikom i ich rodzinom znakomite warunki pracy, rozwoju, wypoczynku.

8 Przy jego fabryce była szkoła zawodowa dla dzieci robotników, a dla ojców – kursy dokształcające, biblioteka, klub sportowy. Organizował kolonie letnie, tuż przed wojną kupił dla nich nad morzem dom wypoczynkowy. Bohatersko odmówiwszy okupantowi współpracy przy produkcji broni, został aresztowany w listopadzie roku 1939 i rozstrzelany, do dziś nie wiadomo gdzie... Matka, Janina z Sagatowskich, aresztowana jesienią 1942 roku pisała z Pawiaka do ukochanych dzieci: „... chcę pożegnać się z Wami i powiedzieć kilka słów o Ojcu. Niech pamięć Jego będzie święta dla Was, a Jego zasady Waszymi. Był wierny ideałom młodości do końca. Nieskazitelnie uczciwy i sprawiedliwy, bronił zawsze krzywdy ludzkiej i poświęcał własne zyski i korzyści interesom swoich podwładnych. Stójcie na straży Jego honoru i dobrego imienia”.

9 Listy i grypsy Matki, zachowane w zbiorach Maryli Dawidowskiej-Strzemboszowej, pisane do córki z Pawiaka i obozów w Majdanku i Ravensbrück (listopad lipiec 1944) są pełne czułości i troski o los dzieci. Z otchłani piekeł ona – krzepi je i pociesza: „Trzeba trwać i doczekać się naszego powrotu – wytrzymamy – wierzę gorąco. Pociesz się, że w walce wyrabiają się najcenniejsze charaktery, bądź zawsze sprawiedliwa i uczciwa, dobieraj odpowiednich przyjaciół, nie zapominaj o kształceniu się”... Zaleca uczenie się języków obcych i dodaje: „za mało na to zwracałam uwagi, wychowując Was”. Przeprasza przejmująco za „gderanie i kary, za przymus w nauce” - te „ciemne plamy na słońcu Twego dzieciństwa”.

10 Życzy, „abyś mogła ułożyć życie swoje według upodobania, łącząc godność osobistą, obowiązek ze szczęściem”... Patrzy na wsie, lasy, pola, widniejące za drutami i marzy: „jak było i jak będzie kiedyś dobrze”... Trapi się, że nie może towarzyszyć dorastaniu swej córki: „Żałuję ogromnie, że nie wiem nic o sprawach Twojego serca, ani Twojej duszy, kochane me Dziecko”. Ale optymistycznie zapewnia: „Nic to, przetrwamy, wrócimy, spotkamy się – wierzę głęboko”.

11 Mówi Basia: -Mama Alka była bardzo powściągliwa, stonowana, wysoka i szczupła – jak syn! Dla mnie bardzo serdeczna, co nieczęsto się zdarza bo matki na ogół nie przepadają za pierwszymi sympatiami ukochanych synów... Pamiętam, jak przyszła do nas na ulicę Grottgera, gdzie Alek, ukrywając się, przemieszkiwał... Zobaczyła jego koszulki poukładane, wyprasowane, co czyniłam zawsze z ogromną radością. Przesunęła po nich dłonią, spojrzała na mnie jasnym, Alkowym spojrzeniem, wiedziałam, że mnie akceptuje. Z Pawiaka przysłała razem z kotkiem dla mnie prześliczny pomarańczowy sweterek, który utkała z szalika Alka, harcerza „Pomarańczarni”...

12 I na tę właśnie drogę przesyłam Ci, moja Basieńko, moje najserdeczniejsze, najgorętsze, prawdziwie matczyne życzenia. Tulę Cię do serca i polecam Opiece Boskiej”. Dzieciom swym pisała: „Życzę Wam, byście mogli wywalczyć wolność Ojczyzny, pozostając samodzielnymi, by dane Wam było wychować nowe pokolenie ludzi silnych, uczciwych, sprawiedliwych...”

