Pobieranie prezentacji. Proszę czekać

Pobieranie prezentacji. Proszę czekać

Autorzy: Justyna Charzyńska, Magdalena Bialik, Anna Pawlak, Paulina Caban, Aleksandra Majewska, Olga Rypińska, Olga Radolińska, Katarzyna Zarębska, Paulina.

Podobne prezentacje


Prezentacja na temat: "Autorzy: Justyna Charzyńska, Magdalena Bialik, Anna Pawlak, Paulina Caban, Aleksandra Majewska, Olga Rypińska, Olga Radolińska, Katarzyna Zarębska, Paulina."— Zapis prezentacji:

1 Autorzy: Justyna Charzyńska, Magdalena Bialik, Anna Pawlak, Paulina Caban, Aleksandra Majewska, Olga Rypińska, Olga Radolińska, Katarzyna Zarębska, Paulina Kejna - grupa Koło ekologiczne z Gimnazjum im. Pawła Włodkowica w Brudzeniu Dużym. Opiekun grupy: Bożena Wrześniewska. Praca powstała w ramach projektu realizowanego przez Fundację Fundusz Lokalny Ziemi Płockiej Młodzi Razem pn. My dla regionu finansowanego ze środków Samorządu Województwa Mazowieckiego i Starostwa Powiatowego w Płocku.

2 Paweł Włodkowic: urodzony w Brudzeniu nad Skrwą ok roku, zmarły w 1436 roku. Kanonik płocki, prawnik, pisarz, dyplomata, rektor Akademii Krakowskiej, poseł króla polskiego na sobór w Konstancji, szermierz walki przeciw polityce nienawiści Krzyżaków, obrońca wolności i pokoju, pionier europejskiego ius gentium.

3 1.Życiorys Pawła Włodkowica.Życiorys Pawła Włodkowica. 2.Najważniejsze poglądy Pawła Włodkowica.Najważniejsze poglądy Pawła Włodkowica. 3.Otwarcie Gimnazjum im. Pawła Włodkowica w Brudzeniu Dużym.Otwarcie Gimnazjum im. Pawła Włodkowica w Brudzeniu Dużym. 4.Uroczyste odsłonięcie tablicy pamiątkowej Pawła Włodkowica.Uroczyste odsłonięcie tablicy pamiątkowej Pawła Włodkowica. 5.Bibliografia.Bibliografia.

4 Z zapisków jego i innych wiadomo, że sam nazwał się Paweł z Polski a inni nazywali go Pawłem Włodkowicem, synem Włodka (Włodzimierza) z Brudzewa. Na podstawie zapisów w Uniwersytecie Karola w Pradze przyjmuje się, że mógł urodzić się około roku 1370 i że ojcem jego był Włodzimierz z rodu Dołęgów. Nie wiadomo nic więcej o jego rodzinie - ojcu, matce, rodzeństwie - kiedy i jak żyli, jakie były ich losy. Wiadomo od niedawna że miejscowość rodzinna Włodkowica Brudzewo należała w tamtych czasach do Stanisława Myśliborskiego, ród Dołęgów miał duże posiadłości w ziemi dobrzyńskiej, a Mikołaj Lasota, skarbnik i cześnik dworu Konrada Mazowieckiego był krewnym Pawła, podobnie jak późniejsi, Mikołaj Lasocki dyplomata z czasów Władysława Warneńczyka i Jan z Lasotek, skarbnik dobrzyński. Pierwsi, dwudziestowieczni już biografowie Pawła Włodkowica, profesorowie ks. Jan Fijałek, ks. Tadeusz Brzostowski i prof. UJ Ludwik Ehrlich podkreślają a podstawie zapisków w dokumentach ( list Bonifacego IX z 26 VII 1389 oraz zapisu Jana Długosza w Historii Polski), że był on synem szlacheckim, lokalizując miejscowość Brudzewo jako dzisiejszy Brudzeń nad Skrwą, koło Dobrzynia, w diecezji płockiej.

5 Nic nie wiadomo także o jego dzieciństwie i latach młodzieńczych. Prawdopodobnie uczył się w płockiej szkole katedralnej, o której wiadomo, że istniała w tym czasie. Nie wiadomo co zadecydowało o wyborze kariery duchownego. Ponieważ brak jakichkolwiek danych o jego rodzicach i rodzeństwie zakłada się (J. Fijałek), że prawdopodobnie wcześnie umarł mu ojciec lub (T. Brzostowski), że rodzice nie byli na tyle zamożni, żeby myśleć o karierze syna na polu świeckiej działalności". Jedno podkreślają obaj uczeni, że musiał odznaczać się dużymi zdolnościami, zamiłowaniem do nauki i żądzą poznania. Podkreślił to także Jan Długosz we wspomnieniu pośmiertnym: do tego stopnia był zamiłowany w zdobywaniu wiedzy i kształceniu umysłu, iż zatopiony w lekturze ksiąg zapominał o posiłku i słudzy musieli go nań wzywać. Studiował jak wielu Polaków na Uniwersytecie w Pradze (zał. 1348), bo krakowski w tym czasie był w upadku. Ukończył wydział nauk podstawowych (artes) i w roku 1389 uzyskał stopień bakałarza, a w 1393 stopień mistrza (magistra) nauk wyzwolonych. Kontynuował naukę studiując prawo i w roku 1396 został bakałarzem prawa kanonicznego (dekretów). Po uzyskaniu święceń kapłańskich został w 1398 r. scholastykiem poznańskim a w roku 1400 kanonikiem płockim. W roku 1403 lub być może za radą biskupa krakowskiego Piotra Wysza - udał się na studia prawnicze do Włoch, na uniwersytet w Padwie, gdzie P. Wysz wcześniej studiował, uzyskał doktorat i w którym był rektorem. W Padwie Paweł Włodkowic był uczniem Franciszka de Zabarelli, późniejszego kardynała florenckiego i uczestnika soboru w Konstancji. W Padwie uzyskał stopień licencjata dekretów tj. prawa kanonicznego w r

6 Prawdopodobnie we Włoszech zamieszkiwał do roku 1410, przebywając także w kurii rzymskiej gdzie prawdopodobnie - wg ks. Jana Fijałka - w nieobecności Piotra z Kobylina zastępował go w obowiązkach prokuratora króla polskiego w sprawie krzyżackiej. Obecność w kurii rzymskiej dała możliwość poznania ludzi, urzędów i praktyk Stolicy Apostolskiej. W marcu 1409 r. był w Pizie, na rozpoczętym tam soborze, gdzie wysłuchał wykładów znakomitego prawnika Piotra de Ancarno, na które powoływał się w swoich późniejszych pismach. Był też prawdopodobnie w Bolonii. W Ad aperiendam zawarta jest ważna wiadomość, że z polecenia króla przedstawił papieżowi Aleksandrowi V w Bolonii sprawę prośby Żmudzinów o ochronę przed Krzyżakami i ich groźbę poddania się Tatarom - władającym wówczas Moskwą - gdyby nie otrzymali ochrony od papieża. Z treści wynika, że to przedłożenie sprawy nastąpiło jakiś czas przed lipcem 1410, a więc przed bitwą pod Grunwaldem. Aleksander V zmarł około dwa miesiące przed tą bitwą. Do Polski wrócił w 1411 roku, wtedy też został kustoszem i kanonikiem krakowskim. Z 23 marca 1411 pochodzi dokument papieski pozwalający Pawłowi suplikować o stopień doktora dekretów w Krakowie. W międzyczasie, z upoważnienia papieskiego, wolno mu było nosić strój padewskiego licencjata dekretów. W tym też czasie - na przełomie r. - otrzymał stopień doktorata. W 1412 r. wraz z Andrzejem Łaskarzem - kolegą z Pragi i Padwy, przyjacielem, który później został biskupem poznańskim - przebywali w Budzie. Pełnomocnikiem ks. Janusza Mazowieckiego był Paweł Włodkowic, zaś króla polskiego Łaskarz. Toczyło się tam postępowanie w sporze Polski z Krzyżakami przed Zygmuntem Luksemburczykiem jako rozjemcą - i obaj Polacy byli rzecznikami spraw polskich.

