Pobieranie prezentacji. Proszę czekać

Pobieranie prezentacji. Proszę czekać

START Propozycje dla organizatorów spotkań POCZĄTEK.

Podobne prezentacje


Prezentacja na temat: "START Propozycje dla organizatorów spotkań POCZĄTEK."— Zapis prezentacji:

1

2 START

3 Propozycje dla organizatorów spotkań

4 POCZĄTEK

5 Julian Tuwim KOTEK Miauczy kotek: miau! -Coś ty, kotku, miał? -Miałem ja miseczkę mleczka, Teraz pusta jest miseczka, A jeszcze bym chciał. Wzdycha kotek: o! -Co ci, kotku, co? -Śniła mi się wielka rzeka, Wielka rzeka pełna mleka Aż po samo dno. Pisnął kotek: piii... -Pij, koteczku, pij!... Skulił ogon, zmrużył ślipie, Śpi – i we śnie mleczko chlipie, Bo znów mu się śni.

6 Julian Tuwim Bambo Murzynek Bambo w Afryce mieszka, Czarną ma skórę ten nasz koleżka. Uczy się pilnie przez całe ranki Ze swej murzyńskiej pierwszej czytanki. A gdy do domu ze szkoły wraca, Psoci, figluje – to jego praca. Aż mama krzyczy: Bambo, łobuzie! A Bambo czarną nadyma buzię. Mama powiada: Napij się mleka, A on na drzewo mamie ucieka. Mama powiada: Chodź do kąpieli, A on się boi, że się wybieli. Lecz mama kocha swojego synka, Bo dobry chłopak z tego Murzynka. Szkoda, że Bambo czarny, wesoły, Nie chodzi razem z nami do szkoły.

7 Jan Brzechwa Żaba Pewna żaba Była słaba Więc przychodzi do doktora I powiada, że jest chora. Doktor włożył okulary, Bo już był cokolwiek stary, Potem ją dokładnie zbadał, No, i wreszcie tak powiada: Pani zanadto się poci, Niech pani unika wilgoci, Niech pani się czasem nie kąpie, Niech pani nie siada przy pompie, Niech pani deszczu unika, Niech pani nie pływa w strumykach, Niech pani wody nie pija, Niech pani kałuże omija, Niech pani nie myje się z rana, Niech pani, pani kochana, Na siebie chucha i dmucha, Bo pani musi być sucha! Wraca żaba od doktora, Myśli sobie: Jestem chora, A doktora chora słucha, Mam być sucha - będę sucha! Leczyła się żaba, leczyła, Suszyła się długo, suszyła, Aż wyschła tak, że po troszku Została z niej garstka proszku. A doktor drapie się w ucho: Nie uszło jej to na sucho!

8 Była raz wiewiórka mała, Co skakała i biegała, Ale zwykły marsz ją nużył, Unikała więc podróży. "Droga przecież bywa długa I wiatr bywa, i szaruga, Zmarznąć mogę, zmoknąć mogę, Gdybym miała hulajnogę, Odbywałabym podróże Nawet bardzo, bardzo duże, Lecz niestety, hulajnoga Jest podobno dosyć droga. Pójść do bobra nie zawadzi, Może on mi coś poradzi." Bóbr powiedział tak: "Do mieszka Kładź orzeszek do orzeszka, Potem z mieszkiem idź do Warki, Gdzie co tydzień są jarmarki. Tam za twoje oszczędności Każdy da z pewnością coś ci I za miesiąc już bez mała Hulajnogę będziesz miała." Tak rzekł mądry bóbr. Wiewiórka W gąszcze leśne dała nurka. Nikt z was chyba dobrze nie wie, Co się dzieje w dziupli w drzewie. Tam wiewiórka właśnie mieszka, Tam orzeszek do orzeszka Składa pilnie i w cichości Liczy swoje oszczędności. Gdy już miała trzy torebki, Pewien zając, dosyć krzepki, Porzuciwszy swoje harce Pomógł jej. Wiewiórka w Warce Wszystkie swoje sprawy w sklepie Załatwiła jak najlepiej. Teraz jedzie, jedzie drogą, Jedzie własną hulajnogą Aż za Kraków, aż za Miechów, Gdzie jest w lasach moc orzechów. Jan Brzechwa Wiewiórka i bóbr

9 Kaczuszka i gąska W poniedziałek kaczka z gąską szły, plotkując, ścieżką wąską: Będzie dzisiaj pyszny dzień, słodki nas ogarnie leń. A we wtorek i we środę jadły smaczne ciastka z miodem na przyjęciu u źrebaka, co pod lasem zwykł był brykać. Cały czwartek gęś z kaczuszką poświęciły pogaduszkom. Od samego rana w piątek opalały się na łące. Do niedzieli figlowały za stodołą z psiakiem małym. Kto wie, czyją było winą, że tak szybko tydzień minął?