13 *** W piśmie drużyny harcerskiej Alka, Rudego i Zośki - „Gniazdo” - odnaleziono inwokację z czasu, gdy w domu każdego z nich trwały jeszcze „słoneczne dni”: „Czy znacie ten kraj” Kraj baśni, dziecinnych snów, czarownych jakby z tęczy... Nie pamiętacie – spytajcie Matki. Ona wam wspomni i mówić będzie z okiem łzą miłości i szczęścia zasnutym …Ona – wasza Matka, najwierniejszy przyjaciel – dobry duch... Gdy przyjdą chmurne chwile, otacza silnym ramieniem, czułą opieką, zagoi rany życia, da nowe siły i poprowadzi w trudu bezkrwawy bój... Szepnijcie cicho z uśmiechem: - Mamusiu, Twój syn Cię kocha! - To jej wystarczy za wszystko”.

14 RUDY „6 maja 1921 roku, w samo południe, kiedy sygnatura kościelna oddzwoniła na Anioł Pański, urodziłam syna w domu moich rodziców, przy ulicy Nowe Miasto nr 10 w Kolbuszowej. Przyszedł na świat cichutki, słabiutki tak, że położna musiała go klapsem do życia pobudzić…” -opisuje Matula narodziny jedynaka. –Przyjechał ojciec z Niekłania. Uroczysty to był dzień, bo syn poszedł jako wspaniały prezent imieninowy. Zastanawiali się :czy ma być Otton, czy Robert. Rozterki uciął ojciec: - Będzie miał imię, które sobie przyniósł dniem narodzin, imię z naszej legionowej piosenki „ Rozkwitały pąki białych róż… ” – Jaś.

15 I tak zawsze mówiła o nim Matula: Jaś, Jasieniek, Janeczek. Dzieciństwo w Niekłaniu. Jaś – chudzina, niejadek, chorowity, wieczna troska rodziców i babci. Jaś ma trzy latka, gdy 5 stycznia 1924 roku rodzi mu się siostrzyczka – Danuta, spieszczona na Dusię. On ma włosy jasne, nieomal białe(nie rude!) i jest żywym sobowtórem matki. Dusia – czarnooka, ciemnowłosa – wdała się w ojca. Nawet ma znamię dokładnie w kształcie blizny ojca. Jest pulchna, zdrowa, rumiana. Wcina wszystko z apetytem, wpędzając w kompleksy braciszka-chuderlaka, który rozpaczał nad łyżką tranu… Oboje kochali bajki, śpiew ojca i odkrywanie świata. Dla Jasia czasem kończyło się to niebezpiecznym upadkiem z rozhuśtanej gałęzi, czy niemiłymi konsekwencjami po przełknięciu chrabąszcza, który miał być słodki…

16 Czytać i liczyć umie już w wieku lat pięciu…Uwielbia też rysować mamę w kapelusiku z piórkiem i tatę z teczką…Pisać nauczył się z tęsknoty, żeby móc sam donieść tatusiowi, jak bardzo go brak, gdy przeżywał rozstanie z nim. Bardzo się cieszył, że pójdzie do szkoły i przeżywał ten dzień. Matka wspomina: „ Wyrównałam mu grzywkę jasnoblond włosów, obcięłam na pazia, włożyłam aksamitne, granatowe ubranko, przypięłam kołnierzyk biały i zawiązałam szkocką kokardę- i tak powędrował po raz pierwszy do szkoły zwanej „kolejową”. Miał 7 lat, okazało się, że umie za wiele i nauczyciele zadecydowali przeniesienie go do klasy drugiej… Tam trafił na pedagoga-krzykacza, wracał do domu roztrzęsiony, byliśmy wzywani i karceni za syna, który wiecznie zadaje jakieś pytania.

17 Szedł za dziećmi, przejmował się ich zainteresowaniami, sprzyjał, wspomagał…..Z synem konstruował latawce, samolociki, córki zwierzeń wysłuchiwał uważnie. W pogodne niedziele wyruszali rowerami na wyprawy, odnajdując uroczyska, podziwiając zabytki, idąc tropami historii i powstań,,,,,Olszynka Grochowska, krzyż Traugutta pod Cytadelą….Ojciec ożywiał w wyobraźni dzieci dni powstania listopadowego, postaci członków Rządu Narodowego z powstania styczniowego, opowiadał o Legionach, w pokoju Jasia wisiał do końca portret Piłsudskiego.