7 W latach 1414 i dwukrotnie - Paweł Włodkowic był rektorem uniwersytetu krakowskiego. Od stycznia 1415 do maja 1418 przebywał w Konstancji jako członek poselstwa polskiego na soborze powszechnym, który zwołano w celu usunięcia schizmy papieskiej ( funkcjonowało wówczas jednocześnie trzech papieży - Jan XXIII, Grzegorz XII i Benedykt XIII ) i herezji oraz dokonania reformy Kościoła. Na soborze w Konstancji miał być też rozpatrzony spór między Polską a Krzyżakami którzy nas oskarżali o herezję współpracy z poganami. Paweł Włodkowic w Konstancji zasłynął jako znakomity pisarz i prawnik - wówczas powstały jego fundamentalne prace związane z problemem soboru - Savientibus i Opinio Ostiensis w r oraz trzy pisma Ad aperiendam z 1416 r. (jako replika na pisma przeciwko Polsce po wystąpieniu Włodkowica, napisane na zamówienie Krzyżaków przez Jana Falkenberga i Jana Frebacha (Jana z Bambergii)) oraz Iste tractatus i Quoniam error z roku 1417, które są polemiką głównie z pismami Falkenberga i Frebacha. Ten ponad trzyletni okres pobytu Pawła Włodkowica w Konstancji był zapewne najbardziej aktywny i najbardziej dramatyczny w jego życiu. Wtedy powstały główne jego dzieła, w których wyraził siebie - poglądy i opinie na najbardziej istotne fakty i problemy ówczesnego świata. Trzy ostatnie (ze znanych nam prac stanowią około 20% całości jego dorobku) są powtórzeniem i konkluzją dzieł konstancjańskich. Prace te były nie tylko autorskim wyrazem poglądów i opinii ale ważnym instrumentem i argumentem w działaniach polskiej delegacji na forum międzynarodowym. To Paweł Włodkowic je pisał, firmował swoim nazwiskiem, czytał publicznie, ponosząc konsekwencje tych działań - mimo tego, że w składzie polskiej delegacji było jeszcze dwóch wykształconych we Włoszech prawników - nominat poznański Andrzej Łaskarz i Jakub z Korzkwi Kurdwanowski - biskup płocki.

8 Dramatyzm pobytu Włodkowica w Konstancji wyraził się przede wszystkim w tym, że to na nim głównie spoczywała odpowiedzialność za argumenty w walce politycznej, to jego Krzyżacy oskarżyli o herezję ( nie zapominajmy że właśnie w Konstancji Jana Husa spalono na stosie z tego samego oskarżenia i mimo żelaznego listu bezpieczeństwa wydanego przez cesarza Zygmunta Luksemburczyka ) i to Włodkowicowi papież Marcin V zagroził klątwą w ostatnich dniach kończącego się soboru. Tym wszystkim powinnościom i zagrożeniom musiał stawić czoło i wyszedł z nich zwycięsko - traktaty jego zostały uznane przez sobór i poważnie osłabiły wpływy Krzyżaków w Europie, umacniając tym samym polską rację stanu. Po powrocie z Konstancji stałym miejscem jego pobytu był Kraków. W Akademii Krakowskiej miał godność prorektora i prawdopodobnie był z nią związany do końca. Jeszcze kilkakrotnie brał udział w sporach z Krzyżakami. W latach jako członek polskiej delegacji brał udział w zjeździe rozjemczym we Wrocławiu ( przygotował tam traktat Oculi ), gdzie wydano stronniczy, krzywdzący Polskę wyrok cesarski. Z apelacją od niego został wysłany przez króla Jagiełłę do papieża do Rzymu jako królewski prokurator. Po przedstawieniu apelacji i jej obronie w piśmie Ad videndum - uzyskał w 1421 roku kasację tego wyroku. Także jako oficjalny przedstawiciel Polski był świadkiem aktu odwołania przez Jana Falkenberga ( i pokuty ) wobec papieża i zgromadzenia pism oszczerczych antypolskich, rozpowszechnionych na soborze w Konstancji. Miało to miejsce 17 stycznia 1424 r. Zarówno T. Brzostowski, jak i L. Ehrlich przyznają, że w latach Włodkowic bywał zarówno w Polsce i we Włoszech - między innymi w związku z misją papieskiego legata w Polsce Antoniego Zeno ( Zenona ).

9 Po roku 1424 wiadomo, że był proboszczem kościoła św. Idziego w Kłodawie, może w związku z podniesieniem tego starego kościoła przez Władysława Jagiełłę w 1429 roku do godności kolegiaty. W roku 1426 ( 24 sierpnia ) był w Poznaniu przy śmierci przyjaciela Andrzeja Łaskarza ( Laskary ), zaś 30 września tego samego roku arcybiskup gnieźnieński Wojciech Jastrzębies powołał go do zespołu komisarzy przygotowujących materiały dla procesu beatyfikacji królowej Jadwigi ( badanie cudów za orędownictwem zmarłej ). W roku 1432 Włodkowic przebywał w Padwie, skąd napisał obszerny list- ostatnie znane dotąd pismo - do biskupa krakowskiego Zbigniewa Oleśnickiego ( swego duchownego zwierzchnika ) w sprawie załatwienia sporów polsko-krzyżackich. Ostatnie lata życia Pawła Włodkowica w kraju - jak pisze T. Brzostowski - są pełne niedomówień i niejasności, które czekają na wyjaśnienie. Stałym jego miejscem pobytu w kraju był Kraków, gdzie posiadał dom wzniesiony własnym sumptem, który po jego śmierci przejęła kapituła krakowska, postanawiając ( 5 października 1443 r. ) że każdy kanonik zamieszkujący dom zbudowany wspaniale przy ul. Kanoniczej przez magistra Pawła syna Włodzimierza, kanonika katedralnego, ma płacić rocznie trzy grzywny wikariuszom katedralnym na odprawienie nabożeństwa żałobnego za duszę tegoż Pawła.

10 Wiadomo także, że był w sporze z bliżej nieznanym duchownym Janem Reyem, który goniąc za jak największymi dochodami, przy pomocy intryg", usiłował pozbawi Włodkowica jego beneficjów ( zarzucając mu, że wstąpił do klasztoru ) - co mu się ostatecznie nie udało, i co potwierdza, że Włodkowic nigdy do klasztoru nie wstąpił. Data śmierci Włodkowica jest także dotąd nie udokumentowana. Wprawdzie J. Długosz podawał, że Włodkowic zmarł w Krakowie 11 marca 1435 roku, ale akt nadany kościołowi katedralnemu w Krakowie przez biskupa Zbigniewa Oleśnickiego w dniu 9 października 1435 roku wymienia jako świadka Pawła Włodkowica. W tej sytuacji racjonalna jest sugestia t. Brzostowskiego ( wskazującego także inne pomyłki J. Długosza ), że śmierć ta mogła nastąpić w czasie między 9 października 1435 a 5 października 1443 roku.

11

12 1. Prawa człowieka, narodu i państwa Paweł Włodkowic, jako prawy chrześcijanin, jednostkę ludzką pojmował zgodnie z założeniami tej religii. Razem ze Stanisławem ze Skarbimierza uznawał, że jest najgodniejszym ze stworzeń na świecie, bo przecież stworzony został człowiek na wzór i podobieństwo Boga - a więc w założeniu swoim winien reprezentować wszystko co najlepsze. Uznawał godność człowieka i jego wolna wolę - każdego człowieka, niezależnie od jego narodowości czy wyznania Bóg stworzył świat, każe słońcu wschodzić i deszczowi padać i dla dobrych i dla złych. Miał ten pogląd niezwykłe znaczenie w czasach Włodkowica, kiedy niechrześcijanom - nie mówiąc już o heretykach - nie przyznawano np. praw do posiadania innej religii, czy własnego państwa - tym samym życia. Włodkowic ten swój pogląd i postawę na człowieka wyprowadzał z Pisma Świętego, które nakazywało przecież pasterzom Kościoła paść baranki moje - to znaczy strzec, chronić, opiekować się. Mówiło też, że owczarnia moja jest ogromna - a więc posiada różne gatunki człowieka, które należy przyprowadzać do Boga a nie postępować z nimi wbrew najstarszemu prawu boskiemu z Dekalogu nie zabijaj. Włodkowic we wszystkich swoich pracach ale zwłaszcza w najbardziej osobistej, bezpośredniej i ostatniej z dotychczas nam znanych szczególnie podkreśla ewangeliczny obowiązek miłości człowieka, miłości bliźniego. Wg niego ta miłość jest wyższa od wszystkich cnót. Jest obowiązkiem - jak podkreśla L. Ehrlich Obowiązek to nie teoretyczny ma mieć skutki w całym życiu człowieka i grup ludzkich. Wg Włodkowica miłość człowieka jako bliźniego jeśli obowiązkiem nawet wobec tych, którzy nie postępują zgodnie z zasadami chrześcijańskiej religii, bo miłość każe błądzącym przyjść na pomoc dla poprawienia ich a sprawiedliwość nakazuje pasterzom ewangelicznym baczyć na siada Pana dla ich obrony, bo dobry pasterz, duszę swą daje za owce swoje. Wg Włodkowica każdy człowiek ma prawo do życia, do własnych przekonań i wierzeń, do własnej ziemi. Dlatego tak mocno potępiał w swoich pismach prawa aby jakichkolwiek wrogów krzyża Chrystusowego - co upowszechniali krzyżowcy określając tak Żmudzinów, Litwinów i Prusów - mieli moc i musieli najeżdżać i siłą ich tępić, a ziemie czy państwa ich z ich rąk wyrywać i na swoją korzyść obracać dla mnożenia wiary katolickiej. Ten postulat chrześcijanina i kapłana w obronie ludzi-pogan przeciw wyganianiu ich poza granice świata przez braci z chrześcijańskiego zakonu - jest najbardziej znamiennym wyrazem jego poglądów na temat praw człowieka. Bo, jak sam powiedział o sobie, był nieprzyjacielem nie osób lecz nieprawości i przewrotności, a te chce z Boską pomocą ścigać dopóki mi życia. Nieprawości w odnoszeniu się do ludzi. Pojęcia narodu i państwa Włodkowic nie precyzuje ani z punktu widzenia późniejszych wieków ani współczesności. Po prostu stwierdza że są, nazywa je często zamiennie np. z księstwem, z ziemią i mówi że mają prawa. Jest charakterystyczne, że określa swój bardzo osobisty stosunek do tego, co i dziś nazywamy pojęciem ojczyzny i taką nazwę stosuje już Włodkowic w XV wieku (patrie mee) - moja ojczyzna. Serce moje jęczy z głębokiego bólu, zranione przez spustoszenie mej ojczyzny, mianowicie obu księstw: dobrzyńskiego i kujawskiego, a zwłaszcza zniszczenie diecezji i kościoła włocławskiego. I że spokojne królestwo Polski... doznało tak strasznej plagi. A wierzę, że len ból nie będzie moim osobistym, ale ogólnym dla wielu innych i powszechnym dla całego królestwa - pisze do Oleśnickiego w roku 1432 po najeździe Krzyżaków i spustoszeniu przez nich rodzinnej ziemi - ojczyzny mojej.