10 Jan Brzechwa Entliczek-pentliczek Entliczek-pentliczek, czerwony stoliczek, A na tym stoliczku pleciony koszyczek, W koszyczku jabłuszko, w jabłuszku robaczek, A na tym robaczku zielony kubraczek. Powiada robaczek: "I dziadek, i babka, I ojciec, i matka jadali wciąż jabłka, A ja już nie mogę! Już dosyć! Już basta! Mam chęć na befsztyczek!" I poszedł do miasta. Szedł tydzień, a jednak nie zmienił zamiaru, Gdy znalazł się w mieście, poleciał do baru. Są w barach - wiadomo - zwyczaje utarte: Podchodzi doń kelner, podaje mu kartę, A w karcie - okropność! - przyznacie to sami: Jest zupa jabłkowa i knedle z jabłkami, Duszone są jabłka, pieczone są jabłka I z jabłek szarlotka, i kompot, i babka! No, widzisz, robaczku! I gdzie twój befsztyczek? Entliczek-pentliczek, czerwony stoliczek.

11 Jan Brzechwa Osioł i róża Przemówił osioł do róży: Tak pani zapach mnie nuży, A kolce, paniusiu złota, To jest zwyczajna głupota. I taka pani pąsowa, Że boli po prostu głowa. Niech pani weźmie pokrzywę: Z niej są korzyści prawdziwe, Bezwonna jest, no, a przy tym Zjeść można ją z apetytem. I każdy osioł to powie: Pokrzywa taka - to zdrowie! A na to róża wyniośle Odrzecze: Na szczęście, ośle, Nie same osły na świecie. E, głupstwa paniusia plecie, Już znam się na tej piosence, Toć nas jest na świecie więcej!

12 Julian Tuwim Pan Maluśkiewicz i wieloryb Był sobie pan Maluśkiewicz, Najmniejszy na świecie chyba. Wszystko już poznał i widział Z wyjątkiem wieloryba. Pan Maluśkiewicz był – tyci, Tyciuśki jak ziarnko kawy, A oprócz tego podróżnik, A oprócz tego ciekawy. Więc nie można się dziwić, Że ujrzeć chciał wieloryba, Bo wieloryb jest przeogromny, Największy na świecie chyba. Pan Maluśkiewicz wesoły, Że mu się podróż uśmiecha, Zrobił sobie z początku Łódkę z łupinki orzecha. A żeby miękko mu było, Dno łódki watą posłał, Potem z jednej zapałki Wystrugał cztery wiosła. Zabrał worek z jedzeniem, Namiot i wina beczkę, Rower i różne narzędzia – Wszystko na łódeczkę. Gramofon, radio, armatę, Strzelbę, nabojów skrzynkę, Futro, ubrania, bieliznę – Wszystko na tę łupinkę. Bo wszystko było malusie, Tyciuchne, tyciutenieczkie, Bo przecież sam Maluśkiewicz Był tyciuteńkim człowieczkiem. dalej

13 Wziął łódeczkę pod pachę, Wsiadł w samolot motyli I powiedział: - Do Gdyni! Po godzinie już byli. Zameldował się w porcie U pana kapitana: -Czy jest miejsce na morzu? -Wystarczy, proszę pana! Więc się pan Maluśkiewicz Zaraz puścił na fale. Płynie sobie i płynie Coraz dalej i dalej. Morze ciche, spokojne I gładziutkie jak szyba, Ale jakoś nie widać, Nie widać wieloryba. Wiosłuje jednym wiosłem, Dwoma, trzema, czterema... Już dwa tygodnie płynie, A wieloryba nie ma. Woła: - Cip-cip, wielorybku! Gdzie ty jesteś rybeńko? Pokaż mi się choć tylko Tyciutko, tyciuteńko... Już dwa miesiące płynie, A wieloryba nie ma, Aż się zmęczył biedaczek, I coraz częściej drzemał. O, z jaką by się rozkoszą Na lądzie wreszcie wyspał! Aż któregoś dnia patrzy, A przed nim jakaś wyspa. Wziął łódeczkę pod pachę, Wszedł na wyspę bezludną – Odpocznę – myśli – i wrócę! Jak go nie ma, to trudno. dalej wstecz