18 śpiewanki ….. Zimą jeździli na nartach w Zakopanem. Rodzeństwo różniło się charakterami, tak jak wyglądem i kolorytem, choć kochali się bardzo. Dusia bałaganiła, Jaś był wzorowym pedantem-szuflada w biurku podzielona była cieniutkimi listewkami na sektory, w których stalówki, gumy, ołówki itp., każde miało stałe swe miejsce. Rower, łyżwy, narty zawsze wyczyszczone i odpowiednio smarem zabezpieczone. Mundurek bez plam, spodenki zaprasowane pod kant, mundur harcerski wzorowo zadbany… Uczył się rewelacyjnie. „Po każdej wywiadówce –rosłam i pękałam z dumy…-wspomina mama.

19 -To był dom w słońcu. Cieple, pogodzie, miłości. Dom otwarty dla nas wszystkich-zawsze. Tworzył go ojciec- wspaniały, energiczny, promieniujący radością życia, mądry. Tworzyła matka-drobna, delikatna, wrażliwa, czuła, tworzył płowowłosy Janek i jego młodsza siostra, czarnowłosa Dusia. Janek był niby żywe srebro. Spontaniczny, pełen werwy i pomysłów, piekielnie dowcipny, z wielką fantazją, a przy tym uparty, dociekliwy, dokładny, pracowity i nieprawdopodobnie zdyscyplinowany, i bardzo, bardzo odpowiedzialny. W 1931 roku Jaś ukończył celująco kl. IV szkoły na Zagórnej. Najlepsi uczniowie mieli szansę ubiegać się o przyjęcie do sławnego już Gimnazjum im. S. Batorego, noszącego słusznie numer 1. Egzamin trwał dni pięć. Jaś zdał olśniewająco. Na ławie szkolnej miał spotkać przyjaciół swego życia, z którym przejdzie do legendy.

20

21

22

23 Z relacji siostry Tadeusza, Anny, wynika, że brat „nigdzie nie czuł się tak dobrze jak w domu, z nikim nie przyjaźnił się tak serdecznie jak z matką”, która zawsze była gotowa wysłuchać wszystkiego, a przy tym niezwykle dyskretna. Ojciec, wobec wagi i wielkości swoich prac naukowych, na co dzień dostępny nie był i nie mógł w tamtych latach stać się w takim stopniu powiernikiem, w jakim była matka. Sam zresztą mówił, że nie ma do tego takich zdolności jak ona. Politechnika Warszawska jest chyba jedyną uczelnią na świecie, gdzie sąsiadują ze sobą tablice poświęcone pamięci i Ojca, i Syna. W hallu przed wejściem do audytorium czytamy wyryte w marmurze: „ Profesor Józef Zawadzki Doktor Honoris Causa Politechniki Warszawskiej-Dr Filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego-Dypl. Inż. chemikPolitetchniki w Karlsruhe

24 - Twórca i kierownik Zakładu Technologii Chemicznej Neorganicznej PW-Rektor Politechniki Warszawskiej Wielokrotny Dziekan Wydziału ChemicznegoPW- Prezes Polskiego Towarzystwa Chemicznego –V Prezes Polskiej Akademii Nauk Technicznych –Wybitny uczony i inżynier pionier naukowego ujęcia technologii chemicznej. Organizator tajnego nauczania w latach Inicjator i kierownik odbudowy Wydz. Chemicznego Politechniki Warszawskiej po drugiej wojnie światowej-Gorący Patriota, Wielki Przyjaciel i Doradca Młodzieży”. A w hallu głównym Politechniki Warszawskiej: „Harcmistrz Tadeusz Zawadzki- „Zośka”- Żołnierz Szarych Szeregów –Podporucznik Armii Krajowej- Student Politechniki Warszawskiej-Poległ pod Sieczychami r. –Pamięci Zośki oraz studentów tej uczelni- Żołnierzy Podziemia w latach PW 1981”.