13 Naród i państwo dla niego to zarówno najbliższa ziemia, ludzie ją zamieszkujący i ich dorobek - kościoły, dobytek, państwo - całe królestwo Polski. Wierzy w to głęboko, że doznana straszna plaga jest tak jak przez niego, odczuwana powszechnie, czyli przez rodaków, z którymi łączy się w bólu, solidaryzuje. Ma się wiec - wg niego - do rodaków, do ziemi, którą się z nimi zamieszkuje, do tego co stworzyli - osobisty stosunek. Używając określenia Polacy, królestwo Polski, Polska - wyodrębnia naród z grupy innych narodów, które także nazywa - Prusy, Żmudzini, Litwini, Rusowie, Inflanty (Polska, Prusy, Inflanty i inne kraje chrześcijańskie - przyznając im, podobnie jak indywidualnemu człowiekowi -te same prawa jako grupie. Nie ma wg niego narodów lepszych i gorszych -jeśli uznajemy podstawowe Boże prawo, że drugi człowiek jest bliźnim - wobec tego bliźnimi jest i grupa, choć innej mowy, czy innej wiary. Bóg nakazał miłość bliźniego, nie może człowiek niszczyć czy ujarzmiać bliźniego choćby był niewierny. Każdy też naród wg Włodkowica ma prawo do wolności, do niezależności, do życia wg własnych norm i zasad. I nikt nie ma prawa - nawet w imię najwyższych wartości swoich - np. Bóg i wiara - narzucać ich innym narodom. Jest to sprzeczne z Bożym Przykazaniem. I w razie zaistnienia takiej sytuacji inny naród ma prawo i obowiązek bronienia się przed najeźdźcy i gwałcicielem. Każdy ma prawo bronienia się przed gwałtem i siłą - w drodze prawnej - ale także dla odparcia napadu. I co ważne, obrona, może być nie tylko samo odpieranie ciosów oraz odpędzanie ale także odszkodowanie się za szkody bezprawnie wyrządzone - ten pogląd podzielał Włodkowic z wybitnymi kanonistami średniowiecza - wielkiego papieża i prawnika Innocentego IV (Twierdził on, że państwa, posiadłości i władza mogą bez grzechu należeć do niewiernych, gdyż Bóg stworzył je nie tylko dla wiernych, ale dla wszystkich ludzi ), św. Tomasza z Akwinu (nie należy pozbawiać innowierców panowania ) Jana Andrzejowego, Jana de Lignano, Franciszka Zabarelli - padewskiego mistrza z czasów uniwersyteckich. Myślał zgodnie z niektórymi z nich (Zabarella, Occam), którzy uznawali dopuszczalność władztwa niewiernych (pogan) nad wiernymi - chrześcijanami. Takie poglądy były w tamtej epoce Kościoła wojującego - zgodne z zasadami chrześcijaństwa - ale niezbyt popularne, choć pochodzące od największych autorytetów Kościoła. Włodkowic wykorzystał je - głęboko przekonany o ich słuszności - w czasie swoich kampanii z oszczerczymi atakami Krzyżaków na Polskę. Poglądy Włodkowica na temat państwa były równie interesujące. Wywodząc początek państw z przesłania Innocentego IV. że świat należy do Boga, który poddał go panowaniu człowieka; że pierwotnie wszystko było wspólne, a że później rzecz zaczęła należeć do tego, który ją pierwszy wziął w posiadanie... więc innowiercy posiadają państwa prawnie i bez grzechu - podkreślał prawowitość państwa Polaków i Litwinów. Zaś napady na nie Krzyżaków to nieprawość tyrańskiej złości tych, którzy niesprawiedliwie okupują obce państwa, zasłaniana pozorem jakiejś słuszności. Bo Polska posiada swoje ziemie zgodnie z prawem. Po stronie króla został przedstawiony formalny i publiczny dokument wyroku delegatów Stolicy Apostolskiej dawno wydanego na korzyść króla i królestwa Polski przeciw rzeczonym braciom co do ziem i państw Pomorza, chełmińskiej i michałowskiej, a także co do wielu sum pieniężnych z racji szkód również wtedy wyrządzonych.

14 To Krzyżacy mimo prawnego posiadania tych ziem przez Polskę gwałcą to prawo i nie podporządkowują się mu ani swojej kościelnej władzy - Stolicy Apostolskiej. Postępują wprost przeciw przykazaniom Pana, a przecież nikt zdrowy na umyśle nie wątpi, że niewierni mają sprawiedliwe państwa i (to) na podstawie naturalnego prawa narodów... Fryderyk (który za herezje i inne swoje zbrodnie został pozbawiony cesarstwa i wszelkiej czci) - jak jest zawarte w tych jego przywilejach, darował wtedy tymże braciom ziemie niewiernych, których sam nie miał i (które) nigdy nie były jego, mianowicie ziemie Prus, Litwy, Żmudzinów oraz Inflant, Łotwy i Rusi i w ogóle wszystkie inne ziemie i państwa niewiernych. Włodkowic jednoznacznie tu wyraża przekonanie, że każdy naród, czy narody mają prawo do posiadania własnego państwa, a wyprowadza to z prawa naturalnego, czyli danego przez Boga, a inne państwa winny to podstawowe, naturalne prawo szanować. Ciekawy jest też pogląd Włodkowica na temat relacji religii - a ściślej jej organizacji. Kościoła i państwa. Wg niego Kościół i jego organizacje nie powinny mieć państwa, nie powinny zabiegać o władzę po pierwsze z racji własnej profesji, w której jak się zdaje wyrzekli się wszelkiej własności tak indywidualnie, jak także we wspólnocie... Nie mogą też mieć państw z racji swych miejsc, klasztorów czy kolegiów, ponieważ - jak to miało miejsce u Krzyżaków - posiadanie przez nich władzy i państwa wiąże się z bezprawiem, grabieżą, błędem, grzechem i zaprzeczeniem zasad chrześcijaństwa (ten błąd zatruł strony Polski i inne sąsiednie w konsekwencji przez niedbalstwo prałatów czy biskupów). Bo są inne zadania państwa i Kościoła - do państwa nie należy szerzenie wiary lecz do duchownych, którzy opierać to swoje zadanie winni na miłości bliźniego. Państwo zaś musi być oparte o prawo i prawo winno w nim panować. Także władza w państwie winna wynikać z praw, być zgodna z wolą i aprobatą obywateli, w innym wypadku jest bezprawiem. Władza monarchy w państwie leż nie jest nieograniczona - określają także prawo. Nie może na przykład monarcha decydować, dysponować częścią państwa (jak to miało miejsce w umowie toruńskiej z 141 l r.) bez zgody obywateli - gdyż nie jest państwo jego własnością, należy ono do wszystkich, a monarcha (władca) jest administratorem państwa. Włodkowic stawia kwestię zasadniczo: należy odróżnić własność od panowania, czyli, jakby dziś powiedziano, własność prywatną od władzy na mocy prawa publicznego - komentuje pisma Włodkowica L. Ehrlich - Władca państwa nie jest właścicielem państwa ani ziemi czy innych przedmiotów znajdujących się w państwie a należących do innych ludzi. Nie może wiec rozporządzać własnością takiej ziemi czy takich innych przedmiotów, bo jest tylko zarządcą. Może mieć korzyści ale nie może pozbyć (się) części państwa. Wg Ehrlicha pogląd Włodkowica opierał się na prawie kanonicznym, uznającym, że działania monarchy nie mogą naruszać dobra królestwa. Przysięga koronacyjna króla zobowiązuje go, że zachowywać będzie nienaruszone prawa królestwa i honor korony. Niedotrzymanie tego jest krzywoprzysięstwem, grzechem, którego popełnienie pozbawić winno władcę korony. Państwo - jako wspólna sprawa ludzi - jest dla Włodkowica wartością tak jak człowiek czy naród.

