Pobieranie prezentacji. Proszę czekać

Pobieranie prezentacji. Proszę czekać

WYNIKI ANKIETY Krystyna Engelhardt Ks. Tomasz Kancelarczyk Romuald Zańko Jacek Kazimierczak.

Podobne prezentacje


Prezentacja na temat: "WYNIKI ANKIETY Krystyna Engelhardt Ks. Tomasz Kancelarczyk Romuald Zańko Jacek Kazimierczak."— Zapis prezentacji:

1

2

3

4 WYNIKI ANKIETY

5

6

7

8 Krystyna Engelhardt Ks. Tomasz Kancelarczyk Romuald Zańko Jacek Kazimierczak

9 1. Pani Krystyna Engelhardt bizneswoman

10

11

12

13

14

15 4. Ks. Tomasz Kancelarczyk -organizator szczecinśkiego Marszu Dla życia; obrońca nienarodzonych Marsz jako ochrona słabszych dotyczy obrony Życia, i to Życia tego najsłabszego. Myśli, że są w nas takie niezakłamane pokłady dobra, które nas wiodą do tego, abyśmy tych słabszych bronili. ~Pierwsze spotkanie z MDŻ Kiedy pierwszy raz spotkałem się z tą inicjatywą, to byłem pierwszym i najgorszym przeciwnikiem MDŻ. Dlaczego? Dlatego, że wtedy MDŻ w Szczecinie liczył uczestników. Ja to nazywałem wprost: "to jest antyświadectwo!". ~O młodzieży W gronie organizatorów mówiłem, że nie wolno nam oraganizować czegoś, co jest antyświadectwem. Gdzie są młode osoby, które, ja wiem, że są bardzo mocno za życiem i za sprawami trudnymi. Dlaczego nikt ich nie potrafi zachęcić do tego, żeby brały udział w MDŻ. Bardziej MDŻ przypominał pochód emerytów, rencistów. Nic nie ujmując tej grupie wiekowej, ale brakowało tam rodzin z dziećmi i przede wszystkim młodzieży. W Szczecinie jest tendencja ku młodości. Dlaczego? Bo,i tu się przyznam, że to jest jakąś moją zasługą, że poważnie potraktoławem młodzież.

16 ~Hasła MDŻ W tamtym roku młodzi zgromadzeni wokół Civitas Christiana postanowili, tak spontanicznie, bo ja to wyłapałem i powiedziałem: "no genialne, to jest to!". Oni nie wiedzieli o co chodzi, co jest "to". -No hasło. -Jakie hasło? -To, co poweidzieliście: Liczy się prawda! ~Dlaczego młodzi? ~Młodość ma to do siebie, że nie idzie na kompromisy, jest taka zdecydowana, zdeterminowana i w wypowiedzi chce byś czysta, jaskrawa. Mówię to z całą odpowiedzialnością: młodzież jest NIEODPOWIEDZIALNA. Jest nieodpowiedzialna w tym znaczeniu, że czasami podejmuje głupie decyzje, ale też w tym, że idzie naprzód, nie ogląda się wokół, nie zastanawia, co powiedzą ludzie, ale za wszelką ceną, niestrudzenie dąży do osiągnięcia celu. W tym roku, przyznam się, że hasło nie wypłynęło od młodzieży. Wypłynęło od takiego młodego człowieka. Jak ja. Ja się uważam za człowieka młodego i dlatego powiedziałem, że moje zdanie w tej materii się liczy, ale pytałem się, oczywiście, młodzieży, czy to hasło jest dobre. ~Jak ktoś mnie pyta, czy obrona życia ma wymiar patriotyczny...Tak! Jak najbardziej. Każdy, kto ma jakiż ogląd co do demokracji naszego kraju, wie, że to jest kwestia przeżycia naszego narodu - obrona życia. Jeżeli nie zmienimy mentalności na mentalność życia, to będzie bardzo źle z nami. /Wywiad przeprowadziła Natalia Modro