25 Matka Tadeusza ( Leonia Siemieńska) „Był to kwiat urody w rozkwicie. Idealne rysy, błękitno-zielone oczy, ocienione szlachetnymi łukami brwi, żywa, jasna cera, wysmukła, gibka postać i olbrzymie złociste warkocze”- wspominała jej dawna przyjaciółka 8 lutego 1921 roku przychodzi na świat córeczka Anna, 24 stycznia 1921 roku rodzi się syn, ochrzczony zgodnie z tradycją „kościuszkowskim mianem”-Tadeusz. „Maleńki Dzidzio-po matce odziedziczył niebywałą wprost urodę i wdzięk. Błękitnooki i złotowłosy, przypominał dziewczęcą bohaterkę „Pana Tadeusza”, toteż koledzy z jego pierwszej szkoły im. Ziemi Mazowieckiej przezwali go „Zośka”, co zniósł z heroicznym spokojem.

26 Mówi jego siostra Hania: „ Nasze dzieciństwo mijało w atmosferze spokoju i pogody, którą tworzyła Matka. Spędzaliśmy z rodzicami niezapomniane wakacje nad morzem, jeździliśmy do majątku stryja, Tadeusza Zawadzkiego ( młodszego brata ojca)-Grzybów pod Ciechanowem, gdzie żyło się jak w Soplicowie – biały dwór, szumiący starymi lipami park, owocujący dorodnie sad, kąpiele w krystalicznie czystej rzeczce-Ładyni……. Od 1929 roku zaczęła się w życiu bohatera epoka Zalesia. Ojciec kupił drewniany dom z ogrodem, który pokochał, hodował róże, których bukiety najpiękniejsze stały zawsze w pokoju Matki. W Zalesiu rodzina spędzała wiosnę i całe lato. Rodzeństwo grało z ojcem w tenisa, pływało po rzeczce Jeziorce, taszcząc okropnie ciężki kajak, skonstruowany osobiście przez Tadeusza, a co rano ćwiczyło biegi do kolejki, którą dojeżdżało do szkół w Warszawie.

27 Rodzice w sprawach zasadniczych zawsze się ze sobą zgadzali. Ich stosunek do świata, ludzi był jednakowy. Dawali dzieciom do zrozumienia, że są sprawy i wartości, którym trzeba służyć, o wiele ważniejsze od osobistych wygód i przyjemności i że nigdy nie można dążyć do dobra własnego kosztem dobra cudzego. Zarówno wujostwo, jak rodzice Zośki byli bardzo zaangażowani w tworzenie Stowarzyszenia Uczestników Walki o Szkołę Polską, które gromadziło dokumentację historyczną, ale także działało na rzecz dobra oświaty w kraju i –co było inicjatywą zupełnie nowatorską-edukacji młodzieży polskiej poza granicami ojczyzny. 1. grudnia 1938 r. Tadeusz stracił matkę ( wylew krwi do mózgu)- śmierć nastąpiła dwa lata później.

28 To jedyna nazwa, której Aleksander Kamiński nie zmienił w powojennych wydaniach, kiedy już przywrócił czołowym bohaterom ich prawdziwe imiona: Rudy, Alek i Zośka. „ Rudy miał piegowatą twarz i rudawe włosy. Cała istota Rudego ześrodkowała się w jego oczach i czole, odzwierciedlających wybitną inteligencję (...) Jego istotnym światem był świat uczuć i myśli. Tam szukał swojej przygody.”

29 „Alek był dryblasem. Wysoki, szczupły, o niebieskich oczach i płowej czuprynie, ciągle się uśmiechał, mówił szybko, wymachiwał rękoma i przy byle okazji wpadał w zachwyt. (...) Był w życiu codziennym bezgranicznie dobry, uczynny, delikatnie uprzejmy. O sobie samego nie dbał ze zdumiewającą lekkomyślnością. Nie dbał o swoje jedzenie, nie dbał o swoje ubranie. (...) Zawsze się spieszył. W domu pokpiwano zeń, że potrafi jednym tchem powiedzieć: >> Co u ciebie słychać – przepraszam, już muszę iść<<. Był cały przesiąknięty optymizmem, był chodzącym uśmiechem”. Wszyscy trzej chłopcy byli zewnętrznie ogromnie podobni do matek. Alek także do siostry. Rozmawiając z Marylą, można sobie wyobrazić Alka. Wysokość, smukłość, płowość włosów, szaro- niebieskość oczu. Koledzy brata na jej widok wołali: Popatrz, idzie Alek w spódnicy!