15 2. Stosunki między narodami i państwami Poglądy Włodkowica na stosunki między państwami i narodami były uzasadnione jego wiedzą i doświadczeniem, zwłaszcza doświadczeniem polsko-krzyżackim. Jako prawnik i kapłan wychodził z założenia, że każdy naród i państwo ma prawo istnieć, dlatego wzajemne ich stosunki winny być oparte na tej zasadzie obopólnego poszanowania, gdyż, w przeciwnym razie - jak to miało miejsce na pograniczu polsko-krzyżackim - dochodzi do ciągłych wojen i nieszczęść. Włodkowic uznawał naturalne (często utożsamiane z boskim) prawo narodów, według którego państwa winny ułożyć swoje wzajemne stosunki w drodze dobrowolnych umów, potwierdzonych traktatami. Te zaś - jak pisał powołując się na prawnicze autorytety - szanują nawet ludy barbarzyńskie. Układy i traktaty, dobrowolne, obopólnie szanowane, uwzględniające dobro obu stron - są najlepszą formą układania stosunków między państwami. Winny być jednak zgodne z prawem, jasno określone, aby w razie wątpliwości łatwo było dojść do porozumienia. Musi być jednak wola tego porozumienia i poszanowanie drugiej strony - wynikającej z zasady miłości bliźniego. Jeśli tej zabraknie mają miejsce opisane przez Włodkowica sytuacje: kiedy najjaśniejszy pan Władysław, król Polski, ze swoimi zastępami zbrojnych bawił daleko poza rzeczonym królestwem, świętokradcza dłoń tychże bezbożnych ludzi nagle bez zawiadomienia tego króla, złamawszy traktaty pokoju i gwałcąc uroczyste umowy, które nawet u barbarzyńskich narodów są na mocy prawa narodów mocno przestrzegane, a odrzuciwszy ugodę niedawno zawarty i zamieniwszy ją na ich zwykłą i zwyczajną niezgodę, naszła wrogo najbardziej chrześcijańskie królestwo Polski i spustoszyła je swym najsroższym okrucieństwem i niezmierną a więcej niż pogańską wrogością, nie oszczędzając płci ani wieku. Było to tragiczne doświadczenie złamania układów przez zakon krzyżacki w 1431 roku. To ten przypadek spowodował bardzo osobisty, ale pełen obywatelskiej troski i chrześcijańskiego bólu list Włodkowica do królewskiego doradcy, biskupa krakowskiego, Zbigniewa Oleśnickiego. Włodkowic uważał, że prawidłowością i celem w stosunkach między narodami winno być pokojowe współżycie - i pokojowe, konsyliacyjne załatwianie sporów miedzy narodami. Rozróżniał on - jak pisze L. Ehrlich - dwa rodzaje załatwiania tych sporów: drogą procesu sądowego co do prawdziwości faktów (processus iudicialis), drogą procesu kontradyktoryjnego (processus doclrinalis) czyli zasad, które obowiązują i norm, które wynikają z zastosowania tych zasad do konkretnych stanów faktycznych. Była to nowoczesna propozycja zastosowania prawa do stosunków międzynarodowych. Nawiązywała ona do prawodawstwa rzymskiego (kodeks Justyniana), że prawem posiadaczowi wolno dla obrony posiadania odeprzeć zadany gwałt w granicach bezwinnej ostrożności. Prawo obrony uznano za wynikające z prawa natury, które np. wg Dekretu Gracjana, traktuje się za wspólne dla wszystkich narodów - i co charakterystyczne akceptowane jest ono także przez świętego Augustyna, a za nim przez Kościół katolicki.

16 Ale ta forma stosunków między państwami może byc stosowana jako ostateczność, kiedy druga strona nie szanuje prawa naturalnego do posiadania i tym samym nietykalności drugiego państwa, zgodnie z tym prawem istniejącego. I nawet jeśli państwo zaatakowane odpiera atak, musi być wiadoma postronnym przyczyna tego odporu jako tzw. wojny sprawiedliwej, tej która - jak powiedziano wyżej -jest ostatecznością, musi to odbyć się zgodnie z prawem. Te poglądy Włodkowica -jak słusznie stwierdza L. Ehrlich - są ważną próbą przeciwdziałania samowoli w stosunkach międzynarodowych, przez sformułowanie zasady zarówno poszanowania praw, jak konieczności stwierdzenia ich naruszenia w drodze postępowania prawnego. Państwo wg Włodkowica - jak formułuje to L. Ehrlich - uważające się za pokrzywdzone, powinno móc wnieść sprawę czy przed trybunał międzynarodowy, czy przed inny czynnik międzynarodowy, którego wyrok miałby za sobą skuteczną sankcję. W okresie Włodkowica, i później jeszcze przez jakiś czas, sankcja była przede wszystkim religijna. Sprawę mógłby także rozpatrzyć czynnik międzynarodowy, więc w czasach Włodkowica papież czy sobór, a prawo kanoniczne zobowiązywało też władców świeckich do zapewnienia poszanowania prawa. Tę drogę rozwiązywania spraw i konfliktów między narodami i państwami uznawał Wlodkowic - jako zgodną z prawem boskim i naturalnym (przyrodzonym). Zasadę tę sformułował zarówno w Quoniam error jak i w liście Do biskupa krakowskiego. Jej istotą jest zakaz jednostronnego orzekania o słuszności własnej sprawy. I jeszcze jeden bardzo ciekawy dla tej dziedziny pogląd Włodkowica - sprawa decydowania wielkich o małych np. jeśli chodzi o terytoria. Włodkowic podczas całej swojej kampanii w Konstancji i gdzie indziej podkreślał, że żadna z wielkości Europy tamtych czasów - ani papież ani cesarz - nie mieli prawa decydować o ziemiach innych narodów lub państw, nadając je komuś drugiemu. Nawet jeśli były to niewielkie państwa pogańskie i nawet jeśli były to najbardziej formalne nadania (Powołuje się tutaj na najwyższe autorytety Kościoła - papieża - prawnika Innocentego IV i sobór powszechny w Lugdunie: są niektóre przywileje cesarza Fryderyka II, który za herezję i inne swoje zbrodnie został pozbawiony cesarstwa i wszelkiej czci przez papieża Innocentego IV na soborze powszechnym w Lugdunie: o tym pozbawieniu mówi dekret w c. 2 in 6 to Ad Apostolice Ten to Fryderyk, jak jest zawarte w tych jego przywilejach, darował wtedy tymże braciom ziemie niewiernych, których sam nie miał i (które) nigdy nie były jego, mianowicie (ziemie) Prus, Litwy, Żmudzinów oraz Inflant, Łotwy i Rusi.... W Liście do biskupa krakowskiego). Fakt taki był jawnym pogwałceniem prawa naturalnego, które dla Włodkowica było prawem boskim najwyższej rangi. Bo jeśli monarcha nic może bez zgody obywateli decydować o części swego państwa - tym bardziej nie może o cudzym państwie, cudzej ziemi - decydować papież czy cesarz i nadawać ją swoim ulubieńcom. O te sprawę toczył się spór Polski z Krzyżakami, którzy - nawet na podstawie sfałszowanych nadań cesarza i na podstawie fałszu wyłudzonych nadań papieża jeśli chodzi o ziemie polskie - a więc państwa arcychrześcijańskiego -przywłaszczyli sobie dla stworzenia własnego państwa i jego potęgi. Było to dla Włodkowica, jako prawnika - wyrazem wyjątkowego bezprawia, zaś dla chrześcijanina i kapłana - grzechem najcięższym. Problemom tym poświęcił wiele lat swego życia.

