Pobieranie prezentacji. Proszę czekać

Pobieranie prezentacji. Proszę czekać

Wielka nauczycielka III Liceum w Białymstoku. Jestem absolwentką III LO w Białymstoku. Miałam to szczęście, że uczyli mnie i wychowywali niezwykli nauczyciele,

Podobne prezentacje


Prezentacja na temat: "Wielka nauczycielka III Liceum w Białymstoku. Jestem absolwentką III LO w Białymstoku. Miałam to szczęście, że uczyli mnie i wychowywali niezwykli nauczyciele,"— Zapis prezentacji:

1 Wielka nauczycielka III Liceum w Białymstoku

2 Jestem absolwentką III LO w Białymstoku. Miałam to szczęście, że uczyli mnie i wychowywali niezwykli nauczyciele, których wspominam z wielką sympatią. Pani Halina Zaniewska była moją nauczycielką języka angielskiego. Tu rozpoczęła się moja znajomość z tą Wielką Osobą. Zwracała uwagę swoją skromnością, pokorą, życzliwością i ogólnie miłością do drugiego człowieka. Ale było jeszcze coś, czego nie umiałam nazwać, co ciągnęło mnie do Niej. Przez 4 lata mojej nauki w szkole stosunki między nami były „nauczyciel – uczeń”, dopiero po maturze Pani Zaniewska zaprosiła mnie do siebie i tak zaczęłam bywać u Niej, potem Ona – u mnie. Stopniowo nasze relacje stawały się coraz bliższe i szybko przekształciły się w rodzinne. Zapraszałam moją Nauczycielkę na ważne uroczystości w moim życiu: ślub, urodziny dzieci, imieniny, a Pani Zaniewska zapraszała mnie – do siebie. Z czasem coraz częściej spotykałyśmy się „bez okazji”, z potrzeby serca. Rozmawiałyśmy o wszystkim, ale szczególnie o sprawach ważnych i trudnych. Pani Zaniewska, ze swą mądrością, dobrocią i życzliwością była mi niejednokrotnie wsparciem w moich problemach, dodawała otuchy, udzielała dobrych rad. Z biegiem lat, gdy wiek dawał o sobie znać, raczej ja skaładałam wizyty Pani Halince, a Ona dzwoniła do mnie, nigdy nie zapominała o moich imieninach, chociaż są nieopopularne. Byłam przy Niej w okresie Jej cierpienia, chorób, hospitalizacji, po operacji...

3

4 Zwykle w życiorysach przedstawiane są daty, fakty, osoby – o tym napiszę dalej. O wielkości pani Haliny Zaniewskiej decydują cechy Jej charakteru. W dzieciństwie była świadkiem działalności charytatywnej matki, nikt nie odszedł z Jej domu nie uzyskawszy pomocy i o tym Pani Halinka zawsze pamiętała. Będąc w łagrze – obozie przymusowej pracy w Rosji Sowieckiej, sama wycieńczona, wygłodzona, będąc w nieludzkich warunkach, mając opuszki palców pokaleczone do kości, nie gojące się rany (wiązała sieci rybackie z żyłki) – pomagała współwięźniarce wiązać dodatkowe sieci, aby ta wyrobiła normę ponad siły i otrzymała porcję chleba. Nawet w takich warunkach, na nieludzkiej ziemi, gdzie łatwo zatracić cechy człowieczeństwa, czyniła miłość ofiarną dla bliźniego. Powiedziałam „miłość do bliźniego”, bo to było hasło przyświęcające życiu Pani Zaniewskiej.