17 3.Romek Zańko Podróżnik, właściciel fundacji Pod Sukniami W kategorii Podróż roku największe uznanie zyskali sobie Romuald Zańko i jego syn Jonasz Zańko za ponaddwumiesięczną wyprawę autostopem do Japonii. W tym roku jury Nat. Geographic Traveler nagrodziło team ojciec i syn, za podróż przez Ukrainę, Syberię i Sachalin do Kraju Kwitnącej Wiśni i... za wiarę w ludzi. Roman Zańko z 11- letnim synem Jonaszem od kilku lat podróżują autostopem po świecie […] Pod koniec lipca 2007 r. zapakowali do plecaków parę setek pluszowych misiów, które rozdawali na pamiątkę dzieciom w czasie podróży, wzięli do kieszeni 120 euro i wyruszyli ze Szczecina do Japonii. Podróż zakończyli w Szanghaju po ponad dwóch miesiącach wędrówki... P: Wyrusza pan w drogę…nie boi się pan wsiadać do samochodów obcych ludzi? O:Czasami, zastanawiamy się – wsiadać czy nie? Ale w Azji poważniejszym problemem jest dogadać się z kierowcą, żeby, mimo dobrych chęci, nie wywiózł nas w miejsce o wiele gorsze niż to, z którego właśnie nas zabiera. Takie, z którego ciężko będzie się wydostać, bo nie zatrzymują się tam samochody i nie da się złapać kolejnego stopa. P: Jak się pan dogaduje w drodze? O:Trochę mówię po rosyjsku. Angielskiego właściwie nie znamy. Ale jeździmy do krajów, w których nasz angielski doskonale się sprawdza. Miejscowi mówią podobnie jak my. Zdarza się, że turysta mówi bardzo dobrze po angielsku, ale ma problemy, żeby się dogadać, bo używa zbyt trudnych i poprawnych wyrażeń. Dlatego nasze ja chcieć jeść sprawdza się o wiele lepiej niż wyrafinowane sformułowania.

18 Poza tym zawsze uczymy się paru zwrotów w lokalnym języku. Jednym z naj- ważniejszych dla nas jest: Nie mam pieniędzy. W wielu krajach darmowy autostop nie funkcjonuje, trzeba od razu powiedzieć, że my bez pieniędzy. P: Gdzie szuka pan informacji przed podróżą? O: Studiowałem religioznawstwo i mam wiedzę o Azji. Najbardziej interesują mnie spot- kania z ludźmi i kulturą. Jak ktoś jedzie do innego kraju, musi poznać jego religię oraz kulturę. P: Naprawdę sama znajomość religii wystarczy? A formalności, wizy, szczepienia? O: Informacje o wizach są na stronach internetowych ambasad. A szczepienia? Nie szczepię się. Wiem, że to dyskusyjna sprawa i nie chcę się nad tym rozwodzić. Nie chcę wyjść na idiotę co się niczym nie przejmuje. Przejmuję się i jest to dla mnie problem. P: Nie bał się pan tak podróżować z dzieckiem?. O: Podróżujemy od lat i zawsze dajemy sobie radę. Ale absolutnie nie namawiam nikogo, żeby mnie naśladował. P: Pomaga pan rozwijać się niepełnosprawnym… O: Absolutnie nie pomagam. Wiem, strzelam sobie gola, bo używanie haseł: niepełnosprawni czy bieda ułatwia zdobcie pieniędzy. My tego nie robimy. Na co dzień muszę żebrać, żeby utrzymać fundację. Prowadzę galerię, organizuję im wystawy nie dlatego, że są niepełnosprawni, tylko dlatego, że robią świetną sztukę, gotujemy, muzykujemy. Nie można robić sensacji z tego, że ktoś jest niepełnosprawny. Podczas warsztatów grupa zawsze nierówno gra na instrumentach. Pewnie mogliby się nauczyć.. Ale po co? My, sprawni, zamiast skupiać się na ich nierównym graniu, powinniśmy nauczyć się dostrzegać emocje tych ludzi. Zauważyć ich pomysły, radość, siłę. I je docenić. /opracowała Maria Marlicz- na podstawie wywiadu National Geographic 2010