17 3. Poglądy na religię i Kościół Cała spuścizna pisarska Włodkowica - a tylko ona pozwala nam dzisiaj na określenie jego poglądów - jest związana z religią i Kościołem. Był przecież, jak sam siebie określa Paweł Włodkowic tegoż kościoła (krakowskiego) kanonik, najmniejszy wśród doktorów dekretów ale był jednym z najbardziej wykształconych ludzi swojej epoki, człowiekiem myślącym (W swoim liście do Z. Oleśnickiego, kiedy pisze że serce jęczy z głębokiego bólu po napadzie kolejnym Krzyżaków na jego ziemie ojczyste, to już w następnym akapicie dodaje, że ból dręczy i jątrzy mój umysł... że mnóstwo moich seniorów, szukając pokoju dla siebie, idzie drogami twardymi i trudnymi i jak gdyby nie było już męża, który by im pokazał właściwą drogę i zawrócił z błądzenia po bezdrożach - i jako mąż myślący musiał oceniać Kościół w trudnych dla niego czasach. Przede wszystkim dla Włodkowica jako kapłana nie podlegała żadnej krytyce religia - nigdy nie podważał w swoich pismach treści Pisma Świętego ani poglądów religijnych ojców Kościoła. Niech więc ciemności świeckiej mądrości ustąpią, gdzie jest miejsce na boska.... Niech milczą wszystkie umysły ludzkie, gdy przemawiają nadniebiańskie słowa. Powiada bowiem wieczne Słowo Boga Ojca, za nas miłosiernie wcielone. Beze mnie nic uczynić nie możecie. I gdzie indziej Jam jest droga i prawda i życie. Nie analizował i nie zabierał kategorycznie głosu w sprawach tzw. herezji - a więc wystąpień krytycznych wobec interpretacji zasad wiary. To w jego obecności w Konstancji w 1415 roku spalono Jana Husa, być może znajomego Włodkowica z okresu jego studiów na praskim Uniwersytecie, na którym Hus był dziekanem - potępiono Wycliffa - a Włodkowic przyjmował to z milczącą - na ogół - aprobatą - wychodząc być może z założenia, że schizmy są sprzeczne z dobrem religii i Kościoła. Nigdy nie występował przeciw głowie Kościoła papieżowi - nawet wówczas, gdy było ich trzech równocześnie zachowywał daleko idącą ostrożność (jako najmniejszy wśród doktorów). Papieża uznawał za najwyższą władzę moralną w świecie państw Kościoła katolickiego, uważał, że wszyscy zwierzchnicy państw winni mu posłuszeństwo (jako namiestnik Chrystusa jest niewątpliwym sędzią wszystkiego), łącznie z cesarzem rzymskim uznającym siebie za równego papieżowi. Zawsze też Włodkowic odwoływał się do papieża w sprawie polskich konfliktów z Krzyżakami wówczas, gdy cesarz wydał korzystny dla nich wyrok. Powoływał się też jako na jedynie miarodajne i sprawiedliwe decyzje w tym sporze wydane przez kurię rzymską: Sprawiedliwość Polaków choć wydaje się jasną, i co do tego wyrokami od dawna prawowicie zadeklarowaną pod powagą Stolicy Apostolskiej lub po stronie rzeczonego króla został przedstawiony formalny i publiczny dokument wyroku delegatów Stolicy Apostolskiej dawno wydanego na korzyść króla i królestwa Polski przeciw rzeczonym braciom, co do ziem i państw Pomorza, chełmińskiej, michałowskiej, a także co do wielu sum pieniężnych z racji szkód również wtedy wyrządzonych. Jedyny raz wystąpił Włodkowic ku niezadowoleniu papieża - na sesji kończącej sobór w Konstancji w kwietniu 1418 roku - ale było to, być może wg niego - podyktowane wyższą racją: racją sprawiedliwości chrześcijańskiej. Stolica Apostolska obiecała przecież Jagielle, że sobór rozpatrzy i zadecyduje o konflikcie krzyżacko-polskim i król podporządkował się tej obietnicy przedstawiciela kurii rzymskiej.

18 Tymczasem sobór się kończył i żadnej decyzji nie podjęto. Co gorzej Polskę oskarżano bezkarnie i ośmieszano w satyrze Falkenberga na forum całego ówczesnego chrześcijańskiego świata - a papież Marcin V, kończąc sobór, przechodził nad tym do porządku dziennego. Włodkowic był kapłanem, ale i Polakiem, posłem króla - wystąpił więc z petycją polską w tej sprawie i nie ustąpił, dopóki papież Marcin- V nie nakazał mu milczenia i nie zagroził klątwą. Było to jedyne niechętnie widziane przez papieża, ale publiczne, zgodne z prawem, pełne powagi i nic ubliżające papieżowi - wystąpienie Włodkowica, broniące istoty chrześcijaństwa - jego sprawiedliwości - i być może powagi głowy Kościoła. Włodkowic przecież nie występował przeciwko niemu lecz odwoływał się do niego. I papież to zrozumiał. Szanował też Włodkowic i był lojalny wobec wyższej hierarchii Kościoła, zarówno w Polsce jak w Rzymie. Świadczą o tym jego kontakty i powoływanie się na pisma i poglądy takich duchownych jak Ancarano, Zabarella (kardynałowie) i wcześniejsi (Jan Andrzejów, Św. Chryzostom, Św. Augustyn, Św. Tomasz i inni) oraz kontakty z polskimi biskupami jemu współczesnymi: Piotrem Wyszem, Mikołajem Trąbą, Andrzejem Łaskarzem, Zbigniewem Oleśnickim. List do tego ostatniego jest pełen nadziei, zaufania i szacunku - chociaż pisał go człowiek ponad sześćdziesięcioletni do stosunkowo młodego biskupa (Oleśnicki ledwie przekroczył 40 lat). Świadczą one przede wszystkim o postawie Włodkowica, o jego stosunku wobec religii chrześcijańskiej, głównie Kościoła katolickiego i jego hierarchii. Ale można z nich - zwłaszcza z jego pism - wyprowadzić wnioski, dające podstawę ustalenia jego poglądów na powyższe: - uznawał i głęboko w nie wierzył - wartości religii Chrystusowej i jej zasady, - uznawał Kościół jako organizację - papieża jako jego zwierzchnika i podległą mu hierarchię, - cenił jego dorobek intelektualny i organizacyjny w rozwoju ludów Europy, - dostrzegał i krytycznie oceniał funkcjonowanie niektórych ogniw tej organizacji, przede wszystkim wojujący Zakon Krzyżacki, jako przejaw zaprzeczenia wartościom i zasadom religii. Poglądy Włodkowica na Zakon Krzyżacki ukształtowały się zarówno na podstawie jego studiów jak i przede wszystkim osobistych doświadczeń. Pochodził z ziemi, będącej obiektem ataków i agresji krzyżackiej, jako poseł księcia mazowieckiego a potem króla Polski bezpośrednio uczestniczył w tzw. sprawie polsko-krzyżackiej w Budzie, w Konstancji, we Wrocławiu i Rzymie, sam na soborze w Konstancji - i nie tylko, był obiektem ataków krzyżackich jako autor pism procesowych i delegat króla Polski w rozpatrywaniu i osądzaniu tego konfliktu przez najwyższe władze Kościoła. Krzyżaków uważał - idąc za wskazaniem Pisma Świętego - za fałszywych proroków, heretyków i obłudników, wyrażając pogląd, że przynoszą szkodę religii i Kościołowi. Ponieważ zaś bracia Krzyżacy z Prus jawią się w odzieniach owczych a w rzeczywistości okazują w sobie drapieżnego wilka, na podstawie ścisłych słów Ewangelii wynika wniosek, że są oni mężami pozoru i fałszywymi prorokami, przed którymi Chrystus każe się strzec. A w skutek tego jest wniosek ze słów Pańskich, że ten rodzaj ludzi jest zgubny, że jest czystą obłudą i że jest złym drzewem nie mogącym rodzić dobrych owoców. Że ponadto jest to okrutna sekta, wroga Kościołowi Chrystusowemu oraz religii chrześcijańskiej, jak jasno wiadomo z ich dzieł. I w konsekwencji przez Kościół Boży powinna być zupełnie zniszczona.

19 Zupełne zniszczenie Krzyżaków to pogląd i żądanie dość kategoryczne jak na kapłana ale Włodkowic musiał wiele wycierpieć od Krzyżaków zanim sformułował to żądanie w liście do Oleśnickiego, uzasadniając że należy unikać stosunków z heretykami i obłudnikami. Gdyż heretycy służą zgubnej doktrynie, obłudnicy zaś zarażają jadem udanej religii. Tamci atakują wiarę Chrystusową lecz ci srożą przeciw Kościołowi Chrystusowemu. Heretycy usiłują zniszczyć podwaliny, lecz obłudnicy burzą gmach Boży, zbudowany na mocnej opoce... okrucieństwo obłudników gorsze jest od wszystkich innych zbrodni czy grzechów. (I pomyśleć, że pisał to Włodkowic na ćwierć tysiąca lat przed Tartuffe'm Molicra). Nie wahał się też użyć obok okrucieństwa określeń takich jak bezbożnictwo, świętokradztwo, dewocja charakteryzując Krzyżaków. Stwierdzał u nich okrucieństwo i bezbożnictwo, bo przez wiele lat nachodząc państwo Litwinów, paląc i wypalając ich nowiutkie kościoły, a ich samych bardzo ciężko uciskając okrutnymi cierpieniami, chciał (zakon) w nich wytępić wiarę chrześcijańską. Nazywając się zakonem Najświętszej Marii Panny pod nazwą braci świętej Marii prześladują cześć Matki Pańskiej paląc jej kościoły - we Włocławku, wspaniały i potężny, nie tylko ciężko obraził w jego budynku kosztownym i szlachetnym, ale całe jego miasto Włocławek a także diecezję prawie w całości zniszczył i zburzył. Co mam powiedzieć o kościele płockim, który podobnie jest poświęcony czci tejże Matki i chwalebnej Dziewicy, którego to diecezję w połowie, z kościołami i dobrami kościelnymi, ogniem obrócił w perzynę. Zamilczę o metropolitalnym kościele Św. Marii w Rydze w kraju Inflant: tenże niesprawiedliwy sprawca ciemności i ojciec kłamstwa ukrywający się pod czarnym krzyżem... kościół ten zajął... i nędznie zbeszcześcił. I na zakończenie tych przykładów konkluzja Włodkowica: Oto bezbożna religia niesprawiedliwych, świętokradcza świątobliwość podpalaczy i zasłonięta dewocja wilków pod odzieniem owczym, oraz zakonna obłuda Krzyżaków pod pozorem chrześcijaństwa. I chociaż tych mocnych słów nie używa Włodkowic w takim nasileniu w swoich pismach soborowych, pismach oficjalnych na forum międzynarodowym, a jedynie w liście do biskupa - było to jednak pismo równie ważne, poddanego do zwierzchnika - w dodatku do biskupa - w którym autor jednoznacznie określił swoje poglądy na zakon, uchodzący w Europie za uosobienie chrześcijaństwa i obrońcę Kościoła. Ten list jest dokumentem bardzo miarodajnym i wiarygodnym. Pogląd Włodkowica na zakon krzyżacki jako część struktury organizacyjnej Kościoła jako całości, oparty na jego osobistych doświadczeniach, był głęboko uzasadniony i spowodowany podwójną troską autora - żądając likwidacji zakonu bronił Kościół przed dalszą kompromitacją (zostały udowodnione wielkie i różne szkody króla i kościołów oraz innych ludzi tegoż królestwa lecz także jak najwięcej strasznych i zbrodniczych czynów rzeczonych braci. A nikt o zdrowym umyśle nic wątpi, że to są dzieła ciemności, sprzeczne z wszelką religią) i chciał go uchronić przed szkodami jakie zakon wyrządza Kościołowi - a także chciał bronić własną ojczyznę przed dalszymi stratami i szkodami (Otóż wierzy się, że te szkody są tak liczne i tak wielkie, że gdyby sprzedano wszystkie dobra, które mają ci bracia w Niemczech, Italii i gdziekolwiek indziej, nie mogliby dać dobrego zadośćuczynienia królowi Polski). Działania zakonu były wbrew podstawowym zasadom religii (Nie kradnij, Nie zabijaj, Miłuj bliźniego i innym) i wbrew podstawowym prawom kanonicznym i naturalnym. Od początku istnienia ich właściwością była buta, hipokryzja (Po potępieniu Falkenberga prokurator zakonu i wielki mistrz wyparli się Falkenberga, którego sami zatrudnili do działań przeciw Polsce.), intrygi, kłamstwa - nie kończące się na jednym czy kilku wypadkach - ale były to ich metody działania.