5 W szpitalu wojskowym w Armii Andersa pracowała w składzie aptecznym, a po zdaniu egzaminów – już jako pielęgniarka służyła innym. Po powrocie do Polski, pracowała w III LO w Białymstoku była tu opiekunką Szkolnego Koła PCK. Zajmowała się też swoją mamą, ciocią i siostrą w okresie choroby, starości i niedołęstwa, osobiście czuwała przy ich łóżkach, aż do ich śmierci. Opowiadała mi kiedyś „jestem taka zmęczona, gdyż chodziłam zapłacić czynsz i zrobić zakupy sąsiadce z góry, bo ona jest o 2 lata starsza ode mnie”, sama miała wtedy już 90 lat. I takich przykładów bezinteresownej pomocy innym ludziom mogę podać bardzo wiele. Pani Zaniewska była przy tym skromna, pokorna, uważała siebie za osobę mało znaczącą. Prosiła, aby nie zwracać się do Niej „pani profesor” – bo „ja nie jestem profesorem, to tytuł dla wielkich ludzi.”

6 Pani Zaniewska jako pielęgniarka w Szpitalu Wojskowym nr 2 w Khanaquinie w Iraku.

7 Wychowana w domu pełnym miłości małżeńskiej (często wspominała, że ojciec zwracał się do żony zawsze mówiąc „Stasieńko”), w rodzinie wielkiego szacunku do służby, do guwernantek..., uczona przyzwoitości i zaradności(„wszystko trzeba umieć zrobić” – tak mawiał ojciec P. Halinki, dzięki temu umiała przetrwać Syberię), patriotyzmu (w domu wisiały obrazy przedstawiające wielkie zwycięstwa Polaków i portrety wybitnych Polaków). „Bóg, Honor, Ojczyzna” – to nie były tylko czcze słowa. Brat chirurg został rozstrzelany wraz z żoną w 1943 roku przez Niemców za pomoc lekarską udzielaną partyzantom. Pani Zaniewska pamiętała o tym walcząć w wojsku, ale także mieszkając przez kilkanaście lat na obczyźnie i wychowując swoje dzieci na Polaków znających ojczysty język, literaturę, historię Polski. Wspominała, np. że dzieci, mieszkając w Argentynie, musiały czytać w języku polskim „W pustyni i w puszczy”, „Trylogię” itd., a potem po polsku streścić. Marzyła o tym „aby wrócić na Ojczyzny łono...” I ta tęsknota za krajem w końcu zwyciężyła, a państwo Zaniewscy po 1956, dokładnie 1 XI 1959 roku wrócili do Polski.

8 Pracując w liceum uczyła języka angielskiego, ale lekcje z tą nauczycielką to nie tylko słówka, konwersacje, gramatyka, których starała się nauczyć nas jak najlepiej, ale też lekcje wychowawcze. Pani Zaniewska wychowywała młode pokolenie, nas, swoich uczniów. Ukazywała jak być dobrym człowiekiem, Polakiem w każdej sytuacji, w każdych warunkach (oczywiście, nie mówiła o swoich przeżyciach w łagrach Związku Radzieckiego, a potem w Armii Andersa.) Bardzo przeżywała, gdy któraś z naszej żeńskiej klasy nie umiała czegoś, nie przykładała się do nauki, starała się na różne sposoby dotrzeć do takiej uczennicy. Pani Zaniewska była cenionym pedagogiem, bardzo lubianym przez uczniów, sama również bardzo lubiła młodzież, starała się ją zrozumieć. Pamiętam wielu uczniów pani Zaniewskiej odwiedzających Ją w Dniu Imienin, w Dniu Nauczyciela.

9 Otrzymała solidne wychowanie religijne w wierze katolickiej w domu rodzinnym i była tolerancyjna. Często powtarzała, że nie wyznanie czy narodowość świadczą o wartości człowieka, ale jego postawa, czyny. Pani Halina uczęszczała do renomowanej szkoły – 8 letniego Żeńskiego Gimnazjum im. Anny z Sapiechów Jabłonowskiej mieszczącego się przy ul. Mickiewicza w Białymstoku (zakończonego uzyskaniem matury.) Wspominała, że lekcji religii uczył w tej szkole ksiądz katolicki, prawosławny pop, protestancki pastor i rabin, a więc kilka wyznań i narodowości, a między dziewczynkami nie było na tym tle konfliktów w szkole. Mówiła, że przez wiele lat tułaczki i przebywania na obczyźnie doświadczyła wiele dobrego od ludzi niezależnie od ich narodowści; że ludzie nie powinni zapominać o tym, aby innym świadczyć dobro i miłosierdzie. Myślę, że na taką postawę miało wpływ nie tylko wychowanie w domu rodzinnym, ale także w szkole. W gimnazjum bardzo prężnie działała Sodelicja Mariańska rozwijająca w uczennicach świadmość powinności wobec drugiego człowieka, wobec Boga i Ojczyzny oraz poczucie obowiązku dawania otoczeniu dobrego świadectwa wyznawanej wiary i patriotycznej postawy.