19 4. Jacek Kazimierczak P:Na czym polega pana praca? O:Tak naprawdę, moja praca to organizowanie pracy innym ludziom. Moje firmy prowadzą menadżerowie, którzy konsultują ze mną swoje pomysły, problemy i bieżące sprawy. Ja trzymam pieczę nad wszystkim. Nie jest to praca fizyczna. P:Czy potrzebne są do tego jakieś studia? O:Skończyłem studia socjologiczne. Początkowo zajmowałem się dziennikarstwem- pisałem artykuły do już nie istniejącego Dziennika Szczecińskiego, Kuriera Szczecińskiego, kilka lat udzielałem się też w radiu (Polskie Radio Szczecin), ale to były audycje na żywo, więc nie radziłem sobie dobrze. Wtedy wymogi językowe były wysokie, to była wyższa szkoła jazdy. To były inne czasy- lata 90-te, przed powstaniem rozgłośni komercyjnych. Pochodzę z Choszczna, a kiedy tu przyjechałem, byłem całkowicie pozbawiony środków finansowych. Z dziennikarstwa dużo kasy nie było, a trzeba było się utrzymywać, więc szukałem pracy w różnych firmach, najczęściej jako przedstawiciel handlowy. W tamtych czasach byli oni potrzebni, a nie było żadnych wymogów- jak się ma 19 czy 20 lat nie ma się żadnego doświadczenia zawodowego. Moje studia nie były szczególnie trudne, więc studiowałem dziennie i pracowałem. Moi znajomi myśleli, że kiedy dostaną dyplom, to ich życie nagle się zmieni. Przez studia nie pracowali, nagle dostają dyplom i dostają sto tysięcy różnych ofert pracy. Okazało się że to nieprawda. Ja miałem doświadczenie handlowe, rozmowy z ludźmi, więc trochę ofert pracy dostałem. Pracowałem w agencji reklamowej, ale kiedy stwierdziłem, że już nie idzie do przodu… Dobre pomysły, ale nie realizowane…

20 Jak ma się pomysły, to trzeba je realizować. Jak ich się nie realizuje, to zostają na poziomie twoich marzeń, pomysłów i to nie zmieni rzeczywistości. Zmiana rzeczywistości następuje wtedy, kiedy zaczyna się coś realizować. To, co wymyślisz. Po dwóch latach odszedłem z agencji reklamowej, poszedłem do banku, ale to nie była praca dla mnie, nie nadawałem się. Za to klienci z agencji reklamowej, których poinformowałem, że kończę moją działalność w tej branży, jakoś zżyli się ze mną. Nie przeszli nad tym do życia dziennego, ale dzwonili, żeby to im zrobić, tamto… Po 3 miesiącach opuściłem bank i postanowiłem realizować to, co oni potrzebują. Jak się zakłada swoją firmę to początki nigdy nie są łatwe. Z reguły nie ma tyle zleceń, nie ma tyle zamówień i pierwsze miesiące były dosyć słabe, ale finansowo jakoś się to poukładało. To były też inne czasy. Teraz jest kryzys, dużo mniej firm na rynku, wtedy nie było to na takim poziomie jak teraz. Ci klienci zostali ze mną i są aż do dzisiaj. W pewnym momencie agencja reklamowa się poukładała, a ja stwierdziłem, że mam zbyt dużo czasu i chciałbym coś jeszcze robić. Wyszedł pomysł sklepu. Po sześciu latach prowadzenia agencji i sklepu stwierdziłem, że znowu mam za dużo czasu i postanowiłem go zagospodarować. Wtedy pojawiła się pizzeria, którą prowadzę już 2 lata. P:Obecnie się pan nie nudzi? O:Problem w tym, że mam jakieś swoje hobby i pasje. Żegluję, staram się pływać na desce, ale nie zawsze jest na to czas. Historia jest taka, że Gruby Benek powstał, gdy miałem pół roku wolnego. Wypłynąłem na miesiąc na regaty, jeździłem na różne koncerty, pływałem na desce, ale stwierdziłem, że przesadziłem z urlopem i czas trzeba zagospodarować.