20 Sprawę zakonu krzyżackiego i jego win widzi Włodkowic szerzej -właśnie jako sprawę całego Kościoła. Grzeszników - niezależnie kim są we wspólnocie Kościoła. Pisząc o Krzyżakach Włodkowic widział w nich przede wszystkim członków wspólnoty religijnej. A wysoko ceniąc prawa i zasady religii - szczególnie godnym potępienia uznawał odstępstwo od nich znaczących ludzi Kościoła - zakonników, duchownych, hierarchów. Wymagał od nich jako od ludzi i pasterzy owczarni Bożej - wysokich walorów etycznych: miłości bliźniego, prawdy, skromności, sprawiedliwości, altruizmu w kontaktach z ludźmi, miłości Boga i szanowania jego praw. Sam zresztą postępował zgodnie z nimi. Tego wymagał od wszystkich chrześcijan. Ale jeśli religia oczekuje takich zachowań od wszystkich wiernych - to szczególnie oczekuje ich od ludzi Kościoła. Biskupi na podstawie wypowiedzi teologów i kanonistów są zobowiązani aby grzeszników doprowadzić do pokuty. I nie tylko biskupi. Papież pozwalający na to jest tym samym pod ciężkim oskarżeniem przed Bogiem. A przecież władza papieża, pochodząca z nakazu Bożego (Paś owce moje) opiera się ponadto na woli podwładnych, ponieważ, cały Kościół katolicki jest zrzeszeniem wszystkich wiernych, godzi się na to i jest to aprobowane przez bardzo starożytny zwyczaj - podzielając poglądy Zabarelli pisał Włodkowic. Swoją wypowiedzią autor listu chce go przed tym ustrzec. Wreszcie niech się powie Kościołowi, którego głową jest namiestnik Chrystusa, ten zaś jak nie może, tak nie powinien tolerować takich rzeczonych opresji i błędów. Włodkowic, pamiętając reakcję Marcina V na swoje wystąpienie w Konstancji (Marcin V już nie żył w 1432 r.) miał prawdopodobnie przekonanie, że głowa Kościoła zmieni te karygodną sytuację w jego łonie, a przy tym chciał, aby papież był życzliwym rozjemcą w sprawach polskich.

21 4. Wojna i pokój według Włodkowica Interesujące wprowadzenie do tej problematyki jest zawarte w Przedmowie Ludwika Ehrlicha do Dzieł zebranych Pawła Włodkowica. Autor przypomina, że sprawa np. dopuszczalności wojny omawiana była już przez Cycerona, który odróżniał dwa sposoby załatwiania różnic: jeden właściwy zwierzętom, tj. siłą, drugi właściwy ludziom, tj. w drodze rozprawy pokojowej (per disceplationem); do pierwszcgo sposobu można uciekać się, jeżeli nie ma możności zastosowania drugiego; należy zawsze starać się o pokój i to wolny od zasadzek; wojna jest sprawiedliwa tylko wtedy, gdy podjęto ją ze słusznego powodu, tj. bądź odparcia napadu, bądź celem ukarania za krzywdę, czyli aby móc bez krzywdy żyć w pokoju. Cycero wskazywał też szereg zasad, których należy przestrzegać na wojnie. Zagadnienia te przejawiają się wcześnie u pisarzy chrześcijańskich ze względu na przykazania Nie zabijaj, Nic kradnij (np. Orygcnes - żyjący w latach zapowiadał, że chrześcijanie przekują miecze na lemiesze i nie wezmą udziału w żadnej walce przeciw jakiemukolwiek narodowi, nawet w obronie własnego życia, zaś Laklancjusz - żyjący w latach nie widział żadnego usprawiedliwienia do prowadzenia jakichkolwiek wojen, nawet dobro ojczyzny nie wymaga wg niego chwytania za broń, bo byłoby to sprzeczne z dobrem wyższym, ogólniejszym - moralnym prawem bożym, mającym na celu dobro wszystkich ludzi); zajmuje się nim św. Ambroży i jego następca św. Augustyn, a później św. Izydor. W Dekrecie Gracjana z pierwszej połowy XII wieku nie ma jeszcze osobnego działu dotyczącego prawa wojny, ale poruszano te zagadnienia. Dekret ten - wg Ehrlicha - omawiał problem wojny, gdyby grupa biskupów popadła w herezję i gdyby między nimi i wyznawcami doszło do walki zbrojnej (najważniejsze ustępy Dekretu pochodziły z prac św. Augustyna). Innym wykładem problemów wojny w pismach chrześcijańskich tego czasu jest podręcznik dla spowiedników ułożony przez św. Rajmunda z Pe-naforte. dominikanina hiszpańskiego w połowie XIII wieku, który opierając się na Dekrecie Gracjana sformułował pięć warunków tzw. wojny sprawiedliwej (causa, res. persona, animus, auctoritas) - przyczyna, przedmiot, pod-miot. duch. upoważnienie. Obaj autorzy, św. Augustyn i św. Rajmund uznawali zasadę jedynie wojny obronnej i tylko w granicach i dla celów obrony -jako wojny sprawiedliwej.

22 1. Przyczyną wojny sprawiedliwej wg Rajmunda jest konieczność, aby przez walkę zachować pokój np. obrona gdy cię napadną. 2. Warunkiem takiej wojny może być jej przedmiot - zarówno obrona jak też potrzeba odebrania tego, co nieprawnie zabrano. 3. Innym warunkiem jest podmiot (persona) np. nie może walczyć osoba duchowna, gdyż nie wolno jej rozlewać krwi (W średniowieczu obchodzono ten warunek - duchowni uczestnicząc w bitwach nie brali ze sobą miecza czy noży dla obrony własnej tylko tępe maczugi, które zabijały ale nie wylewały krwi - jak pisze P. Zumthor w Wilhelmie Zdobywcy). 4. Ważnym także warunkiem był duch (animus), postawa w walce - aby nie walczono z zemsty, z nienawiści lub chciwości - ale ze względu miłości, sprawiedliwości i posłuszeństwa. 5. Warunkiem wojny sprawiedliwej jest rozpoczynanie jej tylko na podstawie upoważnienia (auctoritas) - dla każdego wypadku indywidualnie - np. monarchy skrzywdzonego, gdy ten nie mógł w inny sposób zapewnić sprawiedliwości, lub z upoważnienia Kościoła (papieża). Taki charakter miały np. wyprawy krzyżowe, wojny sakralizowane, za przyczynę których odpowiedzialność za wojnę przed Bogiem brał papież - głowa Kościoła. Powyższe warunki wojny sprawiedliwej aprobowane były przez Henryka de Scgusio kardynała Oslii (Oslyjski) i św. Tomasza z Akwinu, który jedynie połączył - przedmiot (persona) i przyczynę (causa) i dodał zakaz wojowania w dni świąteczne. Ta aprobata największego myśliciela i uczonego Kościoła w wieku XIII anielskiego doktora, twórcy uniwersalizmu średniowiecznego - uwierzytelniała to prawo wojny sprawiedliwej. Dwaj polscy uczeni i rektorzy Akademii Krakowskiej - Stanisław ze Skarbimierza i Paweł Włodkowic nadali mu bardziej nowoczesną interpretację. Włodkowic konfrontował je ponadto z konkretną rzeczywistością - wojnami toczonymi w środkowej Europie, w jego ojczyźnie, wojnami inspirowanymi i prowadzonymi przez władców chrześcijańskich, w dodatku zakonników. Włodkowic, analizując problem wojen prowadzonych przez Krzyżaków - i broniąc się jako przedstawiciel Polski przed ich atakiem podczas soboru powszechnego w Konstancji, powoływał się na poważne autorytety prawników Kościoła - ale sięgał głębiej - aż do istoty chrześcijaństwa, do jego warstwy etycznej. Bliższy był w tych poglądach pierwszym myślicielom chrześcijaństwa - Orygcnesowi, Laktancjuszowi, św. Ambrożemu. W Quoniam error z 1417 roku pisze wprost: Wojowanie... jest nie tylko samo w sobie sprzeczne z należytym porządkiem sprawiedliwości i niesprawiedliwe... ale zarazem jest zakazane prawem Boskim. Wg niego Nie może godziwie papież ani cesarz dać komuś możliwości najeżdżania niewiernych, ujarzmiania ich i zajmowania ich państw bezwarunkowo i bezpośrednio do szerzenia wiary. Tymi słowy Włodkowic wychodzi poza tezę i warunek wojny sprawiedliwej - w imię szerzenia wiary (wojny uświęconej -jak ją nazywano w średniowieczu), bo prowadzenie niewiernych do wiary katolickiej przez agresję, przez zbrojne wojowanie albo przez zabieranie dóbr doczesnych (wydaje się) sprzeczne z prawem Pisma Świętego.