10 Pani Zaniewska dożyła pięknego wieku 95 lat, chociaż ostatnie kilka lat były naznaczone cierpieniem i bólem, który znosiła mężnie, z cierpliwością, bez narzekania. Bardzo starała się radzić sobie, aby nie być ciężarem dla innych, nie absorbować swoją osobą, a raczej ugościć, dogodzić innym. Wspominała, że dzieci odwiedzają Ją często, przebywają w Białymstoku, zajmując się Nią, pielęgnują a „przecież powinny być przy swoich rodzinach – córka w Mediolanie, a syn w Warszawie”.

11 Gościnność i serdeczność nie opuszczały Pani Halinki. Niejednokrotnie bywając w Jej domu, byłam zażenowana, kiedy traktowała mnie jak gościa. Zawsze stół był nakryty białym, nakrochmalonym obrusem, piękna zastawa i poczęstunek i pytanie czy chociaż nie jestem głodna. Dopiero w ostatnich latach pozwoliła odwrócić rolę, to ja Jej usługiwałam. Ale do dopiero ostatnio. Bardzo często mówiła mi „a może coś zjesz, czy nie jesteś głodna?” – myślę, że ciągle pamiętała co to głód z okresu pobytu w łagrze, w Poćmie na Syberii, i powtarzała jaka teraz jest szczęśliwa – „mam co jeść, mam dach nad głową i nie lecą kule. Tyle szczęścia dał mi Pan Bóg po latach poniewierki! Dzięki Ci Panie Boże!”. A tak naprawdę ta sytuacja finansowa polepszyła się, kiedy Pani Zaniewska była już na emeryturze i otrzymała rentę sybiracką jako wywieziona do łagrów na Sybir i jako żołnierz wojska polskiego. Przedtem borykała się z bardzo dużymi trudnościami finansowymi, aby utrzymać dwoje uczących się dzieci (mąż zmarł kilka lat po powrocie do Polski), pomóc matce i siotrze, które też były wywiezione na Sybir, a po powrocie okazało się, że wszystkie z ich dobra materialne zostały zniszczone i rozgrabione przez okupantów. Pani Halinka podejmowała dodatkową pracę ucząc języka angielskiego w szkołach podstawowych. Lecz dziękowała Panu Bogu, że ma chleb!

12 A teraz kilka dat i wydarzeń z życiorysu pani Haliny Zaniewskiej z domu Sulikowskiej.  Urodziła się 18 IV 1915 r. w Białymstoku, w zamożnej inteligenckiej rodzinie. Ojciec Stefan studiował farmację w Dorpacie w Estonii, był właścicielem składu aptecznego i drogerii, prezesem Banku Właścicieli Nieruchomości, bardzo intensywnie wspierał budowę kościoła św. Rocha w Białymstoku – finansowo i organizacyjnie.  Matka Stanisława pochodziła z bardzo bogatego domu – majątek Dziergiele liczył ponad hektarów, była panią domu, wychowywała czwórkę dzieci (syna i trzy córki), prowadziła bardzo szeroką działalność charytatywną.  W rodzinie pięlęgnowano tradycje patriotyczne, religijne, uczciwość, prawość, pracowitość, szacunek do każdego człowieka. Pani Halinka czyli Hala, bo tak nazywano ją w domu, wspominała o konieczności szacunku do służby domowej, guwernantek, pracowników najemnych w składzie aptecznym i drogerii – na co rodzice Hali zwracali baczną uwagę).