30 We wspomnieniach Maryli Dawidowskiej-Strzemboszowej Alek jawi się skromny, bezpośredni i spontaniczny. - Pasją Alka były góry. Wędrowanie tatrzańskimi szlakami, narty. W juweniliach Baczyńskiego – kolegi Alka, Rudego, Zośki ze szkoły – odnajduję klimat tamtych przedwojennych naszych dni... „Były pachnące niedziele jak kwiaty”, „były drogi szczęśliwe i śnieżne, kiedy płaszczyzna wielka w szybkich spadkach, pozłotą słońca śnieżno gładka – bujała nas na swych ramionach”...

31 „ Zośka. Delikatna cera, regularne rysy, jasnoniebieskie spojrzenie i włosy złociste, uśmiech zupełnie dziewczęcy, ręce o długich, subtelnych palcach, wielka powściągliwość, pewien rodzaj nieśmiałości. (...) Zośka! Cóż za fatalna, zdawałoby się, przeszkoda dla kariery przywódcy! Taki wygląd i takie przezwisko! Tak ich widział druh Aleksander Kamiński i tak ich unieśmiertelnił w najsławniejszej książce czasów okupacji – zatytułowanej frazą z „Testamentu” Słowackiego – „Kamienie na szaniec”.

32 Wszyscy trzej znaleźli się w szkole Batorego 1 września 1931 roku. Tak opisuje tę chwilę ich kolega, Henryk Wiktor Rostkowski: „Wraz ze mną do klasy wpakowało się nas 25. jak obszył. Przyglądaliśmy się sobie bacznie i początkowo nieco nieufnie. Przecież czekają nas całe lata wspólnej nauki. Jacy są moi przyszli koledzy? Szczególną uwagę zwracał średniego wzrostu chłopiec o miłej buzi i rozsądnych oczach, lecz uczesany „na lalę”, z grzywką i tak jakoś „cherubiańsko”. - >>Ale Zośka!<< - wyrwał się któryś. I tak już zostało do samej matury, a nawet i później. Syn rektora Politechniki Warszawskiej, Tadek Zawadzki, musiał się pogodzić z mianem „Zośki”, które przylgnęło do niego tak trwale, że nawet gdy już czesał się na bok i utracił wygląd „cherubiański” - pozostał nadal „Zośką”.Nie przypuszczał nikt z nas, że „Zośka” to przyszły pseudonim Tadeusza i że tym właśnie nim nazwany pozostanie kiedyś jeden z najdzielniejszych batalionów Armii Krajowej.

33 Byli i inni. Jan Bytnar, szczupły, żywy jak iskra, niewielki, wysoki, jak tyka Alek Dawidowski, porywczy w sądach i nieco narysowany Jacek Tabęcki lub nierzucający się w oczy skromny chłopczyna Krzysiek Kamil Baczyński”... A Leszek Grzywaczewski tak opisał mi swych kolegów: - Rekord przezwisk pobił Rudy! Przezywaliśmy go „Pawian”, bo był nieprawdopodobnie zręczny, „Papus”, bo nosił bujne, jasne włosy, „Rudy” albo „Ruda piegża”, bo był piegowaty. Dawidowski miał przezwisko „Glizda”, bo był bardzo wysoki i szczupły (najwyższy w klasie). Zawadzkiego nazywaliśmy „Zośką”, bo był taki śliczny i dziewczęcy... Jurek Rakowiecki (po wojnie znany reżyser teatralny) nosił też babskie przezwisko – Anusia. Jasia Wuttke przezywaliśmy Czarny, bo rzeczywiście miał miał krucze włosy i bardzo ciemne oczy, powiększone przez silne okulary... Krzyś Baczyński nie miał chyba żadnego przezwiska – w każdym razie ja nie pamiętam... Andrzej Zawadowski – masywny jak niedźwiedź – zwany był Grizzli, Jacek Tabęcki, któremu zawsze sterczał niesforny kosmyk – Czubek, Jurek Masiukiewicz (wysoki!) – Mały, ja byłem – od nazwiska – Grzywacz...

