Pobieranie prezentacji. Proszę czekać

Pobieranie prezentacji. Proszę czekać

Legendy i podania Jury Krakowsko - Częstochowskiej.

Podobne prezentacje


Prezentacja na temat: "Legendy i podania Jury Krakowsko - Częstochowskiej."— Zapis prezentacji:

1 Legendy i podania Jury Krakowsko - Częstochowskiej

2 Bobolice

3 Jak się Janek z Bobolic na hazard z diabłem puścił W niedzielę z wieczora pod zamkiem pasł Janek na ciegnach konie. Naraz zahuczało, wiatr silny zawył z poświstem, a zdziwiony parobczak, ujrzał przed sobą szlachcica barczystego, któremu się oczy świeciły jak węgle rozżarzone na wietrze. Szlachcic ów miał na sobie bogatą "kontusicę", czapa czerwona kipiała mu na prawym uchu, a w ręku trzymał olbrzymią "skorbelachę", którą jak piórkiem wywijał. Przeraził się parobek, oczy mu kołem stanęły, zapomniał języka w gębie, nogą i ręką ani rusz, bo wszystko w nim strasznie "skołczało". Gdy jednak szlachcic po ludzku pozdrowił, Janek ochłódł z pierwszego przestrachu i wnet schylił kapeluszem do ziemi. Szlachcic wziął go za rękę i mówi : Chodź, w karty zagramy. Janek się wahał i wymawiał, lecz szlachetka brzękał pełną kiesą złota, a Janek się pokusił i wnet ze szlachcicem poszedł. Znów zahuczało, znów zaświstało i strasznie zawyło, a nasi uniesieni wichrem, znaleźli się naraz w sklepionej komnatce, gdzie zasiadłszy na beczkach pełnych wina, w karty grać zaczęli. Szczęście kołem się toczy, służyło więc i Jankowi dotąd, dopóki całkiem nie opuściło. Przegrał wygrane złoto. Po czym zawiesił na haku uzdę i rzecze : Bujaj się, Jasiu, a będziesz bogaty, chciał bowiem, żeby się parobek obwiesił, i choć w taki sposób zatracił duszę. Lecz Janek, tęgo podcięty, usiłując powstać, runął na ziemię jak długi, a po chwili twardym snem zasnął. Budzi się Janek nad ranem, patrzy w koło siebie, aż przetarłszy raz i drugi oczy, musiał w końcu uwierzyć, że leży pod zamkową basztą. Kapoty na nim nie było, czapkę i buty diabli wzięli, lecz duszy nie poradzili, bo poczciwa była.

4 Bobolickie skarby Żył sobie w Bobolicach chłop Bialika. Pewnego razu na sobótkę (noc świętojańska) udał się do lasu aby szukać kwiatu paproci. Siedzi tak i widzi światełko w ciemności nad krzakiem paproci. Światełko się unosi i gdzieś ulatuje. To Bialika biegiem za nim. Tak dobiega do zamku w swojej wsi. Światełko znika gdzieś przy murach. Następnego dnia opukuje ściany i znajduje naczynia domowe w srebrze i złocie. Sprzedał to potem żydom z Lelowa (czyżby Cadykom), ale się nie znał na cenie więc niewiele za ten skarb dostał. Inne opowieści mówią, że jednak zarobił sporo pieniędzy, bo ponoć kupił ziemie w Dzibicach, ale jest to chyba tylko zbieżność nazwisk. Ale wygląda na to, że skarby bobolickie zostały już znalezione w XIX wieku.

5 Miłość i zbrodnia (Bobolice i Mirów) Na niewielki balkonik, niby jaskółcze gniazdo przylepiony do baszty bobolickiego zamku, wychodzi zwiewna kobieca postać, jakby spowita w białe prześcieradło. Wdzięcznym ruchem unosi rękę w kierunku zamku w Mrowie i powiewa ku niemu białą chusteczką. W ślad za tym z wieży bliźniaczego zamku ulatuje ciemna postać młodzieńca i cichym lotem płynie ku Białej Damie bobolickiej. Kiedyś, a było to bardzo dawno temu, kiedy jeszcze zamki w Mirowie i Bobolicach były całe i potężne, mieszkało w nich dwóch braci. Jak bliźniacze nieledwie były te zamki, tak podobni do siebie byli dwaj bracia ; tylko najbliżsi przyjaciele wzajemnie ich odróżniali. Ojciec na łożu śmierci dla każdego z synów przeznaczył osobny zamek i przykazał im żyć we wzajemnej zgodzie i przyjaźni. na dłużej wyjeżdżali, cała służba żegnała ich z żalem. Raz, zdarzyło się, że pan na Bobolicach sam musiał wyjechać na wojenną potrzebę. Nie było go dwa lata, lecz kiedy wrócił, radość zapanowała w całym zamku. Na spotkanie wybiegł również brat z Mirowa. Z powozu wysiadła branka, cud-urody księżniczka. Przystąpiono do podziału łupów po połowie.