14 - Nie wieloryb, głuptasie, Lecz jego lewe nozdrze. Pod wodą jestem, rozumiesz? Ciesz się, żeś cało uszedł! - A wyspa? – Jaka znów wyspa? To mego nosa koniuszek. Zatrząsł się pan Maluśkiewicz! - Kto mnie tu znowu łechce? - Nie łechcę, tylko się trzęsę I już cię widzieć nie chcę! Wziął łupinkę pod pachę, Zaraz do morza się rzucił, Szybko popłynął do Gdyni I do Warszawy powrócił. Teraz, gdy kto go zapyta, Czy widział już wieloryba, Nosa do góry zadziera I odpowiada: - No chyba... Pojeździł sobie na wyspie Rowerem na wszystkie strony, Trzy dni był w tej podróży I wrócił bardzo zmęczony. Nastawił sobie gramofon, Popił, potańczył, pośpiewał, Zabił komara z armaty I chce spać, bo już ziewał. Trzeba namiot ustawić, Zabiera się do dzieła, Wbija gwoździe do ziemi – Nagle... wyspa... Kichnęła!!! Kichnęła i tak ryknęła: - A to znów sprawka czyja? Jaki to śmiałek gwoździe W nos wieloryba wbija?! - Wieloryb?! – (Pan Maluśkiewicz Tak się na cały głos drze). wstecz

15 POCZĄTEK

16 Wielbłąd

17 Jan Brzechwa ZOO, Wielbłąd Matołek raz zwiedzał zoo I wołał co chwila: O-o! (...) Wreszcie zbliża się do wielbłąda, Uważnie mu się przygląda I powiada wskazując na niego przez kraty: Owszem, niezły. Niczego! Szkoda tylko, że garbaty! Owszem, niezły. Niczego! Szkoda tylko, że garbaty! Wielbłąd dźwiga swe dwa garby Niczym dwa największe skarby I jest w bardzo złym humorze, Że trzeciego mieć nie może.

18

19

20 Foka

21 Jan Brzechwa Foka Mole foce zjadły futro. W czym na spacer wyjdę jutro?" Poszła foka do oposa: Jestem naga jestem bosa, Co ja teraz, biedna, pocznę? Daj choć futro zeszłoroczne". Opos tylko drzwi zatrzasnął: Każdy nosi odzież własną!" Poszła foka między bobry: "Może będzie kto tak dobry I ponosić futro da mi? Futro przecież się nie splami" Bobry rzekły na to: "Foko, Bieda u nas jest w tym roku, Może jednak ci niedźwiedzie Dopomogą w twojej biedzie". Ale niedźwiedź tylko mlasnął: Każdy nosi odzież własną! Poszła foka do borsuka: Może pan mi coś wyszuka? Borsuk zmierzył ją z wysoka: Z pani jest po prostu - foka!" Nie pomogły również lisy- Lis przeważnie sam jest łysy. Nie zastała gronostajów, Szenszyl kazał przyjść jej w maju, Jeszcze gorzej poszło z lutrą, Skunks miał w pralni swoje futro. Poszła foka w złym humorze: Nikt mi, widzę, nie pomoże". Pozbierała na dnie szafki Zniszczonego futra skrawki I zaniosła do kuśnierza. Kuśnierz mierzy i przymierza. Poupinał skrawki modnie, Potem szył przez dwa tygodnie, Lecz by dziury zaszyć w futrze, Musiał futro zrobić krótsze. Jak tu foka w złość nie wpadnie! Ależ mnie pan ubrał ładnie! Przód jest krótszy o trzy cale, Moich rąk nie widać wcale, Pan mi zeszył nogi obie, Co ja teraz, biedna zrobię?" Kuśnierz zmrużył jedno oko: Trudno. Będzie pani foką!" Odtąd foka nieszczęśliwa Już nie chodzi, tylko pływa.

22

23 Brzechwa Jan Brzechwa Niedźwiedź Proszę państwa, oto miś. Miś jest bardzo grzeczny dziś, Chętnie państwu łapę poda. Nie chce podać? A to szkoda.