13  Szkołę podstawową ukończyła w domu pod okiem mamy i guwernantek, potem zdała maturę w Żeńskim Gimnazjum im. Anny z Sapiehów Jabłonowskiej w Białymstoku. Bardzo dobrze władała językiem francuskim (będąc w Bejrucie w okresie wojny udzielała lekcji języka francuskiego), dobrze znała łacinę. Studiowała w Wyższej Szkole Handlowej w Warszawie, ale ze względów zdrowotnych wzięła urlop dziekański i wróciła do Białegostoku. Będąc w domu praktykowała w składzie aptecznym.  8 września 1939 r. miał odbyć się ślub z Władysławem Zaniewskim, porucznikiem podchorążym, absolwentem Wyższej Szkoły Handlowej – Wydział Handlu Zagranicznego we Lwowie. Wybuchła wojna i zmieniła wszystkie plany, nadzieje, marzenia i codzienność.  W 1940 r. Sowieci wywieźli rodziców Hali na Sybir (dzieci nie było wówczas w domu). W styczniu 1940 r. zostały aresztowane przez Sowietów (Halina i Wanda) i wysłane do łagru (obóz przymusowej pracy) do Poćmy – Mordwińskaja Obłaść – za Uralem.

14  Oczywiście nie było wesela we wrześniu 1939 roku, ojciec Pani Halinki nie pozwolił na ślub w tak tragicznych okolicznościach „Jeśli jesteście dla siebie przeznaczeni to odnajdziecie się i w lepszych czasach, pobierzecie się.” – Były to słowa prorocze. Pan Władysław jako oficer wojska polskiego i prawy obywatel ruszył z wojskiem do obrony Ojczyzny i słuch po nim zaginął.  A Pani Halinka jest w Poćmie, wiąże sieci rybackie, a krew z palców kapie na ziemię, a Ona wiąże i wiąże, aby otrzymać głodową rację chleba. Wielką plagą w tym łagrze były komary unoszące się nad bagnami; chodziło się tam na deskach przywiązanych do stóp, aby nie zapaśc się w tak bagnistym terenie. Głód + katorżnicza praca + komary = malaria. I ta choroba omal nie wykończyła Pani Haliny.

15  Lipiec 1942 r. – układ Sikorski – Majski -> tworzenie Wojska Polskiego ZSRR i amnestia dla łagierników. Władze obozów pracy nie ułatwiały Polakom – łagiernikom wstępowania do wojska polskiego. Pani Zaniewska i dwie koleżanki napisały na kawałku papieru pakowego list do Wojska Polskiego (tak zaadresowały), że chcą wstąpić do wojska. I stał się cud! Nie wierzyły własnym oczom, otrzymały przydział. Teraz władze obozu wypuściły je, tzn. pozwoliły iść poza ogrodzenie obozu – bez żywności, bez biletu, bez pieniędzy „Idźcie do wojska!”. I potem jechały koleją. Wtedy właśnie Pani Halinka zachorowała na czerwonkę. Intensywna biegunka, gorączka, brak wody do picia i lekarstw to zbliżająca się śmierć, pani Halinka prosiła koleżanki, aby wyniosły ją z pociągu i zostawiły na jakimś dworcu kolejowym, aby tam zmarła, ale opatrzność czuwała! Jakiś nieznajomy żołnierz polski zaniósł konającą dziewczynę do lekarza wojskowego. I stał się cud! Zdołano przywrócić ją życiu. I drugi cud, że dotarła żywa do wojska we wrześniu W Uzbekistanie, w Dżałał – Abadzie, pracowała jako pomocnik aptekarski i zdobywała umiejętności pielęgniarskie. Po egzaminie weryfikacyjnym została Siostrą Pogotowia Sanitarnego. 25 maja 1942 roku wstąpiła do Pomocniczej Służby Kobiet w Wojsku Polskim (jako tzw. Pestka).