6 Ale jak podzielić brankę? Rzucili więc o nią losy. Szczęście uśmiechnęło się do zdobywcy branki. Została więc żoną dziedzica z Bobolic. Drzazga zazdrości mocno utkwiła w sercu pana na Mirowie. Trzeba jednak przyznać, że i on podobał się brance bardziej niż własny mąż, którego przecież nie pojęła z własnego, nieprzymuszonego wyboru. Już nie oczekiwał on, tak jak dawniej, niecierpliwie, swego brata na zamku w Mirowie, wręcz przeciwnie - wypatrywał chwili, kiedy tamten opuszczał swój zamek. Teraz już każdy z osobna udawał się na łowy. Coraz częściej stronili od siebie. Nie mogło tak trwać zbyt długo. Zdradzany pewnego dnia zebrał grupę dworzan i wyruszył na kilkumiesięczną wyprawę. Był to jednak podstęp z jego strony. Już trzeciego dnia, a raczej trzeciej nocy, powrócił do zamku niespodziewanie. Sypialnię żony zastał pustą! Wiedziony złymi przeczuciami, z obnażonym mieczem - jak wicher pomknął do piwnic zamkowych, a z nich do lochu, pragnąc tamtędy dotrzeć do zamku w Mirowie, gdzie spodziewał się zastać kochanków na gorącym uczynku. Los zdarzył jednak, że przydybał ich już wcześniej, w samym lochu, splecionych w miłosnym uścisku. Szał zazdrości ogarnął zdradzanego męża, bielmo wściekłości przesłoniło mu wzrok. Podniósł miecz i jednym cięciem pozbawił życia rodzonego brata. Nie odważył się jednak podnieść zbrodniczej ręki na niewierną żonę. Przywołał więc swą służbę i kazał ją żywcem zamurować w lochu, w którym wkrótce potem z głodu skonała.

7 Kiedy jednak w 1352 roku panowie wielkopolscy oburzeni na rządy królewskie zawiązali konfederację, na jej czele stanął Maćko Borkowic. Został rozbójnikiem. Za liczne rozboje został uwięziony. Kipł sobie nadal jednak z królewskiego majestatu, lekceważył wszelkiego rodzaju tortury: głodu, pragnienia, żelaza i ognia. Kazimierz Wielki "dostosował się" do jego drwin. Osadził go wprawdzie w potężnym zamczysku. Żywiono więźnia dając mu wiązkę siana i czarkę wody. Ten zaś w rozpaczy, po czterdziestu dniach, w okropnych mękach, jak mówi legenda - wyjadając własne ciało, dokonał żywota. Olsztyn Głodowa śmierć Borkowica Zamkowi olsztyńskiemu legenda wyznaczyła rolę nie fortecy, lecz więzienia. Jednym z pierwszych, któremu przyszło zapoznać się z ciemnym, wykutym w litej skale lochem, był wojewoda poznański - Maćko Borkowic herbu Napiwon. Z racji piastowanej godności opływał w dobrobyt o dostatek, a wszystko to zawdzięczał hojności królewskiego majestatu. Kariera polityczna młodego wówczas Maćka rozwijała się po jego myśli. Stosunkowo szybko zaskarbił sobie na tyle zaufanie króla, że ten, ufając mu bezgranicznie, począł wyznaczać go na uczestnika ważnych misji dyplomatycznych.