24 Słoń

25 Julian Tuwim Słoń Trąbalski Był sobie słoń, wielki - jak słoń. Zwał się ten słoń Tomasz Trąbalski. Wszystko, co miał, było jak słoń! Lecz straszny był zapominalski. Słoniową miał głowę i nogi słoniowe, I kły z prawdziwej kości słoniowej, I trąbę, którą wspaniale kręcił, Wszystko słoniowe - oprócz pamięci. Zaprosił kolegów słoni na karty Na wpół do czwartej. Przychodzą - ryczą: Dzień dobry, kolego! Nikt nie odpowiada, Nie ma Trąbalskiego. Zapomniał! Wyszedł! Miał przyjść do państwa Krokodylów Na filiżankę wody z Nilu: Zapomniał! Nie przyszedł! Ma on chłopczyka i dziewczynkę, Miłego słonika i śliczną słoninkę. Bardzo kocha te swoje słonięta, Ale ich imion nie pamięta. Synek nazywa się Biały Ząbek, A ojciec woła: Trąbek! Bombek! Córeczce na imię po prostu Kachna, A ojciec woła: Grubachna! Wielgachna! Nawet gdy własne imię wymawia, Gdy się na przykład komuś przedstawia, Często się myli Tomasz Trąbalski I mówi: Jestem Tobiasz Bimbalski. Żonę ma taką - jakby sześć żon miał! (Imię jej: Bania, ale zapomniał), No i ta żona kiedyś powiada: "Idź do doktora, niechaj cię zbada, Niech cię wyleczy na stare lata!" Więc zaraz poszedł - do adwokata. Potem do szewca i do rejenta. I wszędzie mówi, że nie pamięta! "Dobrze wiedziałem, lecz zapomniałem, Może kto z panów wie czego chciałem?" Błąka się, krąży, jest coraz później, Aż do kowala trafił, do kuźni. Ten chciał go podkuć, więc oprzytomniał, Przypomniał sobie to, co zapomniał! Kowal go zbadał, miechem podmuchał, Zajrzał do gardła, zajrzał do ucha, Potem opukał młotem kowalskim I mówi: Wiem już, panie Trąbalski! Co dzień na głowę wody kubełek oraz na trąbie zrobić supełek. I chlust go wodą! Sekundę trwało I w supeł związał trąbę wspaniałą! Pędem poleciał Tomasz do domu. Żona w krzyk: Co to?! – Nie mów nikomu! To dla pamięci! – O czym? – No... chciałem... - Co chciałeś? – Nie wiem! Już zapomniałem!

26 Małpa

27 Jan Brzechwa Małpa Małpy skaczą niedościgle, Małpy robią małpie figle, Niech pan spojrzy na pawiana: Co za małpa, proszę pana! dalej

28 Małpa Aleksander Fredro Małpa Rada małpa, że się śmieli, Kiedy mogła udać człeka, Widząc panią raz w kąpieli, Wlazła pod stół - cicho czeka. Pani wyszła, drzwi zamknęła; Małpa figlarz - nuż do dzieła! Wziąwszy pański czepek ranny, Prześcieradło I zwierciadło - Szust do wanny! Dalej kurki kręcić żwawo! W lewo, w prawo, Z dołu, z góry, Aż się ukrop puścił z rury. Ciepło - miło - niebo - raj! Małpa myśli: "W to mi graj!" Hajże! Kozły, nurki, zwroty, Figle, psoty, Aż się wody pod nią mącą! Ale ciepła coś za wiele... Trochę nadto... Ba, gorąco!... Fraszka! małpa nie cielę, Sobie poradzi: Skąd ukrop ciecze, Tam palec wsadzi. - Aj, gwałtu! Piecze! Nie ma co czekać, Trzeba uciekać! Małpa w nogi, Ukrop za nią - tuż, tuż w tropy, Aż pod progi. To nie żarty - parzy stopy... Dalej w okno!... Brzęk! - Uciekła! Że tylko palce popiekła, Nader szczęśliwa. Tak to zwykle małpom bywa.