16 Szpital Wojskowy nr 2 w Khanaquinie w Iraku w 1942 roku. Pani Sulikowska pierwsza z prawej strony.

17 W tym czasie wojsko ewakuowało się z ZSRR do Iraku a z nim wiele tysięcy osób cywilnych: kobiet, dzieci, starszych, które były przygarnięte przez wojsko, Stalin przeznaczył kartki żywnościowe tylko dla żołnierzy Wojska Polskiego, a dla tysięcy cywilów zwolnionych z łagrów, kartek nie było, a bez kartek nawet kruszynki chleba nie można było otrzymać, cywilom groziła śmierć głodowa. Pani Halina Sulikowska (jeszcze nie Zaniewska) rozpoczęła pracę pielęgniarską w II Szpitalu Wojskowym w Khanakinie w Iraku, gdzie pracowała do 4 VIII 1943 r. I zdarzył się kolejny cud: w wojsku Pani Hala spotkała swojego narzeczonego Władysława, który jako oficer polski trafił do Kozielska, do Katynia, i jako jeden z trzystu jeńców nie został rozstrzelany w Katyniu, ale przeszedł łagry sowieckie, a po amnestii wstąpił do Wojska Polskiego. 21 lutego 1943 roku w Iraku narzeczeni wzięli ślub, polowy ołtarz, krzyż chyba z brzózek, kapelan wojskowy, państwo młodzi w wojskowych mundurach. Do ołtarza zamiast ojca prowadził panią Halinę – generał Nikodem Sulik krewny pani Zaniewskiej. Na ślubie obecny był też generał Władysław Anders.

18

19 Dalej Wojsko Polskie, a z nim młode małżeństwo, przeszło do Palestyny. Kolejne ważne wydarzenie miało miejsce 2 XII 1943 roku - w miejscowości Jaffa, przyszła na świat córka państwa Zaniewskich – Ewa a jej matka została zwolniona z wojska. Matka z dzieckiem na ponad rok przeniosły się do Jerozolimy, a ojciec walczył w armii generała Andersa i zmierzał do Włoch. Brał udział w bitwie o Monte Cassino 18 IV 1944 r. Matka Pani Zaniewskiej, Stanisława Sulikowska i siostra Wanda po opuszczeniu łagrów sowieckich, jako ludność cywilna, zostały przewiezione do Libanu. Do nich dojechała pani Zaniewska z Ewą i mieszkała tam do początku 1945 r.

20 Po zakończeniu wojny pan Zaniewski z Wojskiem Polskim przybył do Anglii, dojechała tam jego żona z córką. Nareszcie rodzina razem – Chwała Panu! Żeby tak w wolnej Polsce! Mając informacje z Ojczyzny nie odważyli się jednak wrócić do Niej. Mogli zostać w Wielkiej Brytanii, ale pan Władysław nie chciał. Teraz Polacy nie byli już potrzebni Anglikom. W 1947 r. wyjechali do Argentyny, gdzie brat pana Zaniewskiego był atache wojskowym w Buenos Aires. Zamieszkali właśnie w stolicy Argentyny. Tu wiodło się raz bardzo dobrze raz gorzej. Ewa ukończyła dobrą szkołę podstawową prowadzoną przez zakonnice, w styczniu 1949 r. urodziło się drugie dziecko – Andrzej. Pani Halinka nauczyła się kolejnego języka – hiszpańskiego. Dzieci mówiły po hiszpańsku, ale w domu – tylko po polsku. Uczyły się bardzo dobrze. Andrzej był w poczcie sztandarowym, jako wzorowy uczeń. Pani Halinka z żalem myślała „dlaczego mój syn stoi pod argentyńską flagą, a nie polską, dlaczego tak ułożyło się?” tęsknota do Polski robiła swoje. Dojrzewała jakaś decyzja! Dzieci bardzo dobrze czuły się w Buenos Aires i nie chciały wracać do Ojczyzny, której nigdy nie widziały, a znały tylko z tęsknych opowiadań rodziców i literatury. Rodzice podjęli decyzję: wracają!