21 Ale okazało się, że jest to taki kamyczek, który przeważył szalę. Pizzeria wymaga dużo czasu i poświęcenia. Żegluję, ale jakieś 3 tygodnie w skali roku bycia na wodzie, nie pamiętam, kiedy surfowałem na desce. Od czasu do czasu jeżdżę na Hel i na ciekawsze koncerty, ale czasu jest dużo mniej. P:Czy jest pan dumny z tego, co pan dokonał? O:Tak. Pochodzę z dysfunkcyjnej rodziny, a poza tym byłem bardzo nieśmiałą osobą i nie potrafiłem podejmować decyzji. Nie miałem wzorca faceta w domu, co jest według mnie ważne. Byłem nijaki i kiedy zauważyłem, że przeszkadza mi to w życiu i do niczego nie prowadzi, zacząłem mocną pracę nad sobą. Byłem nieśmiały, więc zatrudniłem się jako przedstawiciel handlowy albo działałem jako dziennikarz. Ja, jako Jacek, byłem nieśmiały, nie chciałem się z ludźmi kontaktować, bałem się tych kontaktów. Ja, jako Jacek-dziennikarz byłem zupełnie inną osobą. To była terapia. A jeśli chodzi o podejmowanie decyzji, to obecnie muszę podejmować nawet kilkadziesiąt decyzji dziennie. Od małych, po duże, strategiczne. Kiedyś bym tego nie potrafił zrobić. Z tego jestem dumny. Udało mi się stworzyć byt materialny, obecnie daję zatrudnienie dwudziestu osobom. I to wszystko stworzył facet, który podczas studiów nocował u kolegów lub przypadkiem odwiedzał ich w porze obiadu. Kiedyś jeździłem na kolonie z dzieciakami z domów dziecka. Zawsze zastanawiałem się, jak tym dzieciom można pomóc. Wydawało mi się, że wzięcie takiego dzieciaka do swojego domu na weekend i zapewnienie mu odpowiednich warunków, zaproszenie na lody i opiekowanie się nimi. Potem życie to zweryfikowało- bardziej mogę im pomóc jako pracodawca. Na co dzień o byciu dumnym z siebie nie myślę. Robię swoje.

22 P:Lubi pan Szczecin? O:Szczecin? Lubię ludzi, którzy tutaj żyją. Sam Szczecin stracił swoją szansę. Wygląda coraz gorzej, dzieje się tu coraz mniej. W środku tygodnia jest jakiś ruch, coś się dzieje, jeżdżą tramwaje, samochody chodzą ludzie, ale w weekendy nic się nie dzieje. Nie ma takiego życia. Coś takiego jest we Wrocławiu, w Poznaniu, nie mówiąc już o Warszawie. W weekend miasto przestaje żyć. Zaczyna około 21 lokalami. To nic fajnego. Może problem jest w architekturze Szczecina, który został przecież zburzony podczas II Wojny Światowej i do dzisiaj nie udało się wyodrębnić takiego rynku, jaki w innych miastach koncentruje to życie. To nie jest jedyny problem. Stocznia została znacjonalizowana, utopiona przez politykę. Jest jakaś wizja biurowców, które mają zasilić firmy, ale czy znajdą się chętni, żeby w tych wieżowcach być i nakręcić gospodarkę Szczecina…. Ja, mówiąc szczerze, nie widzę tego na dzisiaj. Widzę co się dzieje- został zbudowany Oxygen, w którym nie są zajęte powierzchnie, koło siedziby Kuriera Szczecińskiego jest biurowiec, chyba nawet w połowie niezasiedlony. Tak naprawdę Uniwersytet i studenci nadają miastu ton. P:Ma pan jakieś propozycje zmiany Szczecina? O:Pod względem wizualnym- powinny zostać wyremontowane wszystkie piękne kamienice. Był kiedyś taki plan rewitalizacji centrum Szczecina, to znaczy Jagiellońskiej, Deptaku Bogusława, 5. Lipca., takich starych ulic, gdzie są piękne kamienice. Niestety, do tej pory na to się środki nie znalazły i zacząłem wątpić, że się znajdą. Ze Szczecinem jest taki problem, że jest na uboczu. Problem jest też z patologicznymi rodzinami. Patologiczna babcia z dziadkiem, patologiczni rodzice, patologiczne dzieci, które stoją w bramie i piją piwo. Ja jestem za tym, żeby takich ludzi wyeksmitować, a mieszkania udostępnić ludziom, którzy będą o nie dbali. To nie jest tak, że ja jestem bez serca. Ja tych ludzi poznałem. Oni nie chcą zmiany, nie chcą nic.