29

30 Jan Brzechwa Kaczka Dziwaczka Nad rzeczką opodal krzaczka Mieszkała kaczka-dziwaczka, Lecz zamiast trzymać się rzeczki Robiła piesze wycieczki. Raz poszła więc do fryzjera: "Poproszę o kilo sera!" Tuż obok stała apteka: "Poproszę mleka pięć deka." Z apteki poszła do praczki Kupować pocztowe znaczki. Gryzły się kaczki okropnie: "A niech tę kaczkę gęś kopnie!" Znosiła jaja na twardo I miała czubek z kokardą, A przy tym, na przekór kaczkom, Czesała się wykałaczką. Kupiła raz maczku paczkę, By pisać list drobnym maczkiem. Zjadając tasiemkę starą Mówiła, że to makaron, A gdy połknęła dwa złote, Mówiła, że odda potem. Martwiły się inne kaczki: "Co będzie z takiej dziwaczki?" Aż wreszcie znalazł się kupiec: "Na obiad można ją upiec!" Pan kucharz kaczkę starannie Piekł, jak należy, w brytfannie, Lecz zdębiał obiad podając, Bo z kaczki zrobił się zając, W dodatku cały w buraczkach. Taka to była dziwaczka!

31

32 Jan Brzechwa Żuk Do biedronki przyszedł żuk, W okieneczko puk-puk-puk. Panieneczka widzi żuka: "Czego pan tu u mnie szuka?" Skoczył żuk jak polny konik, Z galanterią zdjął melonik I powiada: "Wstań, biedronko, Wyjdź, biedronko, przyjdź na słonko. Wezmę ciebie aż na łączkę I poproszę o twą rączkę" Oburzyła się biedronka: "Niech pan tutaj się nie błąka, Niech pan zmiata i nie lata, I zostawi lepiej mnie, Bo ja jestem piegowata, A pan - nie!" Powiedziała, co wiedziała, I czym prędzej odleciała, Poleciała, a wieczorem Ślub już brała - z muchomorem, Bo od środka aż po brzegi Miał wspaniałe, wielkie piegi. Stąd nauka Jest dla żuka: Żuk na żonę żuka szuka.

33

34 Jan Brzechwa Żółw Najgłupszy nawet muł wie, Jak powolne są żółwie. Żeby żółwiowi dopiec, Szydził zeń pewien chłopiec: - Pan chodzi wprost pokracznie. Niech się pan wprawiać zacznie! Doprawdy, jak to można? Istota czworonożna, A ledwie się telepie! Już ślimak chodzi lepiej! Żółw żachnął się w skorupie: - Też mi gadanie głupie! Gdyby ci ktoś dla hecy Władował dom na plecy, Czy również w tym wypadku Chodziłbyś szybko, bratku? To rzekłszy łypnął okiem I odszedł żółwim krokiem.

35 POCZĄTEK

36 Jan Brzechwa Zero Toczyło się po drodze: "Z drogi, gdy ja przechodzę! Ja jestem sto tysięcy, A może jeszcze więcej." Folgując swej naturze, Wołało: "Jestem duże!" Pyszniło się przed światem, Że takie jest pękate. Mówili wszyscy z cicha: "Ma brzuch, a brzuch to pycha." I później się dopiero Spostrzegli, że to zero.

37 Julian Tuwim Dwa Michały Tańcowały dwa Michały, Jeden duży, drugi mały. Jak ten duży zaczął krążyć, To ten mały nie mógł zdążyć. Jak ten mały nie mógł zdążyć, To ten duży przestał krążyć. A jak duży przestał krążyć, To ten mały mógł już zdążyć. A jak mały mógł już zdążyć, Duży znowu zaczął krążyć. A jak duży zaczął krążyć, Mały znowu nie mógł zdążyć. Mały Michał ledwo dychał, Duży Michał go popychał, Aż na ziemię popadały Tańcujące dwa Michały.

38 Ludwik Jerzy Kern Idą sobie trzy miednice drogą Idą sobie trzy miednice drogą. Kogo umyć? Kogo? Idą sobie na przełaj przez dróżki. Komu nóżki? Idą sobie przez pola, przez łączki. Komu rączki? Dookoła rozlega się głucho: Komu ucho? Kręta droga uroczo się wije. Komu szyję? Idą sobie trzy miednice drogą, Kto jest brudny, Tego umyć mogą. Kogo umyć? Kogo ?