21 Polskim statkiem szczęśliwie dopłynęli do Gdyni 1 XI 1959 r. Przez dwa miesiące władze polskie nie pozwoliły opuścić Gdyni, mieszkali w hotelu, wpłacili gotówkę na 2 pokojowe mieszkanie. Zbliżało się Boże Narodzenie – pozwolono odwiedzić bliskich, pojechali do swoich matek. Pan Zaniewski wrócił do Gdyni i dowiedział się, że przydział na mieszkanie otrzymują w miejscu zamieszkania rodziny czyli Białymstoku. Czekali cały rok na mieszkanie przy ulicy ul. Grottgera. Ale trzeba było gdzieś mieszkać, pan Zaniewski nie mógł otrzymać jakiejkolwiek pracy, nie mówiąc o zgodnej z wykształceniem. Wprowadzili się do mamy pani Zaniewskiej, do dwupokojowego mieszkania w starym budownictwie na Bojarach, w którym mieszkała razem z córką Wandą. I tak w dwóch maleńkich pokojach przez prawie rok. Najgorsze były noce, bo każdy chciał spać na leżąco a nie siedząc! W końcu otrzymali własne mieszkanie! Lecz trudności finansowe szybko narastały. „Nie poddam się, muszę sobie poradzić! Tyle cierpień i poniewierki na obczyźnie, to w Polsce musi być w końcu lepiej! Pan Bóg nigdy mnie nie opuścił, więc i teraz pomoże”. Rzeczywiście pomagał przez dobrych ludzi, których stawiał na drodze pani Halinki. Pani Zaniewska z wielką serdecznością, wdzięcznością, wspominała pracę w III Liceum w Białymstoku, dyrekcję, nauczycieli, którzy dużo pomagali, m.in. przy pogrzebie męża.

22 Pokonała wiele trudności, przeszkód „kłód rzuconych pod nogi”, a jednak zawsze starała się pomagać innym potrzebującym. Życzliwość i sympatia wielu ludzi przetrwała, powiedziałabym, do końca. Pani Halinka nie czuła się samotna, nawet w ostatnich latach swego długiego i szlachetnego życia. Zmarła po strasznych cierpieniach, bólu i głodzie (choroba i operacja przewodu pokarmowego). Zaopatrzona Sakramentem Świętym odeszła do Pana w dzień Bożego Narodzenia 25 XII 2009 r. Cieszyli się mieszkańcy nieba, że Święta dołączyła do nich! Pochowana na cmentarzu Farnym w Białymstoku, obok swego męża, bezpośrednio przed kaplicą, po prawej stronie pod lipą. Długie moje wspomnienia, bo długie, barwne, tragiczne i szlachetne było życie Pani Haliny Zaniewskiej. Dziękuję Panu Bogu, że byłam jej uczennicą, że Pani Halinka była dla mnie autorytetem moralnym i bliską sercu Osobą. Panią Halinę Zaniewską wspominała jej uczennica- Zenobia Borowska – Węsław

23 Motto życiowe Pani Haliny Zaniewskiej: „O, nie upadaj, gdy Cie praca trudzi, O, nie narzekaj, gdy przyjdą cierpienia, Cierp dla Chrystusa, a pracuj dla ludzi, A dojdziesz celu swego przeznaczenia.” „Bądź jasnym słońcem promieniem Dla tych co światła nie mają. Więcej żyj czynem niżli marzeniem Niechaj Cię serce bliźnich kochają.”


Pobierz ppt "Wielka nauczycielka III Liceum w Białymstoku. Jestem absolwentką III LO w Białymstoku. Miałam to szczęście, że uczyli mnie i wychowywali niezwykli nauczyciele,"

Podobne prezentacje


Reklamy Google