23 To nie jest tak, że ja jestem bez serca. Ja tych ludzi poznałem. Oni nie chcą zmiany, nie chcą nic. Gospodarczo- chciałbym, żeby przemysł stoczniowy wrócił do Szczecina, żeby pomysł z biurowcami wypalił. I chciałbym rewitalizacji centrum miasta. P:A co pan sądzi o projekcie Floating Garden? O:Jest on w fazie pomysłu. Poza tym, nie ufam osobom, które go tworzyły. Jeśli ktoś w 2010 roku mówi, że zrealizuje projekt w 2050, to jest to tak naprawdę propaganda. Wolałbym, żeby te pieniądze były przeznaczone na gospodarkę, a na resztę kasa się znajdzie. Cel jest szczytny, ale pomysł nie jest zrealizowany. Mówienie i myślenie o tym nic nie zmieni. Trzeba wyjść z domu i ponieść trud realizacji, być konsekwentnym. P:Ma pan ulubione miejsce w Szczecinie? O:Przystań nad jeziorem Dąbie (śmiech). Lubię wiele miejsc. Deptak Bogusława, który jest jeszcze niedokończony. Lubię też Stare-Nowe Miasto, Wały Chrobrego i nawet Wojska Polskiego. Lubię miejsca, w których można usiąść i delektować się spokojem. P:Co pan sądzi o Szczecinianach? O:Są to ludzie inni od osób, które wywodzą się, tak jak ja, z małych miasteczek. Inni, ponieważ mieli wszystko podane. Osoby z małych miejscowości musiały być bardziej twórcze. U nas najczęściej było tylko kino, które albo już nie działało, albo puszczało jeden, bardzo nieaktualny film. W dużych miastach jest wiele możliwości. Można pójść do kina, do teatru na różne warsztaty. Można się realizować. Ludzie, którzy zostali w Choszcznie musieli sami stworzyć kulturę. Zakładali zespoły, montowali kabarety, występowali w lokalnym domu kultury, tańczyli w zespołach ludowych, ale inicjatywa wychodziła o nich. Tutaj było już gotowe i można było z tego skorzystać.

24 W radiu współpracowałem z pięcioma osobami, z których trzy były ze Szczecina. Było widać różnicę. Nie wiem, na czym to polegało. Może ci ludzie ze Szczecina byli odważniejsi, więcej widzieli, mogli wcześniej uczyć się języków. Byli oni o pół kroku dalej. Patrzę z perspektywy osoby, która tu przyjechała, ale tym to się różniło. P:Może wszyscy mieszkańcy większych miast różnią się mentalnością? O:Pewnie tak jest,, ale to zabija twórczość. Nie mówię, że we wszystkich, ale istnieje takie niebezpieczeństwo. Miejsce pasji zajmują środki masowego przekazu, to niszczy kreatywność. Dzieciaki zamiast spotkać się, wolą pogadać na fejsie. P:Ma pan jakieś rady dla młodych ludzi, którzy chcą się wybić? O:Po pierwsze należy być ambitnym- to raz. Dwa, należy realizować swoje cele. Jeśli się nie ma środków finansowych do bycia w danym mieście, a widzi się, że miasto nie rozwija się, nie daje możliwości zapewnienia bytu, to trzeba, niestety, wyjechać. Niektórzy ludzie z liceum w Choszcznie zrobili ogólnopolskie kariery, skończyli uniwersytety w Warszawie, UAM w Poznaniu. Są to ludzie z małej miejscowości. Ale oni z tej miejscowości wyjechali. Trzeba też mieć pewien poziom intelektualny- ja na przykład byłem świetny z matmy. Kiedy skończyłem technikum, zdałem egzaminy na studia, to nie miałem grosza przy duszy. Null, zero. Rodzice nie mogli wesprzeć mnie finansowo, ale ponieważ byłem aktywny, miałem wielu znajomych, to ci znajomi pomogli mi. Koleżanka znalazła mieszkanie, kolega pomógł znaleźć pracę. To byli ludzie, którzy mi pomogli, a których poznałem wcześniej. Coś robiłem. To nie było tak, że siedziałem i się martwiłem: Co teraz, co teraz? Umrę z głodu?. Działałem, mimo że robiłem to pod dużą presją. Byłem sam w dużym mieście, którego nie znałem, nie miałem kasy. Nie mam pojęcia, jak to się stało, że ja przetrwałem. Zawsze byłem bardzo wrażliwym facetem. Dla mnie to jest cud.