23 To w odniesieniu nawet do wojny z poganami, wojny sakralizowanej, prowadzonej przez kilka wieków przez Kościół katolicki. Jest to nowe w poglądach na wojnę w europejskim średniowieczu. I tę nowość w poglądach na wojnę wnosi Paweł Włodkowic. Wg niego nie tylko Wojna bowiem z istoty swej nie może być przyczyną wiary bo Wojowanie jest nie dla popierania wiary chrześcijańskiej lecz raczej dla przeszkadzania jej. A w liście do kardynała Oleśnickiego pisze pełnym głosem: Droga wojny jest zła i niebezpieczna. I omawiając dalej wszystkie pięć warunków wojny sprawiedliwej, przyjętej i usprawiedliwionej Dekretem Gracjana oraz aprobatą św. Tomasza z Akwinu - na przykładzie wojen prowadzonych przez Krzyżaków stwierdza, że w tej konkretnej rzeczywistości wszystkie te warunki są pogwałcone - a mimo to ówczesny świat i Kościół ich nie potępia - wręcz przeciwnie, to ofiary - czyli Polska i kraje bałtyckie czyni się winnymi i gwałcicielami - mimo, że rzeczeni Krzyżacy nigdy nie mieli wojny sprawiedliwej, lecz zawsze niesprawiedliwą, pod wszystkimi wymienionymi względami. Stąd Włodkowic potępią w ogóle wojnę jako złą i niebezpieczną a w stosunkach między państwami drogę trudną i niebezpieczną, gdyż u jej podłoża zwykle leży niesprawiedliwość i konsekwencją jest niesprawiedliwość. Dlatego droga wojny jest nie do przyjęcia i ze względu na sprzeczność istoty wojny z Pismem Świętym - podstawą chrześcijaństwa i ze względu na niesprawiedliwość i nieskuteczność tej formy rozwiązywania konfliktów między narodami, między państwami. Wojna wg niego jest pogwałceniem podstawowego prawa człowieka - prawa naturalnego i prawa Boskiego, sformułowanego w Dekalogu w nakazie Nie zabijaj!. Zaś drogą rozwiązywania spraw spornych między państwami jest droga prawna -pozwalająca zachować sprawiedliwość. Potępiając wojnę, Włodkowic jednoznacznie określił pokój jako wartość najwyższą. Utożsamia go z Bogiem, prawdą i życiem - wyrażonym w Piśmie Świętym: Jam jest droga i prawda i życie. I dlatego nakaz ewangeliczny to Właśnie droga, po której należy iść do prawdziwego pokoju, poza którą nie ma innej. Jest też prawdą wiecznego światła i najwyższego pokoju, bez której cokolwiek jest, jest ciemnościami. I nie ma żadnego prawdziwego pokoju bez niej, gdyż bez Niego nic się nie staje. Jest ponadto życiem, bez którego nie ma zbawienia. To Bóg, w którego służbie są wszystkie czasy, rządzący wszystkim, dobrzeje urządzający taką rangę nadaje pokojowi i człowiek wg Włodkowica stworzony na obraz i podobieństwo Boga, winien go w tym naśladować. Poglądy Włodkowica o pokoju wyrastają z jego głębokiej wiary i wiedzy religijnej, z jego postawy prawdziwego chrześcijanina, z jego przekonań - może wyrosłych z doświadczeń konfliktu z Krzyżakami i znajomości tego zakonu - że pokój jest podstawową chrześcijańską i uniwersalną wartością. Jeśli jako prawnik i teolog analizował konsekwencje tylko sakralizowanych wojen, nawet tych sprawiedliwych, nie mówiąc już o wojnach niesakralizowanych - musiał dojść do konkluzji, że niewiele one mają wspólnego z Ewangelią i ze sprawiedliwością. Stąd uznanie dla umiłowania pokoju pierwszych chrześcijan, ich wierności ewangelicznemu nakazowi miłości bliźniego i nie zabijania go.

24 Stąd zwrócenie uwagi na człowieka, głównego podmiotu życia zbiorowego na Ziemi. Nie należy wierzyć, iż można osiągnąć pokój z tym, który nie chodzi w pokoju Chrystusa ani w prawdzie Boga. Włodkowic tymi słowami łączy pokój bezpośrednio z Chrystusem i z prawdą Boga - jako zobowiązanie chrześcijanina, zobowiązanie życia w prawdzie i czynienia pokoju. Do prawdziwego pokoju - wg Włodkowica - nie można dojść z tym, który idzie bez drogi, nie wiedząc dokąd idzie, lub który idzie w ciemnościach bez światła. Czyż nie rani nóg o kamienie, gdy powiada Pismo: Czyż przez niecierpliwość nie zostaje wykluczony i zaprzeczony prawdziwy pokój - Chrystus? A kto ze sobą jest w niezgodzie, jak zgodzi się z drugim?. W powyższych słowach wyrażone jest przekonanie Włodkowica, że pokój w ujęciu szerszym, społecznym jest ściśle związany z życiem wewnętrznym ludzkiej jednostki, z jej wewnętrznym ładem, opartym na wierze w Boskie prawdy, w wartości - uświadomione, aprobowane i stosowane. Człowiek ma wiedzieć do czego zmierza, jak ma iść do tego celu. wybrać najprostszą, najskuteczniejszą do niego drogę. Powyżej przytoczone poglądy Włodkowica o wojnie i pokoju wiązały się z jego osobistymi doświadczeniami jako duchownego, jako posła królewskiego, jako obywatela Polski. Sobór powszechny w Konstancji był wynikiem walk wewnętrznych w łonie samego Kościoła - i nawet terenem tych walk w czasie jego obrad, a Polska od ponad stu lat była uwikłana w zaborczą wojenną politykę zakonu krzyżackiego. Uwikłany bezpośrednio w te sprawy Włodkowic dał wyraz własnym refleksjom na powyższe tematy. A wywody jego są niezwykle interesujące - nikt wówczas poza nim i Stanisławom ze Skarbimierza nic sformułował takich poglądów na wojnę i pokój.