39 Ludwik Jerzy Kern Cztery łapy Już od dawna, od zarania, Poprzez wszystkie wieki, Ciągną się popiskiwania, Skomlenia i szczeki. Idą pełne animuszu, Wspólną z nami drogą, Cztery łapy, Para uszu, Oczy, Nos I ogon. Na tym świecie różnie bywa, Zabawnie i dziwnie, Raz jednostka jest szczęśliwa, To znów wręcz przeciwnie. W dżungli życia, w życia buszu Zawsze ci pomogą Cztery łapy, Para uszu, Oczy, Nos I ogon. Mniej tragiczne jest rozstanie, Snucie się po kątach; Nawet rozpacz, moim zdaniem, Inaczej wygląda, Jeśli na kanapie z pluszu Leżeć z tobą mogą Cztery łapy, Para uszu, Oczy, Nos I ogon. Trochę kaszy, trochę mięsa, Trochę tuku w rurze - I już możesz się poświęcać Sztuce lub kulturze. Nie naruszy twych funduszów Złodziej żaden, bo go - Cztery łapy, Para uszu, Oczy, Nos I ogon. A w ogóle jakoś raźniej, Weselej co chwilę, Weźmy taki spacer. Właśnie. Prawda, ile milej Iść w zadartym kapeluszu I czuć za swą nogą Cztery łapy, Parę uszu, Oczy, Nos I ogon.

40 Jan Brzechwa Szóstka-oszustka Jedynka - Służyła za pogrzebacz do kominka, Dwójka i trójka - Na łańcuszku wisiały u wujka, Czwórka - Była studnią pośrodku podwórka, Piątka - Ścinała trawę na łące i na grządkach, Szóstka... Ach, cóż to była za oszustka! Uciekła raz z kalendarza, Co innym szóstkom nigdy się nie zdarza, Stąd zabrakło jednej soboty I ludzie w niedzielę poszli do roboty. Kiedy indziej wypadła znów z książki, Do której się zapisuje pieniążki, Wypadła szóstka, a zabrakło sześciu tysięcy. Szukano jej przez kilka miesięcy, Aż wreszcie się znalazła za kanapą w biurze Cała umorusana i pokryta kurzem. Innym razem, nie dbając o zdrowie, Stanęła po prostu na głowie, Szła przed siebie z wypiętym żołądkiem I udawała dziewiątkę. Dnia pewnego, swym dziwnym zwyczajem, Udawała, że jest tramwajem, I zwróciła na siebie powszechną uwagę, Wołając: "Proszę wsiadać! Szóstka jedzie na Pragę." Tymczasem pojechała na Ochotę I już nie wróciła z powrotem. Odtąd przepadła o niej wszelka wieść. Taka to była szóstka - pal ją sześć!

41 Jan Brzechwa Tydzień Tydzień dzieci miał siedmioro: "Niech się tutaj wszystkie zbiorą!" Ale przecież nie tak łatwo Radzić sobie z liczną dziatwą: Poniedziałek już od wtorku Poszukuje kota w worku, Wtorek środę wziął pod brodę: "Chodźmy sitkiem czerpać wodę." Czwartek w górze igłą grzebie I zaszywa dziury w niebie. Chcieli pracę skończyć w piątek, A to ledwie był początek. Zamyśliła się sobota: "Toż dopiero jest robota!" Poszli razem do niedzieli, Tam porządnie odpoczęli. Tydzień drapie się w przedziałek: No, a gdzie jest poniedziałek? Poniedziałek już od wtorku Poszukuje kota w worku - I tak dalej...

42 Jan Brzechwa Stonoga Mieszkała stonoga pod Białą, Bo tak się jej podobało. Raz przychodzi liścik mały Do stonogi, Że proszona jest do Białej Na pierogi. Ucieszyło to stonogę, Więc ruszyła szybko w drogę. Nim zdążyła dojść do Białej, Nogi jej się poplątały: Lewa z prawą, przednia z tylną, Każdej nodze bardzo pilno, Szósta zdążyć chce za siódmą, Ale siódmej iść za trudno, No, bo przed nią stoi ósma, Która właśnie jakiś guz ma. Chciała minąć jedenastą, Poplątała się z piętnastą, A ta znów z dwudziestą piątą, Trzydziesta z dziewięćdziesiątą, A druga z czterdziestą czwartą, Choć wcale nie było warto. Stanęła stonoga wśród drogi, Rozplątać chce sobie nogi; A w Białej stygną pierogi! Rozplątała pierwszą, drugą, Z trzecią trwało bardzo długo, Zanim doszła do trzydziestej, Zapomniała o dwudziestej, Przy czterdziestej już się krząta, "No, a gdzie jest pięćdziesiąta?" Sześćdziesiątą nogę beszta: "Prędzej, prędzej! A gdzie reszta?" To wszystko tak długo trwało, Że przez ten czas całą Białą Przemalowano na zielono, A do Zielonej stonogi nie proszono Stanęła stonoga wśród drogi, Rozplątać chce sobie nogi; A w Białej stygną pierogi! Rozplątała pierwszą, drugą, Z trzecią trwało bardzo długo, Zanim doszła do trzydziestej, Zapomniała o dwudziestej, Przy czterdziestej już się krząta, "No, a gdzie jest pięćdziesiąta?" Sześćdziesiątą nogę beszta: "Prędzej, prędzej! A gdzie reszta?" To wszystko tak długo trwało, Że przez ten czas całą Białą Przemalowano na zielono, A do Zielonej stonogi nie proszono.