34 Dzisiaj patrzymy już na tych wszystkich chłopców przez pryzmat ich bohaterstwa, śmierci, kart „Kamieni na szaniec”... Ale ja ich jeszcze widzę bez znamion nadzwyczajności, które im nadała historia... Pamiętam ich twarze i głosy, dlatego film „Akcja pod Arsenałem”, obejrzałem po prostu ze złością! Czy naprawdę nie można było zadbać – i to Jan Łomnicki – taki dokumentalista! – żeby ci chłopcy byli podobni do swych pierwowzorów? Rudy jako ciemny szatyn, Alek – jakiś rozlazły i bez ikry, może jeden Zośka naprawdę trochę przypominał Tadka – wdziękiem i tą siłą osobowości, która przyciągała wszystkich... Jeżeli chodzi o klasę maturalną liceum matematyczno-fizycznego, to mam pełny spis nazwisk i nawet plan kasy, tj. gdzie, kto i z kim siedział. Załączam to jako ciekawostkę, która pomoże bliżej poznać nas jako tło dla trzech wybranych bohaterów.

35 Zośka siedział z Andrzejem Zawadowskim – czyli Grubym Grizzli, Czubek – Tabęcki z Masiukiewiczem-Małym, Janek Bytnar z Alkiem... Istotna może być informacja o pochodzeniu kolegów z klasy. Większość stanowili synowie urzędników państwowych różnych szczebli – od dyrektora banku do syna woźnego. Wśród rodziców byli przemysłowcy, lekarze, handlowcy, inżynierowie, nauczyciele, profesorowie, oficerowie WP i marynarki Wojennej. W innych klasach byli potomkowie słynnych rodzin arystokratycznych (Lubomirski!), bankierów, bogatych kupców, był bratanek prezydenta miasta – Leszek Starzyński, z którym się przyjaźniłem, byli synowie kolejarzy, np. Krupowski – najzdolniejszy z naszej klasy B z gimnazjum – został potem znanym lekarzem. Tak więc, mimo opinii o elitarnym charakterze szkoły, przekrój społeczny był bardzo urozmaicone i w pełni demokratyczny!

36 Wszyscy uczyli się dobrze (z wyjątkiem Baczyńskiego, który miał chyba najwięcej dostatecznych), Rudego nawet Czyżyk uważał za geniusza matematycznego, ja go pamiętam na pauzach – zawsze z nosem w książce, Alek był mistrzem w sportach – rewelacyjnie skakał (zachowało się takie zdjęcie – Alek skacze, Rudy sędziuje, słowo daję, że Rudy jest tu wielkości nogi Alka!), jako narciarz nie miał równych... Był nieprawdopodobnie odważny i lepiej go było nie zaczepiać... Nie dyskutował, tylko dobrze umiał przyłożyć... Dopiero podczas wojny – niespodziewanie wykaże ogromny talent analizy psychologicznej! Wspaniale tańczył, widzę go, jak wywija polkę, a Rudy popatruje trochę zawistnie – i po paru miesiącach treningu (z ojcem – bardzo muzykalnym) – już tańczy nie gorzej... Nie wyobrażam sobie Zośki w jakiejś bójce! To było nie do pomyślenia. Chyba najbardziej przyjaźnił się z Czarnym Jasiem Wuttke – zbliżała ich głębokość myśli, pewna nietypowa dla lat młodzieńczych powaga...

37

38 Ja byłem najbliżej z Rudym, bardzo lubiłem jego dom i rodziców, podziwiałem bibliotekę, zbiory atlasów, fenomenalną żyłkę majsterkowicza-konstruktora... Razem pasjonowaliśmy się zadaniami z geometrii wykreślonej. Ale już nie towarzyszyłem mu, gdy się zagłębiał w dzieła historyczne, czy ekonomiczne... Mnie pochłonęły całkowicie działania w Lidze Morskiej, Janka – harcerstwo. – Grzywaczu – mawiał – pamiętaj, że jesteśmy jednak razem! Jego zastęp nazywał się – „Wilki Morskie”. W kwietniu 1934 roku Janek Bytnar-Rudy składa przyrzeczenie: „Mam szczerą wolę całym życiem pełnić służbę Bogu Polsce, nieść chętną pomoc bliźnim, być posłusznym prawu harcerskiemu”. KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ


Pobierz ppt "ŚLADAMI BOHATERÓW „KAMIENI NA SZANIEC ” A. KAMIŃSKIEGO (RODZINA/SZKOŁA)"

Podobne prezentacje


Reklamy Google