25 P:Musiał pan prosić o pomoc? O:To było naturalne. Jestem sympatycznym facetem, a ci ludzie jakoś mnie lubili. Sam bym nigdy nie zapytał. P:Czy czuje się pan osobowością? O:Nie, w ogóle. Znam swoją historię, wiem że mógłbym być bezrobotny lub wynajmować mieszkanie i jeździć tramwajem, ale nie czuję się wyróżniony. Nie czuję się inny. /Wywiad przeprowadziła Marta Nowakowicz i Maria Marlicz

26 Dh Andrzej Karut Przewodniczący rady osiedla. Założył pierwszą drużynę harcerską (ZHR) na osiedlu Bukowym 11 listopada 1989 roku. Był katechetą w latach organizator piętnastu pielgrzymek. Należał do organizacji kicham. Obecnie harcerz w organizacji ZHR. Były radny miasta. Polityk PIS- u

27 Fragmenty wywiadu z dh Andrzejem Karutem Co najbardziej ceni pan w szczecinie? Bohaterskość, tożsamość i historia miasta. pierwsza eksplozja patriotyzmu w Szczecinie w imię solidarności nastąpiła w 1956 gdy z 11 na 12 grudnia rozpoczęły się spontaniczne manifestacje Polacy zajęli wtedy konsulat sowiecki (dzisiejszy instytut pamięci narodowej) Powstanie robotników stoczniowskich 17 i 18 grudnia 1970 roku, zginęło wtedy 17 ludzi (w tym jedno dziecko w łonie swojej matki) Szczecin jest pięknie położony pod względem turystycznym. Żyją tu wspaniali ludzie, którzy niestety się tu duszą i wyjeżdżają. Architektura szczecina np. katedra Rozbudowa osiedli na obrzeżach miasta Zabytki Szczecina, cmentarz.

28 Co nie podoba się panu w Szczecinie, co chciałby pan tu zmienić? Gospodarcza katastrofa- zniszczenie stoczni szczecińskiej. zabity duch oświaty- robi się z nas encyklopedie powszechne, zadurza ilość materiału. Nauczyciele nie prowadzą lekcji kreatywnie nauczyciel nie znajduje czasu na rozmowę z uczniem, sprawdza wiedze ucznia tylko poprzez kartkówki i sprawdziany co powoduje że wszystko sprowadza się pod testy, nie ma poszukiwania prawdy logicznego myślenia wnioskowania zanik historii w liceum trzeba zacząć działać na rzecz wychowywania młodych ludzi poprzez nazwy ulic, placy i pomników które stoją na tych placach.

29 Z jakich własnych osiągnięć jest pan najbardziej zadowolonych a czego nie udało się panu osiągnąć? Zmieniłem nazwę placu sprzymierzonych na plac szarych szeregów. Zadowolony jestem z tego, że udało mi się zorganizować 15 pielgrzymek. Nie udało mnie się upamiętnić uroczystości, jaka odbyła się z okazji rocznicy bitwy pod grunwaldem, Polacy podczas marszu odśpiewali praz pierwszy w Szczecinie,,Rotę

30 Prezentacje wykonała M.Marlicz


Pobierz ppt "WYNIKI ANKIETY Krystyna Engelhardt Ks. Tomasz Kancelarczyk Romuald Zańko Jacek Kazimierczak."

Podobne prezentacje


Reklamy Google