8 Nie wiadomo, gdyż diabły same go sobie wyznaczają. Wtedy główny diabeł zwołuje na Pustelnicę wszystkie małe szatanki i na dany sygnał cała ta zgraja z szumem, świstem, szczękiem, brzękiem, szaleńczo zbiega z Pustelnicy, a za nią huczy huragan. Skały nie skały, drzewa nie drzewa, chaszcze nie chaszcze - nie ma dla nich żadnej przeszkody. Dopiero u podnóża góry szatanki znikają gdzieś bez śladu i po chwili pokazują się znów na Pustelnicy, by ponownie wyczyniać podobne lub inne harce. Kto wówczas znajdzie się na drodze ich biegów, na pewno zginie lub sam przemieni się w jednego z takich szatanków. Diabeł z Pustelnicy Sokole Góry - to jedno z najpiękniejszych na Wyżynie Krakowskiej gniazd wyniosłych i skalistych, ale zalesionych wzgórz, stanowiących wspaniałe tło dla Słonecznych Skałek w Olsztynie. Wśród lasu wznoszą się okazałe skałki, pokryte jaskiniami, grotami, przeprute szczelinami i rozpadlinami. Jak fama wokół niesie, gnieździ się w nich wielka liczba małych szatanków, na czele których stoi jeden duży diabeł. Ów pryncypał mieszka w najbardziej okazałej jaskini na Pustelnicy, a podległe mu diabełki w podrzędnych pieczarach. Wszystkie diabły z Sokolich Gór są spokojne i nikomu żadnej krzywdy nie wyrządzają. W tym jednak rzecz, że nikt nie może tędy bezkarnie chodzić w jeden dzień w roku. W który to dzień? Sokole Góry

9 Jak Kacper Karliński poświęcił syna dla dobra Ojczyzny W 1587 r. przez Olsztyn ku Krakowowi ciągnął arcyksiążę austryjacki Maksymilian Habsburg, pretendent do tronu polskiego po śmierci Stefana Batorego. Więcej miał on jednak w Polsce wrogów aniżeli przyjaciół. Tylko niektórzy pragnęli widzieć go królem polskim. Starostą olsztyńskim był podówczas Kacper Karliński, znany z dzielności i odwagi rycerskiej, których największy dał dowód, gdy wojska Maksymiliana podstąpiły pod zamek i zaczęły go oblegać. Maksymilian wyprawił do starosty posła z żądaniem poddania twierdzy, obiecując w zamian Karlińskiemu, że jeżeli zostanie już królem polskim, nada mu godność senatora, starostwo oraz różne inne przywileje. Karliński odesłał posła z niczym. Wówczas arcyksięciu przyszedł na myśl iście szatański pomysł. Dowiedział się, że Karliński miał ośmiu synów, z których siedmiu zmarło bądź zginęło podczas licznych wojen. Ósmy syn, Zygmunt, był jeszcze niemowlęciem. Olsztyn

10 Arcyksiążę przypuścił kolejny szturm. Na czele atakujących szła piastunka z niemowlęciem Karlińskiego na ręku. Poznali puszkarze, czyim dzieckiem było niemowlę, i struchleli. Nastąpiła wśród nich chwila wahania, zaprzestali strzelania, aby nie zabić dziecka. Wykorzystali to szturmujący, niebezpiecznie zbliżając się pod mury zamkowe. Kacper początkowo zdrętwiał z przerażenia, ale rychło się ocknął. Przyskoczył do pierwszego z puszkarzy, wyrwał mu z ręki lont i wystrzelił, a za nim zaraz inni. Zagrzmiały działa, a kiedy dym się rozproszył, obrońcy ujrzeli martwe dziecko i piastunkę, ale również tyły umykającego wroga, który widząc bezprzykładne męstwo i poświęcenie obrońców Olsztyna, szybko odstąpił od oblężenia i pomaszerował w dalszą drogę.

11 O Potok złoty ! Upał był nie do wytrzymania, wody wszędzie brakowało. Wokół rozciągały się skaliste pustocie, skały i piaski, nigdzie nie można było napotkać żadnego, najmniejszego nawet źródełka, nie mówiąc już o strumieniu czy rzece. Trwało skwarne popołudnie. Drużyna rycerzy, która właśnie tędy przejeżdżała, słaniała się na nogach z pragnienia, konie odmawiały posłuszeństwa. Cały posiadany zapas wody rycerze wypili już wieczorem poprzedniego dnia, bo był on równie jak dzisiejszy upalny. Kiedy już wieczór się zbliżał, jadący, a raczej wlokący się na czele drużyny rycerz nagle zatrzymał się i po chwili krzyknął z ogromną radością w głosie "O potok złoty!" Cała reszta podbiegła szybko i wszyscy zanurzyli spragnione usta w życiodajnej wodzie. Był to potok Wiercica, a osada, która tutaj wkrótce powstała, na tę pamiątkę miała otrzymać nazwę Złoty Potok. Złoty Potok

12 Autorzy: Szymon Binek Marta Woszczyna Daniel Kołodziej


Pobierz ppt "Legendy i podania Jury Krakowsko - Częstochowskiej."

Podobne prezentacje


Reklamy Google