25 5. Inne poglądy Pawła Włodkowica Równie interesujące są poglądy Włodkowica na sprawiedliwość i naturę człowieka, co także wiązało się z jego profesja, prawnika i kapłana działającego w środowisku ludzi i uczestniczącego w tym. co współcześnie nazwalibyśmy wymiarem sprawiedliwości (prawem stosowanym). Wg Włodkowica sprawiedliwość to w szerokim rozumieniu postępowanie zgodne z prawem ale równocześnie i wartość moralna i postawa człowieka chrześcijanina. Stosuje to pojęcie w różnych znaczeniach i odniesieniach. Rozpatrując sprawiedliwość jako wartość niżej ją klasyfikuje niż miłość - niemniej jest ona cnotą - która to sprawiedliwość jest cnotą moralną niższą od miłości. Niemniej jest wartością. Uzasadnia też związek sprawiedliwości z prawdą i prawem oraz ich podstawowy sens, istotę. Prawo wydaje się nie dla słów ale dla rzeczy - czyli funkcjonowania w warunkach życia społecznego zgodnie z poczuciem sprawiedliwości. Wszelka rzecz, wskutek jakichkolwiek przyczyn się rodzi, przez te same - działające przeciwnie - jest kończona. Prawo i sprawiedliwość ma swoje przyczyny powstania i funkcjonowania - jeśli prawo funkcjonuje niezgodnie z jego istotą, założeniem wynikającym z jego powstania - będzie zaprzeczeniem - końcem prawa i praworządności, a tym samym sprawiedliwość w danych warunkach społecznych. Wg Włodkowica to co następuje określa to co je poprzedza, a to co się mówi, należy przyjmować wedle materii, o której tu mowa, mianowicie wedle materii sprawiedliwości. Oznacza to, że dla uzyskania sprawiedliwości (sprawiedliwego wyroku) należy stosować prawo uwzględniając wszystkie okoliczności, całą złożoność materii sprawiedliwości, aby np. wina była udowodniona, bo winy nie domniemywa się z mocy prawa, jeżeli nie będzie udowodniona, przyjmuje się zaś z mocy prawa domniemanie niewinności takiej przyczyny, gdzie wiadomość nie jest udowodniona. I co bardzo ważne w wymiarze sprawiedliwości - w prawie stosowanym: Przez fałsz nie udowodni się jakiejś prawdy, gdyż jest prawdy pozbawiony, podobnie Jak wyrok wydany na podstawie fałszywego dokumentu nie ma mocy, tak nadanie na podstawie fałszywej przyczyny. Te słowa i osąd stosowania prawa Włodkowic wyniósł z uczestnictwa w procesie polsko-krzyżackim. W wymiarze sprawiedliwości nic można równocześnie stosować sprzecznych z sobą, różnych praw (co było praktyką Krzyżaków), Nie może bowiem ten sam zakon, czy ta sama rzecz lub ciało być sądzone rozmaitymi prawami. Włodkowic wyraził ten pogląd stwierdzając, że może w stosowaniu prawa wystąpić to, co współcześnie nazywa się manipulacją prawem i czego ciągle doświadczał pełniąc funkcję królewskiego prokuratora w sprawie z Krzyżakami. Był oburzony takim postępowaniem prawnym, uznając je za sprzeczne z poczuciem sprawiedliwości, z jej istotą. Pozwala to sądzić, że wg niego prawo jest narzędziem sprawiedliwości wtórnym wobec niej. Sprawiedliwość wg Włodkowica winna cechować postawę i postępowanie każdego człowieka, chrześcijanina, który kierując się Pismem Świętym winien kierować się miłością Boga, bliźniego i prawdy - co wiąże się z postępowaniem sprawiedliwym w całym życiu. Szczególnie zaś wyeksponował konieczność posiadania postawy sprawiedliwego u ludzi Kościoła: Sprawiedliwość nakazuje pasterzom ewangelicznym baczyć na stada Pana dla ich obrony, powiadając - tych to prałatów zaniedbujących łaje Pan. Sprawiedliwość duchowieństwa wg Włodkowica wyrazić się winna (sprawiedliwość nakazuje) w odpowiedzialności za innych, za członków wspólnoty religijnej, a co można także tłumaczyć jako przestrzeganie praw Boskich, przestrzeganie norm etycznych, opiekowanie się bliźnimi i kochanie ich, dawanie przykładu swoim postępowaniem.

26 Sprawiedliwość winna znamionować każdego człowieka - chrześcijanina i niechrześcijanina, maluczkich i wielkich, najwyższego pasterza ewangelicznego, papieża i poganiacza mułów - człowieka jako indywidualność i jako zbiorowość. Sprawiedliwość winna cechować szczególnie stosunki wynikające z przynależności do grup - religijnej, narodowościowej (za czasów Włodkowica), czy szerzej - grup zawodowych, kulturowych, orientacji politycznych i organizacji (np. państw) i innych. Skutki nie przestrzegania sprawiedliwości, łamania jej przez wielkie zbiorowości przynoszą masowe straty i krzywdy. Z bólem pisał o tych skutkach Włodkowic w liście do biskupa Oleśnickiego po napadzie Krzyżaków na Polskę, zaś ludzie XX wieku znają je ze skutków dwu wojen światowych i z najbardziej współczesnych sytuacji Europy i świata. Sprawiedliwość -jako wartość i norma etyczna winna obowiązywać także w polityce - to przesłanie i ten pogląd wynika ze wszystkich prac Pawła Włodkowica. Nie mniej interesujące są jego poglądy na naturę ludzką, na człowieka jako takiego. Jego prace świadczą, że był wielkim moralistą swoich czasów, choć żadne z jego pism nie poświęcone jest temu problemowi bezpośrednio - są to przecież prace prawnicze. Może jedynie list do Oleśnickiego zawiera najwięcej rozważań o charakterze moralnym. Ale także prace konstancjańskie nie są ich pozbawione. Włodkowic, jako prawy chrześcijanin, pojmuje człowieka zgodnie z la religią. Wedle natury ludzkiej, wedle której człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boga. należy z miłości kochać każdego wedle przykazania Boskiego - pisze w roku Człowiek został stworzony przez Boga i winien być doń podobny - a więc sprawiedliwy, dobry, czysty i prawy w swoich myślach i uczynkach, kochający Boga i drugich ludzi (bliźnich - braci - nawet jeśli są poganami), postępujący zgodnie z dekalogiem, który szczegółowo określa, co winien czynić człowiek i jak żyć. Wzorem człowieka dla Włodkowica był ziemski żywot Chrystusa - pozbawionego egoizmu, służącego innym, stroniącego a nawet odpychającego ziemskie bogactwa i zaszczyty jako źródło zła, rozumiejącego innych i wybaczającego, skromnego, walczącego z wewnętrznymi wątpliwościami, odważnego w postępowaniu z otaczającym go złem, sprawiedliwego, prostolinijnego i prawego, poświęcającego się dla bliźnich aż do granicy życia. Aprobując taki wzorzec człowieka Włodkowic jasno i spontanicznie - zwłaszcza w liście do Oleśnickiego - nazywał i potępiał postępowanie niezgodne z tym wzorcem. Uosobieniem odstępstwa od wzoru człowieka stworzonego przez Chrystusa, byli Krzyżacy. To im zarzucał największe grzechy i zbrodnie: bezbożność, niesprawiedliwość, świętokradczą świątobliwość, podpalenia, zasłonistą dewocję (wilków pod odzieniem owczym), zakonną obłudę pod pozorem chrześcijańskim, zabójstwa i mordy niewiernych, zachłanność i zaborczość, pychę i pogardę dla innych, żądzę panowania (z samej chęci otrzymania obcych państw i żądzy panowania prowadzili wojny ), kłamstwa, szalbierstwa i intrygi (np. dla uzyskania tzw. nadań im ziem przez Fryderyka II czy Konrada Mazowieckiego), wojowniczość równoważną z bandyckimi napadami na bezbronną ludność (np. w 1431 roku) i rabunkiem domostw i kościołów chrześcijańskich, ciągłą wrogość do ludzi niezmienną a więcej niż pogańską, najsroższe okrucieństwo (a okrucieństwo obłudników gorsze jest od wszystkich innych zbrodni czy grzechów - pisał w liście do Oleśnickiego), gwałcenie umów, nieposzanowaniem praw boskich i ludzkich i łamanie podstawowych nakazów moralnych chrześcijaństwa - jest to okrutna sekta, wroga Kościołowi Chrystusowemu oraz religii chrześcijańskiej.

27 Od najgorszej strony widział więc także Włodkowic naturę człowieka choć nie był nieprzyjacielem osób lecz nieprawości a przewrotności, które postrzegał wokół siebie i bezpośrednio doznawał na soborze w Konstancji (oskarżony o herezję grożącą stosem) jako człowiek i jako przedstawiciel narodu i państwa. Bolał nad tym bardzo, zwłaszcza, że uosobieniem lego co najgorsze byli ludzie jego religii, ludzie Kościoła. Analizował tę dziedzinę ludzkiej postaci i może postrzegał ją jako chorobę (Bardziej winniśmy boleć nad tymi, którzy złe czynią, niż którzy złe cierpią), bo normalnością zachowań zbrodniczych u zakonników nie mógł nazwać i pojąć, zaś jako chorobę - można zrozumieć. Uważał, że postępując lak, jak postępują, ludzie ci czynią zło także sobie (Kto dla siebie jest zły, dla kogo jest dobry?). I obowiązek chrześcijański nakazuje im pomóc w przezwyciężeniu zła, w wychodzeniu z choroby. A Im bardziej widzi się, że choroba jest zakorzeniona, tym większej trzeba będzie staranności i więcej środków. Środki te widzi Włodkowic przede wszystkim w przeciwstawianiu się czynionemu złu, bo Ze swej niegodziwości nikt nie powinien odnosić korzyści, a jeśli jest to bezkarne - to rozzuchwala czyniącego zło i rozszerza się ono. Błąd, któremu się nie przeciwstawia otrzymuje aprobatę, a prawda której się nie broni zostaje zwyciężona. Powyższe osądy Włodkowica dotyczące ludzi świadczą o jego racjonalnym postrzeganiu natury człowieka, widział ją w całej różnorodności - od prawości i wierności ideałom aż do zbrodniczości, od tego co najlepsze w człowieku (wg wzorca Chrystusowego) do tego co najgorsze. Nie pozostał jednak obojętnym wobec człowieka - i nie utracił w niego wiary. Uważał, że tym którzy błądzą należy pomóc doprowadzając ich do dobrych dróg, a tych którzy czynią wielkie zło (chorzy?) należy powstrzymywać, rozumiejąc i współczując ich chorej duszy. Poglądy takie i postawa Włodkowica bliska jest późniejszemu humanistycznemu pojmowaniu człowieka.

28

29

30


Pobierz ppt "Autorzy: Justyna Charzyńska, Magdalena Bialik, Anna Pawlak, Paulina Caban, Aleksandra Majewska, Olga Rypińska, Olga Radolińska, Katarzyna Zarębska, Paulina."

Podobne prezentacje


Reklamy Google