43 Spotkania przygotowuje młodzież dla dzieci w wieku przedszkolnym. Dzieci biorą czynny udział w spotkaniach. Po przeczytaniu każdego wiersza następuje krótka rozmowa nawiązująca do jego treści. nawiązująca do jego treści. Rekwizyty i strój młodzieży są związane z treścią czytanych wierszy. Z propozycjami Autorek, dotyczącymi przebiegu spotkań, można się zapoznać klikając na temat. POCZĄTEK

44 dalej Po przywitaniu i zajęciu miejsc dzieci oczekują na gościa. Osoba prowadząca zapowiada:

45 Dzieci zapraszają: Kolorowa wróżka wchodzi, wita się z dziećmi i zajmuje miejsce wśród nich. Za pomocą czarodziejskiego zaklęcia i różdżki dzieci odkrywają kolejne kolory w tajemniczym woreczku wróżki. Każdemu kolorowi towarzyszy wiersz. dalejwstecz

46 Czarów moc, czarów moc niechaj wskoczy pod ten koc. Dwa obroty, ruch rękami, klaśnij w dłonie – OTWIERAMY! wstecz film dalej

47 wstecz

48 Po wyjęciu wszystkich kolorów z tajemniczego woreczka i wysłuchaniu wierszy, dzieci wrzucają po kolei kolory z powrotem, aby kolorowej wróżce nie zabrakło żadnej barwy. Kolorowa wróżka dziękuje za spotkanie i żegna się z dziećmi. innespotkanie wstecz

49 Po przywitaniu i zajęciu miejsc dzieci oczekują na gościa. Osoba prowadząca zapowiada: Gościem naszego spotkania jest spotkania jest podróżnik. podróżnik. dalej

50 Z walizki podróżnika dzieci wyjmują dzieci wyjmujązwierzęta-maskotki. O każdym zwierzęciu czytany jest wiersz. dalej

51 Po obejrzeniu wszystkich maskotek i wysłuchaniu wierszy, dzieci oddają pamiątki z wyprawy podróżnikowi. Podróżnik przypomina dzieciom o tym, że zwierzęta są naszymi przyjaciółmi i żegna się z dziećmi. Propozycje rekwizytów przydatnych podczas spotkania. inne spotkanie

52 wstecz Podczas spotkania oprócz tradycyjnych maskotek można wykorzystać ZOO firmy CHICCO. W osobnych klatkach zamykanych każda swoim kluczem, mieszkają klocki w kształcie zwierząt.

53 Po przywitaniu i zajęciu miejsc dzieci oczekują na gościa. Osoba prowadząca zapowiada: Gościem naszego spotkania będzie spotkania będzie Bob Budowniczy. dalej

54 Bob Budowniczy prosi dzieci o pomoc przy budowaniu ściany z puzzli. Czy damy radę? Tak! Damy radę! Na puzzlach są umieszczone liczby. Dołączaniu kolejnych puzzli do budowanej ściany towarzyszy wiersz. dalej wstecz

55 Dziecko dołączające puzzla wykonuje pracę w kasku i okularach ochronnych, używając narzędzi ze skrzynki Boba. Po zbudowaniu całej ściany z puzzli Bob Budowniczy dziękuje za pomoc i żegna się z dziećmi. Do widzenia! inne spotkanie inne spotkanie

56 wstecz

57 Proponowane scenariusze spotkań są autorskimi pomysłami Jolanty Rolnik i Renaty Saks. Do ich opracowania zostały wykorzystane popularne utwory dla dzieci kilku autorów oraz materiały repertuarowe z fachowych czasopism bibliotekarskich. Jolanta Rolnik & Renata Saks KONIEC


Pobierz ppt "START Propozycje dla organizatorów spotkań POCZĄTEK."

Podobne prezentacje


Reklamy Google